Praktyczne spojrzenie

Ostatnio prawie codziennie czytam w prasie coś o etyce. A to ktoś zastanawia się, czy władze spółki postępują etycznie, a to towarzystwa emerytalne chcą stworzyć własny kodeks etyki, a to o takim kodeksie myślą ubezpieczyciele... Bardzo mnie to wszystko cieszy, ponieważ od dawna twierdzę, że zasady etyki zawodowej są niezmiernie istotnym elementem działania na rynku kapitałowym.Często spotykam się z argumentem, że zasady etyki są niepotrzebne, bo przecież prawo powinno wystarczyć. Ale właśnie o to chodzi, że nie wystarcza, gdyż prawo reguluje tylko te sprawy, które można jednoznacznie uregulować. A ileż jest takich, w których nie ma jednoznacznej odpowiedzi? Ile razy słyszymy, że prawo jest obchodzone? I co gorsza, dzieje się to zgodnie z literą prawa. A czy z jego duchem? Kto ma nam wtedy powiedzieć, co jest słuszne, a co nie?Odpowiedź jest tylko jedna - tego nam nikt nie powie. To my sami musimy rozstrzygnąć i sami będziemy za to odpowiadać. Nie przed sądem, bo przecież postępujemy zgodnie z prawem. No to przed kim? No właśnie... Ludzie wierzący odpowiedzą, że przed Bogiem. Megalomani - że przed historią. A pozostali? I ci pozostali, i wszyscy inni wcześniej wspomniani odpowiedzą przed sobą, przed swoim sumieniem, przed rodziną, kolegami w zawodzie. Gdybyśmy jednak mieli w ten sposób zastanawiać się nad każdą swoją decyzją, to nic byśmy nie zrobili, bo zabrakłoby nam już czasu na działanie.Trzeba więc mieć jakieś wytyczne, jak należy postępować. I właśnie takich wytycznych dostarczają zasady etyki. Najczęściej nie są to jakieś bezwzględnie obowiązujące przepisy, raczej występują tam sformułowania "powinien", "nie powinien", "może". Dają jednak jakąś podstawę do podjęcia właściwej decyzji. Ułatwiają to zadanie, choć czasem utrudniają życie, bo nie możemy zrobić czegoś, co inni mogą robić bez oporu.W przypadku maklera, doradcy, prezesa spółki może to np. oznaczać ograniczenie w nabywaniu akcji. Czasem słyszę wyrazy oburzenia, że jest to przecież ograniczenie swobód obywatelskich! Tak, jest to istotne ograniczenie swobód. Ale czy ktoś nam każe być maklerem, doradcą czy prezesem? Nie. Decydując się na wykonywanie tego zawodu, sami nakładamy na siebie pewne ograniczenia, choćby po to, by nikt nie mógł nam zarzucić nadużywania naszej funkcji. Byśmy mogli powiedzieć: proszę bardzo, działamy zgodnie z ograniczeniami określonymi przez zasady etyki zawodowej. Paradoksalnie więc istnienie tych zasad nie przeszkadza nam, a wręcz pomaga.Czasem jednak w zasadach etyki znajdują się bardzo kategoryczne sformułowania. Ja sam wychowywany byłem w rodzinie lekarza, gdzie nie do pomyślenia było, by matka nie udzieliła pomocy choremu nawet wtedy, gdy była na urlopie. Dlatego też, mimo że określam się jako człowiek kompromisu, w takich sprawach jestem bezkompromisowy. Czasem słyszę nieco żartobliwe powiedzenie, szczególnie przy opisywaniu kariery ludzi, którzy to z pucybuta zostali milionerami, że pierwszy milion dolarów trzeba ukraść, a następne już można zarabiać uczciwie. Dla mnie w tym momencie żarty się kończą.Uważam, że jak ktoś ukradł pierwszy milion, to potem już każdy grosz, nawet jak najuczciwiej zarobiony, zawsze będzie skażony. Już nigdy nie będzie mógł powiedzieć, że zawsze postępował etycznie, nawet jeśli wygra i historia - jako zwycięzcy - przyzna mu rację. Cóż więc po takim sukcesie?

KRZYSZTOF GRABOWSKI

prezes Związku Maklerów i Doradców

Tekst stanowi wyraz osobistych poglądów autora