Niejasne perspektywy PKO BP
Minister Skarbu Państwa Emil Wąsacz nie przewiduje udziału w prywatyzacji PKO BP inwestora strategicznego. Oznacza to, że nowy Bank Handlowy prawdopodobnie będzie musiał poszukać innegodetalicznego kandydata do przejęcia. Sugerowana przez ministra struktura przyszłego akcjonariatu PKO nie wydaje się korzystna dla rozwoju tego banku.
Prywatyzacja PKO ma być skierowana głównie do jego klientów, funduszy inwestycyjnych, emerytalnych oraz małych i średnich przedsiębiorstw. Dla nich przewiduje się zachętę - dyskonto przy sprzedaży akcji. Taki scenariusz oznacza akcjonariat rozproszony. Na dodatek posiadacze większych pakietów akcji będą inwestorami pasywnymi. Dalszy rozwój banku byłby zatem przede wszystkim uzależniony od strategii zarządu. PKO byłoby pozbawione bezpośredniego dostępu do technologii i wiedzy bankowej, które mógłby zaoferować inwestor strategiczny - nawet, jak BH, w pewnym stopniu polski.Przypominając sobie pierwszą publiczną ofertę Pekao SA nie można wykluczyć powtórzenia ówczesnego scenariusza - udziału BH w transzy dla drobnych inwestorów. Skarb Państwa zaoferuje zapewne więcej akcji PKO niż Pekao - BH mógłby wtedy skupić pokaźny, choć nie kontrolny, pakiet. Inwestorem strategicznym jeszcze by się nie stał, ale byłoby to możliwe do osiągnięcia metodą kolejnych zakupów.Zmianę właściciela PKO przewiduje się w 2000-2001 r. Znacznie wcześniej zatem musi zostać zakończona sprawa starego portfela kredytowego banku. To on jest przyczyną nieustannych korekt zysku (swoją drogą, PKO BP mógłby zacząć podawać swe wyniki wtedy, kiedy są one już pewne). Bank podaje wyniki operacyjne, by później poinformować o zmniejszeniu ich w wyniku uwzględnienia rezerwy na odroczony podatek dochodowy - w większości związany z przewidywanymi wpływami ze spłat starych kredytów mieszkaniowych. Na koniec ub.r. było to 1,1 z 1,3 mld (księgowych) strat PKO. Po I kwartale zamiast 369,3 mln zł - zysk netto wyniósł 282,2 mln.Wartość starego portfela kredytowego osiągnęła apogeum pod koniec 1995 r. - wyniosła wtedy niemal 5,8 mld zł. Od tego czasu powoli się zmniejsza - kredyty są bowiem wciąż spłacane. W połowie br. pozostało jeszcze ok. 5,1 mld zł. Stanowią potężne obciążenie bilansu banku, który ma niewielki na nie wpływ. Zasady spłaty, a także oprocentowanie (niższe niż rynkowe) ustala rząd.Na jego zlecenie Schroders wraz z Arthurem Andersenem przygotowały projekt prywatyzacji PKO i restrukturyzacji starego portfela. Pomimo licznych zapowiedzi, nadal jednak nie ma ostatecznej decyzji. Ministerstwo Finansów otrzymało trzy propozycje. Pierwsza zakłada wydzielenie tego portfela z banku i przejęcie go albo przez specjalnie stworzoną do tego celu instytucję, albo - jak mówiono nieoficjalnie - przez Bank Gospodarstwa Krajowego. Druga, najmniej prawdopodobna, to wykupienie kredytów przez budżet. Obie - zwłaszcza przy obecnej sytuacji finansowej państwa - są zbyt kosztowne. Najbardziej prawdopodobna wydaje się zatem trzecia - poręczenie spłat przez Skarb Państwa. Zakłada się też zwiększenie rentowności starych kredytów. Cała operacja wymagałaby pewnych nakładów, zaowocowałaby jednak zwiększeniem wartości PKO w momencie prywatyzacji.Bank pozostaje wciąż największym polskim detalistą, choć jego udziały w rynku powoli maleją. Zarząd przygotował kontrofensywę, wprowadzając m.in. nowy rachunek oszczędnościowo-rozliczeniowy - Superkonto. Sytuacja kapitałowa PKO umożliwia jednak zmiany głównie po stronie pasywów. Rosnąca akcja kredytowa doprowadziła współczynnik wypłacalności do poziomu 8,68% na koniec czerwca. Brak zysku za ubiegły rok uniemożliwia podniesienie kapitałów własnych, jest to bowiem jedyna możliwość ich zwiększania przez bank państwowy. Relatywnie niewielkie fundusze własne to kolejny przyczynek do zmiany strategii prywatyzacji. Od inwestora strategicznego można by bowiem wymagać szybkiego dokapitalizowania; rozproszone grono akcjonariuszy pasywnych będzie oznaczać konieczność dodatkowej emisji akcji.ZEMYSŁAW SZUBAŃSKI