Makrotydzień
Deficyt obrotów bieżących w lutym br. wyniósł 460 mln USD i był o prawie 400 mln USD niższy niż w styczniu. Stało się to za sprawą przyśpieszenia eksportowego i osłabienia dynamiki importu. W lutym deficyt w obrotach handlu zagranicznego wyniósł 744 mln USD wobec 1235 mln USD w styczniu i 813 mln USD w lutym ubiegłego roku. Rosnącemu lutowemu eksportowi (wyniósł 2,55 mld USD i był o ok. 0,5 mld USD wyższy niż w styczniu) odpowiadał import na poziomie stycznia (3,3 mld USD). Jednocześnie w lutym zmniejszyło się w porównaniu ze styczniem saldo wpływów z handlu przygranicznego (242 mln USD wobec 320 mln USD).Ożywienie eksportu może być sygnałem, że polskie firmy zaczynają przystosowywać się do nowej, trudniejszej sytuacji po kryzysie rosyjskim. Niewykluczone że jest to w jakimś stopniu również efekt osłabienia złotego. Jednak niepokojący jest spadek wpływów z handlu przygranicznego. W przeszłości właśnie obroty nie rejestrowane, w dużej części kompensowały deficyt obrotów bieżących. Zdaniem niektórych specjalistów, m.in. Krzysztofa Rybińskiego z ING Barings, jeśli ta tendencja utrzyma się, deficyt obrotów bieżących może dojść nawet do "granicy bezpieczeństwa", czyli 6% PKB. Z drugiej strony, można oczekiwać, że wreszcie ruszą w tym roku wielkie prywatyzacje i zaczną napływać środki z tytułu bezpośrednich inwestycji zagranicznych.Inflacja w marcu przestała spadać - twierdzą analitycy. Marzec był prawdopodobnie pierwszym miesiącem od roku, w którym nie odnotuje się spadku inflacji rocznej. Według specjalistów z Rządowego Centrum Studiów Strategicznych, ceny żywności w marcu wzrosły o ok. 0,6%, a globalny wskaźnik inflacji może się zbliżyć do poziomu 0,8%. To zaś by oznaczałoby, że w marcu w stosunku do lutego nastąpił wzrost inflacji rocznej. (Lutowy inflacyjny "dołek" - 5,6% w stosunku rocznym). Powodem są podwyżki cen paliw. Według Ministerstwa Finansów, marcowa inflacja wyniosła nawet 1,1%, a powodem są podwyżki cen usług.Zmianę inflacyjnej tendencji przewidzieli wszyscy. Wicepremier Leszek Balcerowicz szacuje dziś, że na koniec roku inflacja wyniesie 7%, Rządowe Centrum Studiów Strategicznych - że 7,5%, a Rada Polityki Pieniężnej - że 6,6-7,8%. Są to i tak bardziej optymistyczne prognozy niż oczekiwania zawarte w ustawie budżetowej, gdzie zapisano wskaźnik 8,1%. Trudno wyrokować, kto jest najbliższy prawdy. Jedno jest pewne - wszystkich odpowiedzialnych za sytuację makroekonomiczną czeka znów ciężka praca. Przestają działać czynniki zewnętrzne, które w ostatnich miesiącach hamowały inflację (spadek eksportu żywności na rynek rosyjski, tania ropa). Niektórzy uważają, że czas pomyśleć o rezygnacji z pełzającej dewaluacji złotego, która działa inflacjogennie.
Małgorzata Pokojska
Mirosław Gronicki
Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych