Państwowy właściciel
NIK negatywnie ocenia nadzór właścicielski nad spółkami z udziałem Skarbu Państwa. Podczas wczorajszego posiedzenia sejmowej Komisji Skarbu, Uwłaszczenia i Prywatyzacji przedstawiciele izby w skrócie prezentowali posłom wyniki kontroli, odnoszącej się do lat 1997-1998. Dokument lada dzień zostanie upubliczniony, na razie został przedstawiony ministrowi skarbu.
Zarzuty dotyczą głównie braku zasad nadzoru. W większości przypadków Ministerstwo Skarbu nie było nawet w stanie dostarczyć przedstawicielom NIK pełnych danych o sytuacji ekonomicznej i finansowej spółek Skarbu Państwa.Pasywni reprezentanciPodczas kontroli stwierdzono, że ani na forum rad nadzorczych, ani zarządów nie podejmowano na ogół uchwał, dotyczących metod restrukturyzacji spółek. W wyniku zaniedbań połowa badanych spółek opóźniła wypłatę dywidendy, a w co piątej - reprezentant Skarbu Państwa nie pochodził z bazy danych, stworzonej na potrzeby obsadzania tych stanowisk (w bazie znajdują się nazwiska osób, które zdały egzaminy dla członków rad nadzorczych). W co dziesiątej spółce stwierdzono brak kompletnej dokumentacji i brak kryteriów oceny przedstawicieli Skarbu Państwa.Wiceminister skarbu Aldona Kamela-Sowińska przekonywała, że nadzór nad spółkami z udziałem Skarbu Państwa jest trudny z zasadniczego powodu - na 1726 spółek w 991 państwo ma mniej niż 33% kapitału. Nie sposób skutecznie nadzorować firmę, w której ma się mniejszościowe udziały. Ministerstwo stara się ich pozbywać. Agencja Prywatyzacji ma obecnie 119 uprawnień do zbycia pakietów od 10- do 49-procentowych. Wiceminister duże nadzieje wiąże z wejściem w życie ustawy reprywatyzacyjnej, nad którą ciągle trwają prace. Jej zdaniem, utworzenie funduszu reprywatyzacji, skupiającego część "resztówek", powinno w dużym stopniu rozwiązać problem zarządzania mniejszościowymi pakietami.Kłopoty z egzekucjąOprócz nadzoru nad spółkami z udziałem Skarbu Państwa, ministerstwo powinno również egzekwować zobowiązania inwestorskie w spółkach częściowo lub całkowicie sprywatyzowanych. Z badań NIK odnoszących się do lat 1996-1997 wynika, że i w tej dziedzinie nadzór nie był sprawowany właściwie. Ministerstwo Skarbu nie posiadało nawet pełnej ewidencji zobowiązań inwestycyjnych. Nie obejmowała ona 300 umów prywatyzacji bezpośredniej (jedna trzecia badanych). Efektem była również niska skuteczność egzekwowania zobowiązań. Ministerstwo nie dyscyplinowało dłużników i nieprawidłowo prowadziło księgi rachunkowe. Zaległości na koniec września 1997 r. wynosiły 70 mln zł, co stanowiło 30% wpływów z prywatyzacji bezpośredniej.Nieco lepiej wyglądała sytuacja w zakresie zobowiązań poza cenowych, czyli technologicznych, ekologicznych, socjalnych. Inwestorzy dość sumiennie się z nich wywiązywali, choć w ministerstwie nie zaewidencjonowano aż 40% zobowiązań. A. Kamela-Sowińska stwierdziła, że to już przeszłość - obecnie wszystkie umowy są zaewidencjonowane. Bałagan wynikał z tego, że wskutek reformy centrum zarządzania do Ministerstwa Skarbu trafiały nieraz z dużym opóźnieniem dokumenty z innych instytucji (ministerstw i urzędów wojewódzkich), które przedtem zajmowały się prywatyzacją.Nie oznacza to jednak, że dzisiaj nie ma kłopotów z egzekwowaniem zobowiązań od inwestorów. Przyczyną są głównie wadliwe umowy podpisywane w przeszłości. Załóżmy, że zobowiązanie polega na podwyższeniu kapitału z przeznaczeniem na inwestycje rzeczowe. Inwestor się nie wywiązuje. Ministerstwo żąda kary umownej wysokości 150% wartości zobowiązania. Inwestor stara się jednak udowodnić, że zobowiązanie miało charakter gotówkowy i proponuje jedynie karne odsetki. Jeśli charakter zobowiązania jasno nie wynika z umowy, ministerstwo może jedynie dochodzić praw w sądzie. I takie przypadki - mówiła wiceminister - mają miejsce.Posłowie zdecydowali, że całościową oceną nadzoru Skarbu Państwa zajmą się wówczas, gdy otrzymają najnowsze raporty NIK. Jeden z nich będzie dotyczyć sprawowania nadzoru w spółkach Skarbu Państwa, drugi (je nie ukończony) - sytuacji finansowej tych spółek.
M.P.