Jeżeli ktoś liczył na to, że przyjęcie nas do NATO (co zapewne istotnie obniża ryzyko inwestowania w naszym kraju) od razu spowoduje jakiś szał zakupów - to się przeliczył. Ale mam wrażenie, że przecież i ten fakt mógł być zawczasu zdyskontowany przez rynek, bo sprawa była już wcześniej niejako przesądzona, prawda? Tymczasem podanie danych o tym, na jakim zakręcie znalazł się budżet państwa wpłynęło chyba wyraźnie na notowania - te z poniedziałkowych ciągłych, a za nimi i wczorajszy fixing. Tak więc znów informacją silniej oddziaływającą okazała się negatywna - być może zaś o tym, kto zwraca większą uwagę na takie właśnie dane ("makro") może świadczyć porównanie zmian poszczególnych indeksów?

W dominującym marazmie jakieś spektakularne zachowania dotyczą tylko nielicznych, i nie tych głównych - dla indeksów - firm. Rekordy w Stanach wyjaśnia się kolejnymi falami fuzji - ciekawe, czy tam nie publikują tych samych artykułów, co u nas, z których jasno wynika, jak wiele z przejęć lub połączeń na tamtym rynku ma skutki zupełnie odwrotne od oczekiwanych (i pożądanych)? I skąd bierze się przekonanie, że statystyka u nas okaże się bardziej optymistyczna? Pewne sprawy, nawet na rynku kapitałowym, według mnie wyglądają więc jedynie na swoisty transfer mody - i tak, jak w tak wielu innych dziedzinach życia, zupełnie bezkrytyczny... Ale i tak odnoszę wrażenie, że po kilku "nauczkach cenowych" pojawiła się jakaś ostrożność co do możliwości pewnej realizacji szybkiego, dużego zysku. Może znów niektórzy powrócą do spoglądania na wyniki miesięczne, np. próbując - w warunkach czegoś na kształt trendu bocznego - poszukać takich spółek, którym stosunkowo najmniej daje się we znaki wyraźny spadek koniunktury? Jak dotychczas bardzo mało firm podaje swoje prognozy - w świetle tego, czym nas wcześniej raczyły sądzę, że to nawet i lepiej": o jedno zakłócenie przy analizie mniej...

.