Bardzo byłem zdziwiony, że podczas wczorajszego fixingu postanowiono notować akcje Universalu w "widełkach", tak jakby nigdy nic (?) - tak więc walory te (jeśli tutaj to nadal właściwe określenie?) odzyskały płynność dopiero podczas notowań ciągłych, za to znacznie już niżej (o ok. 73% taniej niż w ostatni piątek...). Także ww. "płynność" - to chyba kolejne określenie mocno na wyrost - ale to fakt, że cała ta sytuacja jest w zasadzie bez precedensu. Przy okazji ustanowiono nowe, historyczne minimum notowań (30 groszy) - poprzednie było na poziomie 44 grosze 29.10.1992 roku, prawie 4 miesiące po giełdowym debiucie - cóż, siódmej rocznicy najwyraźniej nie będzie. Wygląda na to, że inny historyczny rekord tych akcji - maksimum z 15.03.1994 roku (67 - tyle że: złotych!...) już nie będzie pobity. I wreszcie skończą się te dziwne (dla mnie - wręcz żenujące) łzy i żale, że oto "drobni" znów będą tymi, którzy najwięcej stracą (na podtrzymaniu przez Komisję swojej decyzji) - przecież chyba nikt, nikomu i nigdy nie kazał tych akcji kupować, a sądzę też, że nawet dla osób dość sporadycznie interesujących się giełdą akurat te papiery były niejako synonimem spekulacji, i w dodatku nadal uważam, że właśnie tylko dlatego (!) tak wielu je nabywało... I ktoś z nimi przecież zostanie, prawda? Czyli - świadome inwestowanie: a więc o co chodzi?Abdykujący "cesarz" nie byłby sobą, gdyby już wczoraj podczas ciągłych nie "odbił w górę" - nawet o kolejne ponad 70% (wobec otwarcia), tyle że to mogło dać zarobek (brutto) już zaledwie ok. 100 zł na jednym bloku, i to o ile realizował to ktoś, kto kupił na otwarciu. Ja w tym całym "schodzeniu ze sceny" też widzę pewien dramatyzm, a jakże, lecz znacznie bardziej interesuje mnie ta firma, która "przejmie po Universalu aktywa" (np. budynek za 60 mln) - do niedawna zupełnie w cieniu, a już zwłaszcza po wycofaniu "cesarza" też tam pewnie (ano właśnie!?) zostanie...
.