Rynek pracy
Negocjacje Polski z Unią Europejską na temat swobodnego przepływu siły roboczej rozpoczną się prawdopodobnie pod koniec br. Jedynie Niemcy i Austria otwarcie sprzeciwiają się liberalizacji rynku pracy dla obywateli państw aspirujących do Unii.- W interesie Polski leży swobodny przepływ siły roboczej od pierwszego dnia naszego członkostwa w Unii - twierdzi Jan Truszczyński, ambasador RP przy Wspólnotach Europejskich. Przed kilkoma dniami Komisja Krajowa NSZZ Solidarność opowiedziała się przeciwko wprowadzeniu okresu przejściowego, w którym Polacy nie mogliby swobodnie podejmować pracy na terytorium UE.Niemcy boją się o stan swojego rynku pracy w landach graniczących z Polską. Według szacunków Berlina, w pierwszym roku członkostwa w Unii pracę na terenie Niemiec podejmie - w zależności od stanu polskiej gospodarki - 300-600 tys. naszych obywateli. Większość polskich pracowników będzie mieszkać w kraju i codziennie dojeżdżać do pracy w RFN, tak jak to miało miejsce za czasów b. NRD. Zdaniem władz niemieckich, "jednodniowi" robotnicy mogą doprowadzić do obniżenia stawek za pracę w kilkudziesięciokilometrowym pasie przygranicznym.Obaw przed falą taniej siły roboczej nie mają natomiast inni członkowie UE, w tym państwa skandynawskie, do których Polacy jeszcze kilka lat temu często jeździli na letnie prace sezonowe.Według ambasadora J. Truszczyńskiego, można spodziewać się, że w czasie negocjacji o swobodnym przepływie siły roboczej Niemcy będą chcieli powiązać tę sprawę z liberalizacją przepisów o obrocie nieruchomościami w Polsce. Takie głosy pojawiają się w Niemczech już teraz. Polscy negocjatorzy mówią nieoficjalnie o 10-letnim okresie przejściowym po wejściu Polski do UE, kiedy cudzoziemcy nie będą mogli swobodnie nabywać nieruchomości, strona unijna (również nieoficjalnie) wspomina o 5 latach.
G.B.