Europejskie koncerny skoczyły sobie do gardła, a amerykańskie banki inwestycyjne triumfują, bo więcej fuzji i przejęć na naszym kontynencie oznacza dla nich większe zyski. Do tej pory świętością prezesów francuskich koncernów były obroty, teraz na skutek presji udziałowców zagranicznych, coraz bardziej interesują się zyskami.We Francji jeszcze nie rozwiązano dylematu bankowego, a już pojawiła się francusko-belgijska oferta naftowa, największa, jak do tej pory.Banque Nationale de Paris nie ustępuje i wciąż oferuje udziałowcom konkurencyjnych Société Générale i Paribas kupno akcji tych instytucji, które wcześniej ogłosiły zamiar przyjaznego połączenia swoich sił.Zwaśnione strony próbował godzić rząd i prezes banku centralnego Jean-Claude Trichet, ale, jak dotąd, nic z tego nie wyszło. Jest to pewne novum, gdyż do niedawna władze państwowe miały spory wpływ na francuskie korporacje. Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz ze wzrostem udziału kapitału zagranicznego w tamtejszych spółkach.Czy Francja ewoluuje w stronę twardego kapitalizmu? - zastanawiają się publicyści ekonomiczni. David Owen pisze na łamach londyńskiego "Financial Times", że wygląda na to, iż francuscy bossowie uczą się walczyć bez rękawic.Do niedawna francuskie spółki były odporne na ataki, gdyż tamtejszy establishment cechowała znaczna spoistość i nawet solidarność. Teraz to zamiera. Świadczy o tym nie tylko zamiar przejęcia koncernu Elf przez francusko-belgijską TotalFina, zakusy BNP, ale także batalia o znany włoski dom mody Gucci stoczona przez Bernarda Arnault i Francois Pinault, zaliczanych do najbardziej agresywnych "rajderów" nad Sekwaną.Thomas Kamm z "Wall Street Journal" bliżej przyjrzał się ofertom Banque Nationale de Paris i TotalFina. Doszedł do interesujących wniosków. Paribas jest jednym z trzech banków inwestycyjnych doradzających koncernowi Total we wrogiej ofercie na Elf.Michel Francois-Poncet, szef rady nadzorczej tego banku, jest dyrektorem w Total, podobnie jak Daniel Bouton, szef rady nadzorczej Société Générale. Ciekawe, że w radzie atakowanego Elf zasiada Andre Levy-Lang, prezes Paribas. Członkiem tego gremium jest także Michel Pebereau, prezes żarłocznego Banque Nationale de Paris.Żeby było jeszcze ciekawiej trzeba wymienić innych bohaterów francuskich wojen podjazdowych. Philippe Jaffre, prezes Elf, który broni się przed zakusami Totala, jest dyrektorem BNP i głosował za wrogim przejęciem Paribas i Société Générale. Thierry Desmarest, szef Totala zanim rzucił się nieproszony na Elf wspólnie z innymi członkami władz Paribas głosował za odrzuceniem oferty BNP.Ciekawie wyglądają uwikłania banków inwestycyjnych, bo Credit Suisse First Boston, Paribas oraz Merrill Lynch doradzają Totalowi, natomiast broniący się Elf zatrudnił Goldman Sachsa, Lazard Freres, Banexi (spółka BNP) oraz Morgan Stanley Dean Witter.Konfiguracja zmienia się w przypadku batalii bankowej. W tym przypadku po stronie BNP walczą Goldman Sachs, Lazard Freres i oczywiście Banexi. Merrill Lynch i Morgan Stanley pracują dla Société Générale. Klient nasz pan.We Francji batalia trwa, a taki Franco Bernabe, były szef Telecom Italia, który nie zdołał obronić się przed naporem Olivettiego, może już tylko wspominać.Stała się rzecz niezwykła w dziejach europejskich korporacji, gdyż szósta na świecie firma telekomunikacyjna została połknięta przez rekonwalescenta. Oszczędny Bernabe zamiast zaangażować bezwzględnych prawników, zaprawionych w działaniach obronnych, zadowolił się obecnością profesorów prawa w radzie nadzorczej. Nie posłuchał rad banków inwestycyjnych. Być może Francuzi z jego porażki wyciągnęli właściwe wnioski.

Andrzej Tuszyński