Wynagrodzenia w przedsiębiorstwach

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w przedsiębiorstwach sektora publicznego w marcu tego roku wyniosło 1985,20 zł, a w firmach prywatnych - 1635,83 zł. Średnia płaca w sektorze państwowym od dawna podwyższana jest przez wysokie zarobki w górnictwie i kopalnictwie (przeciętna kwota marcowa to 2602,92 zł), a także w energetyce.

Trudno znaleźć takie wskaźniki, które uzasadniałyby wyższy poziom wynagrodzeń w gospodarce publicznej niż w prywatnej. GUS wprawdzie jeszcze nie podsumował wyników finansowych przedsiębiorstw w pierwszym kwartale, jednak tendencje zaobserwowane w ostatnich miesiącach 1989 r. są jednoznaczne. Firmy państwowe w zeszłym roku zmniejszyły rentowność obrotu netto do zaledwie 0,2%, podczas gdy prywatne osiągnęły wielkość 1,7%. Sektor publiczny zmniejszył produkcję o 12,5%, a zatrudnienie o 5%. W tym czasie firmy prywatne powiększyły zarówno produkcję (o 15%), jak i liczbę pracujących (o 8,5%). Faktem jest natomiast, że prywatni przedsiębiorcy częściej zagrożeni są utratą płynności i bankructwami.Poziom technicznego uzbrojenia pracy w polskich przedsiębiorstwach państwowych jest ciągle wyższy niż w sektorze prywatnym. Wynika to z faktu, że najbardziej kapitałochłonne branże przemysłu (górnictwo i energetyka) nie są sprywatyzowane. Uzbrojenie pracy nie ma jednak u nas większego związku z efektywnością produkcji - sektor prywatny zdecydowanie góruje pod tym względem nad publicznym.Polak musi zarobićW pierwszym kwartale br. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw (łącznie z obligatoryjną składką na ubezpieczenia społeczne) wyniosło 1667,31 zł i nominalnie było o 9,1% wyższe niż przed rokiem. W samym tylko marcu obliczone zostało na 1741,60 zł - co oznacza, że w ciągu roku zwiększyło się o 11,7%, zaś jego siła nabywcza wzrosła o 5,2%.Przed rokiem - w marcu 1998 r. - wzrost płacy realnej był bardziej umiarkowany (4,9%). W dodatku wtedy produkcja przemysłowa zwiększała się co miesiąc o kilka-kilkanaście procent (np. w marcu 1998 r. o 14,9%), podczas gdy w marcu 1999 r. wzrosła o 3,5%, po prawie półrocznym jej spadku. Z tego wniosek, że osłabienie koniunktury na przełomie lat 1998/99 nie wyhamowało tendencji do podwyższania wynagrodzeń, nawet jeśli była ona ryzykowna dla sytuacji finansowej przedsiębiorstw.Studzenie nie przeszkodziłoPotwierdzają się zarazem opinie licznych ekspertów, że studzenie gospodarki zapoczątkowane przez wicepremiera Balcerowicza jesienią 1997 r. miało łagodny przebieg. W Polsce od kilku lat tempo wzrostu spożycia indywidualnego jest szybsze od tempa zwiększania się PKB. Nawet w "ostudzonym" 1998 r. było o 0,1% pkt. proc. większe (4,9% wobec 4,8%). Dla porównania - w ostatnich 5 latach na Węgrzech konsumpcja zawsze rosła o kilka punktów wolniej niż dochód narodowy.Przewaga dynamiki popytu nad dynamiką PKB to jedna z ważniejszych przyczyn dużej nadwyżki importu nad eksportem w polskim handlu zagranicznym - Polacy za "nadwyżkowe" pieniądze kupują towary zagraniczne.Będą nadal rosłyDalszy szybki wzrost płac realnych powinien zostać zatrzymany z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że praca jest towarem bardzo poszukiwanym. Analitycy z Ministerstwa Gospodarki prognozują, że stopa bezrobocia spadnie co prawda z 12,1% w marcu do 11,5% pod koniec 1999 r., będzie jednak wyraźnie wyższa niż założono w ustawie budżetowej (9,4%).Do podwyższania wynagrodzeń nie powinny też zachęcać wyniki finansowe przedsiębiorstw. Ministerstwo Gospodarki przewiduje, że będą one w 1999 r. nieco lepsze niż w ubiegłym roku - średni wskaźnik rentowności obrotu brutto utrzyma się na poziomie 2%, a rentowność obrotu netto wzrośnie z 0,6% do 1,0%. Jednak obie wielkości będą wyraźnie gorsze niż w 1997 r. (3,6% i 1,8%).- W latach 1989-94 mieliśmy dekoniunkturę, ale firmy były pod osłoną polityki gospodarczej, której wyrazem stała się ustawa o restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw i banków. W latach 1995-97 polityka rządu stwardniała, byłednak łagodzona przez koniunkturę. Dopiero w ubiegłym roku twarda polityka gospodarcza i dekoniunktura działały wspólnie i zaczęły wymuszać zmiany w przedsiębiorstwach - twierdzi Lucyna Jezierska-Fila, wiceprezes Nicom Consulting. Jeśli powyższa diagnoza jest trafna, to w tarapatach znajdą się firmy, w których słaby będzie związek między podwyższaniem płac a zwiększeniem wydajności pracy czy rentowności obrotu.

JACEK BRZESKI