W cieniu wielkiego "śrubowania"
Wiceprezes rady nadzorczej Zasady składał zlecenia lustrzane, by podnieść giełdowy kurs spółki. Operacja się udała, gdyż cena, mimo bessy, przez trzy miesiące pięła się w górę. Jednak po odłączeniu sztucznego zasilania "pacjent zmarł", a kurs ponownie zaczął spadać. Okazuje się, że ani Sobiesław Z., ani Józef K. na manipulacji nic nie zarobili. Na cóż więc takie zabiegi, które musiały pociągnąć za sobą koszty (prowizje od transakcji) i jeszcze zainteresowały KPWiG, prokuraturę i w końcu media?Okazuje się, że ich celem nie było osiągnięcie własnych korzyści. Wzrost kursu miał poprawić wizerunek firmy w oczach kontrahentów i ewentualnych nabywców planowanej emisji obligacji spółki. Jeśli przyjąć, że obaj panowie właśnie takimi kierowali się motywami, to pozostali akcjonariusze firmy powinni być im wdzięczni za mozolną pracę w imię poprawy jej image'u, a nie domagać się głów i sprawiedliwości.Uplasowanie nowej emisji przy kiepskiej koniunkturze nie jest łatwe i wymaga od kierujących firmą sporych poświęceń. Dobry adwokat mógłby przekonać ławę przysięgłych, że to dobroczyńcy, kierujący się szlachetnymi pobudkami, mający na uwadze dobro wszystkich właścicieli spółki. Niestety, stosowali mało wyrafinowane techniki, dzięki czemu dali się w łatwy sposób namierzyć.Nie jest tajemnicą, że poprawa wizerunku spółki przez wzrost kursu akcji jest stosowana od dawna, zwłaszcza przed ustaleniem ceny nowej emisji, w trakcie trwania oferty lub przy próbie sprzedaży przez znaczącego akcjonariusza dużego pakietu akcji. Kurs można "poprawić" lustrzanymi zleceniami tylko w przypadku mało płynnych spółek (Zasada, Kopex, Bakoma, WKSM). Przy większych trzeba skorzystać z innych technik. Jedną z nich jest kontrolowany przeciek, a furorę robią mniej lub bardziej wiarygodne informacje o zagranicznych inwestorach branżowych."Nie jest prawdą, że rozmawiamy z firmą W. na temat sprzedaży naszego pakietu akcji. Ale jesteśmy zadowoleni z zamieszania, gdyż po publikacjach prasowych wzrosła wartość tych akcji w naszym portfelu" - przyznał szczerze przedstawiciel jednego z dużych akcjonariuszy spółki.Liczy się efekt, a na wzrost kursu akcji (czytaj - kreację wizerunku) pracują nieraz solidarnie - zarząd spółki i jej najwięksi akcjonariusze, wykorzystując do tego współpracujące podmioty, rekomendujące biura maklerskie, zarządzających aktywami i media. Nikt jeszcze nikomu nie udowodnił na GPW wielkiego "śrubowania" kursami z udziałem renomowanych zagranicznych banków inwestycyjnych. O niektórych przypadkach mówi się tylko w towarzyskich pogawędkach. Bez większego ryzyka z pędzącego pociągu wcześniej wyskakują tylko ci, którzy wiedzą, na którym zakręcie będzie zwalniał. Przypadek Zasady nie zasługuje nawet na określenie mianem "aferka", ale odpowiednio sprzedany może poruszyć każdego.Umiejętnie sprzedana informacja to połowa sukcesu. Gorzej, jeśli nie można jej wykreować, gdy spółka niczym interesującym nie może się pochwalić. Zupełnie źle, gdy potencjalny hit nie może,,ruszyć'' kursem, co zdarzało się już w czasach głębokiej bessy. Co robić, gdy nawet media nie są w stanie pomóc w sprzedaży papierów? Trzeba sprawy wziąć we własne ręce i np. w odpowiedni sposób przekonać zarządzającego aktywami, by zechciał zainteresować się określonym papierem. Dobrze poinformowani dają sobie rękę uciąć, że niektóre emisje zostały objęte tylko dzięki energicznym działaniom prowadzonym "pod stołem" i za sowitą opłatą uwzględniającą ponoszone ryzyko. Ja w to nie wierzę, ale podobno w tej kwestii jestem naiwny.
DARIUSZ JAROSZ