Fakt, iż ostatnia zwyżka została wywołana gwałtownie narastającym popytem na tzw. blue chips, co przy jednoczesnym wzroście indeksów giełd z naszego regionu oraz umacnianiu złotówki jednoznacznie wskazuje na wejście do gry zagranicznych inwestorów. Napływ kapitału ogranicza się obecnie do spółek o największej kapitalizacji (KGHM, TP SA, Bank Handlowy), powoli jednak zmienia się sytuacja, w której WIG rósł dzięki poprawie notowań tylko dwóch czy trzech spółek. Zwiększająca się szerokość rynku pozwala myśleć poważnie o początku co najmniej średnioterminowej fali hossy.Poczucie to wzmacniają poprawiające się dane makroekonomiczne. Nadspodziewanie duży wzrost produkcji przemysłowej w marcu oraz wyraźna poprawa nastrojów konsumenckich mogą stanowić pierwsze symptomy poprawiającej się koniunktury. Podnoszący się wskaźnik inflacji, którego wzrost należy wiązać przede wszystkim z wyższymi cenami ropy, może z drugiej strony potwierdzać narastającą presję popytu na dobra. Wzrastające zaufanie konsumentów, niska inflacja i stopy procentowe oraz utrzymujący się realny wzrost płac powinny wpłynąć na zwiększenie skłonności do zaciągania kredytów. Spowodowałoby to dalsze wzmocnienie popytu wewnętrznego, co przy jednoczesnej poprawie koniunktury w Eurolandzie pozwoliłoby na wyjście naszej gospodarki z dołka.Do tego optymistycznego obrazu można dodać informacje o możliwości napłynięcia już w maju pierwszych składek do OFE. Nie popadając w hurraoptymizm należy pamiętać o międzynarodowych i lokalnych zagrożeniach. W krótkim terminie będzie to korekta na rynku amerykańskim, w dłuższym - niebezpieczeństwo eskalacji konfliktu w Kosowie lub "sensacje" na rosyjskiej scenie politycznej. Z lokalnych zagrożeń przede wszystkim należy wskazać "napięcia" w budżecie oraz słabnący handel przygraniczny.

.