TKM

Epistolografia, czyli sztuka pisania listów, pomaga nam dzisiaj badać stosunki między ludźmi w dawnych czasach. Wymieniali listy ludzie wielcy, ludzie znani i ci zwyczajni, o których nikt nie pamięta, a listy, jakie zostawili, są świadectwem ich epoki.

Nie wiem, do jakiej kategorii zaliczyć listy, które wymienili ostatnio jeden poseł i jeden minister. Nie są to zwyczajne listy o pogodzie, nastroju i przeczytanej książce. To listy bardzo służbowe.Pisze poseł z sojuszniczej partii do ministra koalicyjnego gabinetu tak oto:"Szanowny Panie Ministrze, uprzejmie proszę o przesłanie informacji na temat składu rad nadzorczych jednoosobowych spółek Skarbu Państwa z terenu województwa (...), wraz z notkami biograficznymi (kwalifikacje, miejsce zatrudnienia itp.) poszczególnych osób".Do listu poseł załącza wyrazy szacunku.Minister w trzy tygodnie później pisze odpowiedź, całą na komputerze, ale początek - to w dobrym jest tonie - odręcznie. Pisze więc, że "problematykę udostępniania danych osobowych przez organy państwowe podmiotom uprawnionym do ich otrzymania z mocy przepisów prawa (m.in. posłom) regulują obecnie przepisy ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. O ochronie danych osobowych."Dalej minister pisze do posła, że w ostateczności mógłby udostępnić te dane, ale wniosek posła musi być umotywowany i gwarantować zarazem, że "udostępnienie w konkretnych okolicznościach danych nie naruszy chronionych prawem praw i wolności osób, których te dane dotyczą. Wniosek ten powinien zawierać podstawy prawne potwierdzające uprawnienie do otrzymania informacji w żądanym zakresie, przesłanki wskazujące, że minister (...) jest zgodnie z obowiązującym prawem organem zobowiązanym lub właściwym do udostępnienia żądanej informacji, cel, w którym te informacje mają być wykorzystane."Na koniec minister - znów odręcznym pismem - informuje o swoim dla posła poważaniu.List trzeci to odpowiedź posła na ministerskie pismo. Cała sporządzona za pomocą komputera. Pisze tedy poseł do swojego koalicyjnego ministra tak:"Z najwyższym zdumieniem przyjąłem list Pana Ministra (...), w którym odmawia Pan udzielenia informacji (...) powołując się na przepisy ustawy o ochronie danych osobowych. Pozwalam sobie zwrócić uwagę, że ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora daje posłowi prawo do uzyskiwania informacji na temat spółek z udziałem Skarbu Państwa. Członkowie rad nadzorczych (tych spółek) pełnią swe funkcje w imieniu właściciela - a więc ogółu obywateli - i przez wszystkich podatników są wynagradzani. Utajnianie informacji na temat nazwisk i kompetencji zawodowych tych osób wydaje się absurdalne. (...) Przepisy nie wymagają uzasadniania przez posła potrzeby uzyskiwania informacji." I tu poseł przechodzi do pointy swojego utworu: "Skoro Pan Minister oczekuje wiarygodnego uzasadnienia, uprzejmie informuję, iż docierają do mnie informacje, iż niektóre decyzje kadrowe Pana Ministra (...) mogą budzić uzasadnione wątpliwości co do kompetencji osób reprezentujących interesy Skarbu Państwa". Na koniec poseł wyraża swój szacunek dla ministra.Właściwie tę wymianę korespondencji można by zostawić bez komentarza, sprawa dotyczy jednak niebłahego problemu ze względu na jego skalę - spółek Skarbu Państwa są przecież jeszcze tysiące - jak i delikatnej kwestii etycznej, którą tak trafnie zdefiniował kiedyś inny poseł, a ja, skromny felietonista, umieściłem w nadtytule swoich utworów. Czyli TKM, panie ministrze.Te przytoczone fragmenty listów pozwolą pewnie potomnym lepiej zrozumieć naturę stosunków społecznych w naszej epoce przełomu wieków i tysiącleci. Zrozumieją oni nasze czasy tym łatwiej, że w tych stosunkach nie ma niczego nowego, zjawiska społeczne są od wieków takie same.

PIOTR RACHTAN