Ustanawiane na przełomie kwietnia i maja tegoroczne rekordy WIG-u miały niewątpliwy związek z opublikowanymi przed miesiącem statystykami makroekonomicznymi, które po raz pierwszy od pół roku bezpośrednio zasugerowały możliwość odwracania się negatywnych tendencji występujących w krajowej gospodarce od czasu rosyjskiego kryzysu. Od października do stycznia zwyżka cen krajowych akcji podtrzymywana była przede wszystkim względnym wzrostem ich atrakcyjności, wywołanym załamaniem poziomu stóp procentowych. Obecnie można zaś sądzić, że okres spadku stóp mamy już za sobą. Wszystko teraz wydaje się zależeć od drugiego czynnika wpływającego na wycenę akcji, czyli od generowanych przez spółki zysków. W przypadku sektora produkcyjnego zyski te powinny pozostawać w silnej zależności od trendów występujących w produkcji przemysłowej. O tym, czy marcowe odbicie dynamiki tej ostatniej było jednorazowym wyskokiem, czy też początkiem trwalszego trendu, będziemy mogli przekonać się już w środę, kiedy GUS opublikuje statystyki za kwiecień.Niestety, zachowanie naszego rynku w ostatnich latach sugeruje, że maj jest najgorszym z możliwych miesięcy na zakupy akcji. Przed rokiem 5 maja WIG po raz ostatni, do tej pory, przebywał powyżej poziomu 18 000 pkt. Dwa lata temu w maju szczyt hossy ustanowił nieważony indeks cenowy, który przez następne półtora roku stracił ponad 60 proc. W 1996 roku WIG osiągniętą w majowym szczycie hossy wartość powtórzył 7 miesięcy później, a zatem i wtedy wiosenna sprzedaż pozwalała zaoszczędzić, jeśli nie pieniądze, to czas. W 1995 roku majowy szczyt nie został pobity do stycznia następnego roku. W trakcie bessy z 1994 roku, sprzedając akcje w maju można było zaoszczędzić przez następne 10 miesięcy do 50 proc. zainwestowanego kapitału. Trzeba się cofnąć aż do 1993 roku, by w zachowaniu naszego rynku znaleźć przykład falsyfikujący tezę o "pechowym" charakterze maja.

.