Rynki akcji na całym świecie zareagowały w czwartek na atak NATO na Jugosławię zgodnie z starą giełdową regułą, która radzi "kupuj, gdy leje się krew". Przedwczorajszy 5-proc. spadek wartości WIG-u był najsilniejszym od 14 stycznia, czyli od czasu apogeum paniki związanej z dewaluacją brazylijskiego reala. Naruszona w środę 5-miesięczna linia trendu wzrostowego na WIG-u została obroniona dzięki wczorajszemu odbiciu. Ciągle zatem brak jest decydujących technicznych przesłanek, które nakazałyby rezygnację z założenia o kontynuacji rozpoczętej w październiku 1998 r. zwyżki cen akcji. Niestety, rynek jest już na tyle osłabiony, że może nie wytrzymać kolejnego ciosu. Spadek WIG-u poniżej poziomu 13 500 pkt nakazywałby przyjęcie założenia, że styczniowy szczyt zakończył korekcyjny jedynie ruch bessy i do przełomu czerwca i lipca czekałby nas powrót tendencji spadkowej. Wcześniejsza zwyżka ropy i roczne maksimum kursu KGHM może sugerować globalny powrót inflacji, co oznaczałoby odżycie obaw przed zaostrzeniem polityki pieniężnej w USA (Fed spotyka się 30 marca).Niezdolność Rosji do udzielenia skutecznej pomocy swemu "słowiańskiemu i prawosławnemu" sojusznikowi dowodzi tylko słuszności dokonanego przez nasz kraj na początku lat 90. odwrócenia sojuszy, które ostatnio przypieczętowane zostało akcesem do NATO. Fakt, że sojusz "obronny", do którego przystępował nasz kraj, zmienia się właśnie w "zaczepny", zmuszając nas do uczestnictwa w operacjach co najmniej obojętnych dla polskich interesów, wzmacnia tylko to rozumowanie. Członkostwo w NATO po prostu drastycznie zmniejsza szanse na to, że będziemy następną po Jugosławii ofiarą "walki o pokój" prowadzonej przez Sojusz. Z gospodarczego punktu widzenia wojna ta zmniejsza atrakcyjność inwestycyjną Europy Południowej i Wschodniej, na czym powinna skorzystać Europa Środkowa, w tym i nasz kraj.

.