Co mnie zastanawia
Zwiększony napływ nowych środków do funduszy powierniczych i inwestycyjnych utrzymuje się od początku roku. Na koniec czerwca łączna wartość zarządzanych przez te instytucje środków zbliżyła się do magicznej granicy 2,5 mld zł. Czy zostanie ona przekroczona, czy jest to tendencja bardziej trwała, czemu należy zawdzięczać ten wzrost, czy fundusze są w stanie wykorzystać te korzystne trendy?
W pierwszej połowie bieżącego roku zanotowano prawie 40% wzrost wartości aktywów funduszy powierniczych i inwestycyjnych działających na naszym rynku. Na przełamanie - mówiąc językiem analizy technicznej - psychologicznej bariery 2 mld zł aktywów czekały one mniej więcej pięć lat. Warto jednak zauważyć, że w 1994 r. 2,1 mld zł miał w swym portfelu jedyny wówczas istniejący Pioneer. Teraz poziom ten o 20%, i to w skali nominalnej, udało się przekroczyć ponad pięćdziesięciu funduszom łącznie, zarządzanym przez kilkanaście towarzystw. Ponadto mowa tylko o wzroście w wymiarze nominalnym. A gdyby tak jeszcze odnieść ten wzrost do takich "benchmarków" jak kurs złotego, inflacja, dynamika kapitalizacji giełdy, przyrost środków przekazanych zespołom zarządzającym portfelami w biurach maklerskich, pozyskanych przez firmy ubezpieczeniowe oferujące "ubezpieczenie z funduszem inwestycyjnym"? Wówczas okazałoby się, że sukces funduszy nie jest aż tak wielki, a na pewno nie powala nikogo na kolana.Niemniej jednak, po kilkuletnim okresie posuchy i marazmu, nie sposób nie zauważyć, że w ciągu pierwszych sześciu miesięcy bieżącego roku do funduszy wpłynęły środki o wartości około 326 mln zł netto. Netto oznacza nadwyżkę nowych środków pozyskiwanych przez fundusze nad wycofywanymi. Warto również przy tej okazji zastanowić się nad odpowiedzią na pytanie o przyczynę tak dynamicznego wzrostu zainteresowania inwestorów lokowaniem pieniędzy w funduszach, pomijając cudzysłów w określeniu "dynamiczny wzrost".Moim zdaniem, główna zasługa leży po stronie trwającego już niemal rok (puk, puk, w nie malowane i nie heblowane) zwyżkowego trendu na naszej giełdzie. Być może po części także jest to skutek spadającego oprocentowania lokat bankowych. Pewne ożywienie mogło być także spowodowane dobrymi wynikami osiąganymi przez kilka funduszy. Nie bardzo natomiast chce mi się wierzyć, że pomógł im start funduszy emerytalnych.Potwierdzeniem tych tez może być analiza kierunków napływu nowych środków w ostatnim okresie. Przybyło ich stosunkowo dużo w funduszach akcyjnych (wynik wzrostu kursów papierów na warszawskiej giełdzie). Najwięcej, w wymiarze bezwzględnym, napłynęło ich do funduszy obligacji i rynku pieniężnego (skutek spadku oprocentowania w bankach). I wreszcie największy sukces, jeśli chodzi o przyrost netto jednostek uczestnictwa w funduszu DWS, który osiągał ostatnio najlepsze wyniki w zarządzaniu środkami.Z tej krótkiej i uproszczonej analizy wynika, że decydującą rolę w rosnącym powodzeniu funduszy powierniczych i inwestycyjnych miały czynniki od nich (a na pewno od większości z nich) niezależne. Tym bardziej dziwić więc może dość bierne zachowanie funduszy, które nie starają się wykorzystać marketingowo korzystnej dla nich sytuacji. Na brak konkurencji nie mogą zaś narzekać, głównie ze strony firm ubezpieczeniowych. Niestety, na narzekaniach raczej się kończy. Być może nie jest zręcznie laikowi w dziedzinach reklamy i akwizycji występować w roli mentora, lecz na przykładzie własnych doświadczeń mogę stwierdzić, że w ciągu prawie dziesięciu już lat obijania się o rynek kapitałowy ani razu nie dotarła do mnie bezpośrednio oferta funduszu powierniczego, zaś ubezpieczenia z funduszem inwestycyjnym - wielokrotnie. Wydaje mi się więc, że aktywizacja działań marketingowych, tym bardziej teraz właśnie, mogłaby przynieść wiele korzyści i samym funduszom, i ich klientom, i całemu rynkowi kapitałowemu. A może potrzeba jeszcze więcej dynamicznej konkurencji?
ROMAN PRZASNYSKI