Przebieg wtorkowej sesji pogłębia trwający już od kilku dni marazm. Pomijając samą konsolidację notowań pod kątem indeksu WIG, o wyraźnym braku aktywności świadczą przede wszystkim średnio najniższe obroty od początku roku. Od strony technicznej bardzo silny poziom oporu wyznacza dla WIG-u linia zeszłorocznych szczytów z marca i lipca, którą potwierdzają lokalne maksima z ostatnich 10 sesji. Możliwość wahań zawęża również wzrostowy przebieg linii wsparcia wspomnianego trendu, obecnie przy wartości ok. 15 400 pkt. Wydaje się, że na razie zainteresowanie inwestorów zagranicznych europejskimi rynkami wschodzącymi wyraźnie maleje. U nas potwierdzają to głównie bardzo "mizerne" obroty na blue chipach oraz sukcesywne osłabianie złotego względem dolara, wpływające na relatywną obniżkę cen akcji. Podobny zastój w ciągu ostatnich tygodni panuje również na rynku pierwotnym bonów skarbowych, gdzie w porównaniu z marcowym ożywieniem wyraźnie osłabł popyt, nie pozwalając tym samym na dalszą obniżkę rentowności oferowanych papierów. Informacje z otoczenia makroekonomicznego charakteryzują nieco zmienne nastroje. Jeszcze przed tygodniem dane o wzroście wskaźnika koniunktury oraz zmianach w stanie zapasów umacniały w przekonaniu o wychodzeniu krajowych przedsiębiorstw "na prostą" po załamaniu gospodarczym za wschodnią granicą. Obecnie bieżące informacje na temat naszego bilansu płatniczego trochę tłumią optymizm, mimo że w opinii specjalistów rządowych, nie jest to jeszcze punkt krytyczny. Z jednej strony, tendencja ta z pewnością zostanie podtrzymana przy założeniu planowanego wzrostu ożywienia gospodarczego, a co się z tym wiąże - ze zwiększonym przyrostem importu. W przyszłości, zakładając obecny plan prywatyzacji, deficyt powinien już jednak w większej części pokryć napływ kapitału portfelowego.
.