Wolniejszy wzrost PKB przyczynił się na początku roku do poprawy bilansu obrotów bieżących. Przez kilka miesięcy ujemne saldo w obrotach towarowych było mniejsze niż przed rokiem, a w dodatku eksport z niewiadomych powodów rósł szybciej. Dobre wiadomości ustąpiły jednak szybko miejsca gorszym.

Niemrawe oznaki ożywienia gospodarczego spowodowały skokowy wzrost deficytu obrotów bieżących, który w połowie roku wyniósł już ponad 5 miliardów dolarów i, według pesymistycznych ocen, w końcu roku przekroczy poziom 7 proc. w stosunku do PKB. Taki poziom może, rzecz jasna, zagrozić stabilności złotego i to nie w postaci powolnej dewaluacji, która sprzyja eksporterom, ale panicznej ucieczki od polskiej waluty. Po raz pierwszy od wielu lat spadają rezerwy walutowe w NBP, gdyż ujemny bilans obrotów bieżących nie jest wystarczająco rekompensowany napływem zagranicznych inwestycji. Ekonomiści jak zwykle nie są pewni, czy mamy do czynienia z chwilowymi kłopotami, czy z oznakami groźnego kryzysu.Najprościej kłopoty z bilansem zewnętrznym byłoby zrzucić na załamanie się handlu przygranicznego. W poprzednich latach wysoki deficyt w obrotach rejestrowanych - towarami i usługami - był równoważony przez nadwyżkę w pozycji "Nie sklasyfikowane obroty bieżące". Teraz nadwyżka w tej pozycji jest znacznie mniejsza i dlatego bilans w handlu rejestrowanym ma znaczenie decydujące. Na ujemne saldo w obrotach bieżących można też spojrzeć z punktu widzenia równowagi makroekonomicznej. Rosnąca dziura w obrotach z zagranicą jest tożsama z luką między krajowymi oszczędnościami i inwestycjami. Ma to związek z rosnącym deficytem finansów państwa, który po siedmiu miesiącach wyczerpał niemalże roczny limit zapisany w ustawie budżetowej. Ekonomiści oba te deficyty nazywają bliźniaczymi, ponieważ nierównowaga w obrotach z zagranicą może być - choć nie musi - wynikiem nierównowagi budżetowej. Fakt, że państwo wydaje więcej niż zarabia, oznacza, że konsumuje część krajowych oszczędności, które i bez tego są niższe od inwestycji. Lukę wypełnia zagranica i stąd deficyt w obrotach bieżących.Napięty budżet, to w gruncie rzeczy efekt nieudolnej polityki kilku ministerstw - w szczególności Ministerstwa Gospodarki, odpowiedzialnego za większe od planowanych straty górnictwa - oraz Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Bliźniacze deficyty, to sytuacja dobrze znana i opisana w podręcznikach ekonomii. Znane są sposoby zmniejszenia nierównowagi, tyle że są one dla gospodarki mało przyjemne.Najprostszym wyjściem byłaby twardsza polityka fiskalna, a więc zmniejszenie deficytu i nieco łagodniejsza polityka pieniężna, która uchroniłaby złotego przed aprecjacją, wynikającą z przyrostu w drugim półroczu inwestycji bezpośrednich. Wprawdzie w ostatnich dniach złe wieści o stanie gospodarki spowodowały spadek kursu złotego, ale jest prawdopodobne, że rosnącemu deficytowi w obrotach bieżących towarzyszyć będzie aprecjacja złotego. W najbliższych miesiącach sprzedany zostanie pokaźny pakiet TP SA, a jednocześnie sfinalizowane transakcje, związane ze sprzedażą Pekao SA i Banku Zachodniego. Napływ zagranicznego kapitału zapewne wzmocni złotego, ku rozpaczy eksporterów. By ustrzec się przed nadmierną aprecjacją, nominalne stopy procentowe nie powinny rosnąć, a w związku z niską inflacją powinny nawet zmaleć. Gdyby udało się zmniejszyć lukę w budżecie, równowaga makroekonomiczna byłaby bez trudu przywrócona. W tej sytuacji byłoby dobrze budżet znowelizować, obcinając wydatki i doprowadzając do ich zrównoważenia z dochodami w drugim półroczu. Ale o tym, rzecz jasna, nie ma mowy z powodów politycznych. W obecnym Sejmie łatwiej byłoby uchwalić nowelizację zwiększającą niż zmniejszającą deficyt budżetu. Pozostają zatem półśrodki, takie jak podniesienie akcyzy oraz przesunięcie w czasie niektórych wydatków. Nawet jeśli uda się powstrzymać narastanie dziury w budżecie, trudności ze sfinansowaniem wydatków państwa mogą się przyczynić do wzrostu stóp procentowych. Na dłuższą metę stanowiłoby to zachętę do wzrostu oszczędności i antybodziec dla inwestorów. Ale na krótką metę przyczyniłoby się do napływu zagranicznego kapitału krótkoterminowego i aprecjacji złotego. Wysokie stopy procentowe będą wywierać negatywny wpływ na eksport i hamować kruche oznaki ożywienia gospodarki. Rozluźnienie polityki fiskalnej i utwardzenie pieniężnej, to recepta na duże kłopoty w gospodarce znajdującej się w nierównowadze.

Witold Gadomski, publicysta "Gazety Wyborczej"