TKM
W ludzkiej naturze leży skłonność nie tylko do odróżniania się, ale i do porównywania. Porównujemy wzrost, urodę, a także - grubość portfela. Tę skłonność przenosimy ze sfery porównań jednostkowych, osobistych w dziedziny szersze, w gospodarkę, rynek, a nawet - politykę międzynarodową.
Maj, to tradycyjnie już czas publikowania rozmaitych list i rankingów. Pojawiły się właśnie dwie "pięćsetki": "Rzeczpospolitej" i "Gazety Bankowej", zapowiedziana jest lista 500 największych firm prywatnych w naszym kraju, publikowana przez miesięcznik "Home&Market", w tyle nie pozostanie też pewnie "Polityka" ze swoją "500". Także PARKIET opublikuje wkrótce wiosenną edycję Almanachu Spółek Giełdowych, do którego załączone są ich rankingi."Rzeczpospolita" publikuje swoją "500" po raz pierwszy. Ranking ten nie jest jednak nowy, gdyż jest kontynuacją listy, tworzonej przez uczonych z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN przez wiele lat dla "Nowego Życia Gospodarczego". Nawiasem mówiąc, autorzy z tego samego instytutu tworzyli też listę największych prywatnych firm dla "Home&Market".Rankingi "Rzepy", "Polityki", "Bankowej" i "H&M" polegają na zestawianiu firm według przychodów, przy czym subtelności metodologiczne powodują, że poszczególne firmy zajmują różne pozycje na konkurencyjnych listach. Warto zastanowić się, czemu te różnice się pojawiają.Autorzy poszczególnych rankingów opierają się, w gruncie rzeczy, na jednym i tym samym dokumencie - na sprawozdaniu statystycznym, czyli tzw. druku F-01. Każda firma prowadząca działalność gospodarczą musi taki formularz wypełnić i przesłać do Głównego Urzędu Statystycznego. Jednak autorzy list, związani z rozmaitymi ośrodkami naukowymi, nie mogą sobie pozwolić na to, by rezultaty ich pracy były identyczne. Dlatego każdy z zespołów przetwarza nieco dane. I stąd - różnice.Z tych powodów czytelnicy wszelkich "500" powinni bardzo starannie zapoznawać się z uwagami metodologicznym, no i zachować wstrzemięźliwość przy ocenie jakości tych list. Uczeni, którzy najczęściej zajmują się konstruowaniem owych rankingów, jak ognia boją się podejrzeń o plagiat i robią wszystko, by być oryginalnymi. Jedni ankietują firmy, które - ich zdaniem - powinny zasłużyć na to, by znaleźć się na liście. Przy tym biorą pod uwagę tylko te, które na ankietę odpowiedzą (i przyślą dane z F-01). Inni sięgają bezpośrednio do danych GUS-u (też przecież opartych na tych samych F-01)Na obu, dopiero co opublikowanych listach, pierwsze miejsce zajmują Polskie Sieci Elektroenergetyczne. Ale już na drugim w "Bankowej" mamy - a jakże - bank PKO BP (na liście konkurencyjnej - czwarte miejsce), zaś w "Rzeczpospolitej" - Petrochemię Płock. Czwarta pozycja w "Bankowej" to PKP (w "Rzepie" w ogóle nie ma). Druga, po TP SA, spółka giełdowa, KGHM w "Rzeczpospolitej" zasługuje na miejsce 11, zaś w "Bankowej" - 15. I tak dalej. Ciekawa jest też lista nieobecnych - np. nie ma na obu listach Polskiej Telefonii Cyfrowej ani Centertela. Polkomtel pojawia się tylko w "Rzeczpospolitej" (39 miejsce).Całkowicie inny jest przekrój listy spółek giełdowych, którą opublikujemy w końcu maja w PARKIECIE. Spośród 211 spółek i Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, obecnych na trzech rynkach giełdy, po uszeregowaniu ich według przychodów, na pierwszym miejscy znajdzie się TP SA, która - według swoich raportów dla Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (a w PARKIECIE własne raporty spółek są podstawą do oceny ich działalności) - miała w 1998 r. przychody 10 127,185 mln zł, czyli mniej niż w deklaracjach dla GUS (na liście "Rzeczpospolitej" 3 miejsce z przychodem ze sprzedaży 10 611,919 mln zł, a w "Gazecie Bankowej", też na 3 miejscu, za to przychodami 10 575,6 mln zł).Z porównań list największych przedsiębiorstw wynika więc wiele, ale zarazem - niewiele. Wiele, bo rankingi i zestawienia dają szczegółowy obraz tego, co nas interesuje, a także możliwość zaspokojenia naszej naturalnej ciekawości i potrzeby porównywania. Dotyczy to jednak tylko tych firm, które są na danej liście obecne, ale znów: czy porównanie państwowego banku z giełdową spółką telekomunikacyjną i kolejami mówi coś o nich szczególnie wartościowego i nowego?Niewiele, bo zamiast porównywać odnotowane w rankingu firmy, czytelnik powinien zająć się porównywaniem list. Jest to może ciekawe dla badacza, ale dla zwykłego czytelnika staje się zajęciem jałowym. Natomiast np. lista rankingowa samych banków albo samych spółek giełdowych pokazuje przynajmniej stan i dynamikę odpowiedniego rynku, co może być solidną podstawą do podejmowania decyzji, także inwestycyjnych.
Piotr Rachtan