Systematycznie gasną oscylacje rynku zapoczątkowane przed ponad dwoma tygodniami paniką wywołaną podjęciem w Brazylii decyzji o uwolnieniu reala. Ponieważ nawet ostatnia sensacyjnie duża (2,5-3 proc.) obniżka stóp procentowych w wykonaniu Rady Polityki Pieniężnej nie zdołała oderwać koniunktury na GPW od globalnego wzorca, to należy sądzić, że również teraz wskazówka co do dalszego kierunku ruchu cen nadejdzie spoza granic naszego kraju. Na początku mijającego tygodnia mogło się wydawać, że nadszedł już czas na przejmowanie się losami chińskiej waluty. Z wtorkowej euforii - WIG +5,6 proc. - wynika jednak, że inwestorzy poważnie potraktowali dementi szefa chińskiego banku centralnego. Poinformował on w swym wystąpieniu, że w celu ochrony juana, między innymi, "wyeliminowana (?) została pewna liczba podziemnych rynków oraz nielegalnych waluciarzy (money exchangers)"... Można zatem założyć, że zastosowane metody okażą się skuteczne. Przynajmniej do końca bieżącego roku. Poprzednia skokowa dewaluacja juana z 5,80 na 8,70 za dolara nastąpiła 1 stycznia 1994 roku.Wydaje się natomiast, że jakkolwiek kryzys w Brazylii został już w dużej mierze zdyskontowany przez światowe rynki akcji, to jednak utrzymanie obserwowanego tempa dewaluacji reala doprowadzi już na początku lutego do negatywnych reakcji w całym regionie Ameryki Łacińskiej. Przed 4 laty w trakcie kończącego roczną bessę na rynkach peryferyjnych kryzysu meksykańskiego uwolnione z poziomu ok. 3,40 za dolara peso znalazło równowagę dopiero w marcu 1995 roku na poziomie 2 razy wyższym. Kolejnego ważnego cyklicznego globalnego rynku oczekiwać można w połowie lutego i można sądzić, że do tego czasu ewolucja sytuacji w Ameryce Łacińskiej nie pozwoli na pokonanie szczytów z drugiego tygodnia stycznia.
.