Okiem spekulanta
W zeszłym tygodniu prezes Wiesław Rozłucki zapowiedział zmniejszenie udziału w indeksach spółek, w których inwestor strategiczny posiada pakiety rzędu 75-80 proc. Zmiany dotyczyć mają głównie indeksu WIG, w którym uwzględniana jest wartość rynkowa spółki. Przy tej okazji można by pokusić się o przeprowadzenie generalnej przebudowy podstawowych wskaźników, które - moim zdaniem - nie do końca oddają koniunkturę panującą na rynku.Rzecz dotyczy szczególnie MIDWIG, który ma pokazywać trendy panujące wśród średnich spółek. Jeszcze kilka miesięcy temu indeks ten był instrumentem zupełnie nieprzydatnym, ponieważ poruszał się identycznie jak WIG i WIG20. Wynikało to ze zdecydowanej przewagi na giełdzie sektora bankowego, który dominował we wszystkich trzech wskaźnikach. Po debiucie Telekomunikacji sytuacja ta uległa zmianie. Teraz największy udział w indeksie WIG mają spółki zaliczane do makrosektora usługi. Banki, które stanowiły dobrze ponad 50 proc. wartości całego rynku, obecnie mają jedynie 30-proc. udział w kapitalizacji parkietu podstawowego. W dalszym ciągu jednak razem z TP SA, KGHM i Elektrimem nadają ton wydarzeniom na giełdzie i z pewnością nie zaliczają się do spółek średnich, a zdecydowanie bliżej im do blue chips. Tymczasem MIDWIG jest przez banki zdominowany. Cztery czołowe miejsca w rankingu tego indeksu zajmują BRE, Kredyt Bank, PBK i WBK, i mają w nim przeszło 38-proc. udział. Kapitalizacja najmniejszego z nich, WBK, wynosi 1,6 mld zł, podczas gdy średnia wartość rynkowa spółki notowanej na rynku podstawowym to tylko 870 mln zł. W tej chwili wygląda to tak, że do indeksu MIDWIG wchodzą te firmy, które nie mieszczą się w WIG20 z powodu ograniczenia udziału jednego sektora do najwyżej 5 spółek. Wymienione banki wchodzą już w skład WIG i nie ma żadnego przymusu, żeby umieszczać je również w MIDWIG-u. Naprawdę na naszej giełdzie jest już wystarczająca liczba przedsiębiorstw, aby taki prawdziwy indeks średnich spółek skonstruować.Wątpliwości może budzić również budowa samego WIG-u, w którego skład wchodzi 116 firm notowanych na rynku podstawowym. Przy czym wpływ na zmiany wskaźnika tak naprawdę ma tylko kilkanaście. Pierwsze 9 firm w rankingu ma ponad 50-proc. udział w indeksie, z tego połowa przypada na TP SA, KGHM i Elektrim. Udział ostatnich 60 spółek nie przekracza 0,2 proc., co w praktyce oznacza, że nie mają one żadnego wpływu na giełdową koniunkturę. Maksymalną zmianę ceny wszystkich z nich jest w stanie całkowicie zniwelować przeciwnym ruchem sama Telekomunikacja. Dlatego zasadne, oprócz zrewidowania składu MIDWIG-u, wydaje się utworzenie także indeksu małych spółek. W tej chwili nie ma na giełdzie wskaźnika, który mówiłby coś o koniunkturze panującej wśród najmniejszych przedsiębiorstw. Wiem, że generalnie w skład indeksów powinny wchodzić akcje o odpowiedniej płynności, tak żeby maksymalnie zredukować możliwość manipulacji indeksem, szczególnie gdy jest on podstawą kontraktów futures. Jednak gdyby do wskaźnika małych firm włączyć ich odpowiednio dużo, a każda miała mniej więcej ten sam udział, manipulowanie takim indeksem byłoby mocno utrudnione.
TOMASZ JÓŹWIK