Makrotydzień

Styczniowy deficyt obrotów bieżących, według NBP, wyniósł 855 mln USD i był o ponad 100 mln USD niższy niż przed rokiem. Specjaliści są zgodni: mniejszy deficyt jest efektem spadku importu. Mniejszy import wynika ze słabnącej aktywności przedsiębiorstw, w których pogarsza się sytuacja finansowa. Dodatkowo, wzmocnienie dolara wobec złotego doprowadziło do względnego podrożenia towarów z importu. Zdaniem Andrzeja Bratkowskiego z CASE, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - inwestorzy zagraniczni, którzy śledzą wielkość deficytu, zaczną wracać, gdy okaże się, że poprawa w zakresie obrotów bieżących będzie miała miejsce również w następnych miesiącach.Lepiej by było, gdyby zmniejszenie deficytu zostało spowodowane ożywieniem eksportu. Tymczasem osłabienie złotego, do którego namawiała większość ekonomistów i doradców, nie zadziałało pobudzająco na eksport, lecz przyczyniło się do ograniczenia importu. To pokazuje, że krajowe przedsiębiorstwa są ciągle mało konkurencyjne, a na domiar złego pogarsza się ich sytuacja finansowa.Rząd zdecydował znieść preferencyjne cła na wieprzowinę, drób, jogurty i pszenicę importowane z krajów Cefty (Środkowoeuropejskie Porozumienie o Wolnym Handlu). Obiecał również podwyższyć stawki celne na cukier bez względu na kraj jego pochodzenia. Wyższe cła mają ratować polskie rolnictwo, które ucierpiało z powodu załamania handlu z Rosją. Premier podpisze wyższe stawki po konsultacjach z Ceftą i Unią Europejską.Istnieją uzasadnione obawy, że zniesienie preferencyjnych stawek dla krajów Cefty spowoduje retorsje celne z ich strony. Trudno powiedzieć, czy wyższe cła pomogą naszemu rolnictwu. Specjaliści twierdzą, że sens ma jedynie podwyższenie ceł na pszenicę. Jogurty, drób, wieprzowinę importujemy głównie spoza Cefty. Jeśli doszłoby do retorsji celnych ze strony naszych partnerów, zamierzony efekt w ogóle nie zostanie osiągnięty. Polskie rolnictwo wymaga wytyczenia zasad polityki rolnej i zmian systemowych. Działaniem, które pretenduje do tej rangi, jest projekt wspierania grup producenckich na wsi.Kontrakty menedżerskie podpisały zarządy sześciu spółek węglowych. Przedtem Ministerstwo Gospodarki zatwierdziło biznesplany. Co kwartał prezesi będą rozliczani z ich wykonania. W przypadku stwierdzenia działania na szkodę spółki, prezesi będą odpowiadać własnym majątkiem. Kontrakty ograniczają ich pensje do 7 średnich wynagrodzeń. Do tego może dojść premia (do 80 %). W sumie prezes będzie mógł zarobić do 20 tys. zł. Przedtem - 25 tys. zł. Ogłoszono również listę kopalń do likwidacji: 15 do całkowitej, 9 - do częściowej. W tym roku z górnictwa chce odejść 20 tys. osób. Pieniędzy na jednorazowe odprawy (ok. 50 tys. zł) starczy dla 5 tys.Teraz dopiero zaczyna się w górnictwie prawdziwa reforma. Zarządy zaczną być wynagradzane za pracę, a nie za to, że są. Likwidacja trwale nierentownych kopalń jest koniecznością. Kontrowersje mogą budzić bardzo wysokie odprawy. Jeśli nie starczy na nie pieniędzy, restrukturyzacja górnictwa zostanie zahamowana.

Małgorzata Pokojska