IRiSS o koniunkturze

- Koniec 1998 r. i pierwszy kwartał tego roku to czas kryzysu efektywności ekonomicznej przy jednocześnie wysokiej aktywności gospodarczej. W tej chwili weszliśmy w drugą fazę, charakteryzującą się m.in. pogarszaniem się wyników przedsiębiorstw - uważa Piotr Boguszewski z Narodowego Banku Polskiego. O czynnikach kształtujących koniunkturę dyskutowano podczas wczorajszego seminarium Instytutu Rozwoju i Studiów Strategicznych.Według Boguszewskiego, w czerwcu, lipcu i w sierpniu należy oczekiwać lekkiej poprawy wskaźników koniunktury, jednak w kolejnych miesiącach znów będziemy obserwować jej spadek. Wskaźniki zawsze poprawiają się w okresie wakacyjnym, bo ich wadą jest brak odporności na czynniki psychologiczne. - Czerwcowy skok wskaźnika koniunktury publikowanego przez GUS może wynikać np. z wizyty papieża - mówił P. Boguszewski.W rzeczywistości sytuacja wcale nie jest taka dobra. - Z jednej strony, mamy zjawisko eksplozji strat, z drugiej, wybuch kosztów - powiedział P. Boguszewski. Z przedstawianych przez niego danych wynika, że koszty w przedsiębiorstwach w marcu 1999 r. były o około 50% większe niż w marcu ub.r. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że obliczeń tych dokonano na podstawie danych księgowych. Przypadek górnictwa, które zanotowało straty mniejsze niż przed rokiem dzięki księgowemu umorzeniu części z nich, wskazuje, że nie są one do końca wiarygodne.Do zjawisk dekoniunktury P. Boguszewski zaliczył wzrost bezrobocia, spadek dynamiki inwestycji, głęboki - jak mówił - spadek dynamiki kredytu krótkoterminowego i silny dopływ kredytów do przedsiębiorstw nierentownych. W pierwszym kwartale należało do nich około 60% łącznie udzielonych kredytów. Zdaniem P. Boguszewskiego, nie można kształtować polityki gospodarczej państwa w oparciu o kryteria makroekonomiczne, a bez uwzględnienia mikroekonomii. Tym bardziej że wyniki kilkudziesięciu firm z kilku branż mogą zmienić makroekonomiczny obraz gospodarki. Do takich zaliczyć trzeba m.in. górnictwo i PKP.

M.CH.