TKM

Od początku przemian ustrojowych bodaj najtrudniejszym problemem, jaki miały - lub raczej powinny - rozwiązać władze, była reprywatyzacja. Dziś rząd, być może, przyjmie projekt reprywatyzacyjnej ustawy.

W Polsce po roku 1939 zmieniały się granice, przeszli przez kraj najeźdźcy i wyzwoliciele, miliony ludzi wysiedlano z dawnych terenów Polski i z nowych ziem. Przemiany ustrojowe przeorały resztę. Odbierano więc majątki ziemskie, ale i małe młyny, zakłady rzemieślnicze - i fabryki. W stolicy zabrano właścicielom 17 tysięcy nieruchomości. Państwo przejęło mienie poniemieckie, które powstało z majątku ofiar Holocaustu. To samo stało się z majątkiem po Niemcach, usuniętych, na mocy traktatu poczdamskiego, z północy i zachodu Polski. Upaństwowiono 20 tys. zabytkowych dworów, 1,78 mln ha lasów. Państwo do dziś ma w swoich rękach ze 4 mln ha ziemi ornej, z czego zresztą połowa leży wciąż odłogiem.Po roku 1989 najłatwiej i najszybciej załatwiono sprawę zwrotu majątku kościelnego. Nie była do tego potrzebna specjalna ustawa o reprywatyzacji, wystarczyła zwykła - o stosunkach Państwo - Kościół.Opinii na temat reprywatyzacji jest wiele, pewnie każdy Polak ma swój własny na to podgląd i własny sposób rozwiązania tego supła. A więc - co zwracać? I komu? Czy właścicielowi kamienicy, w której już część mieszkańców wykupiła od państwa mieszkania, oddać resztę czy całość? Co jednak zrobić z tymi, którzy państwu za swoje metry kwadratowe zapłacili? Im też przecie zwrot się należy, a zatem państwo ma wobec nich obowiązki.Rzecz w tym, że dyskusja o reprywatyzacji przypomina rozmowy gęsi z prosięciem. Jedni mówią o sprawiedliwości historycznej, inni o sprawiedliwości społecznej. Czyta się o efektywności gospodarczej, ale także publikowane są opinie prawne. Poziomów tej dyskusji jest więc kilka, i nigdy nikt nie dojdzie z nikim do porozumienia, jeśli nie uzgodnią płaszczyzny dyskursu.Rozprawianie o efektywności jest snuciem luźnych hipotez, nie ma bowiem żadnych dowodów - prócz statystycznych - na to, że zreprywatyzowany majątek będzie lepiej pracować niż własność pozostająca w rękach Skarbu Państwa. Można tu przytoczyć dowody na tak i na nie. Zwrócona spadkobiercom dawnych właścicieli fabryka Calisia chyba nie ma czym się pochwalić. Gdyby zresztą argument o efektywności traktować dosłownie, to majątek powinien trafiać tylko do tych, którzy albo wyłożą najwyższą kasę, albo zaproponują najlepszy biznesplan.Sprawiedliwość społeczna. W zasadzie wszyscy są za nią, i myśliciele, i politycy, i zwyczajni obywatele też sprawiedliwość społeczną uznają za wartość samą w sobie. Problem jednak w tym, że czyniąc sprawiedliwość, czyni się równocześnie niesprawiedliwość. Przypadek lokatora - właściciela wykupionego mieszkania w zreprywatyzowanej kamienicy ilustruje to najprościej.Płaszczyzna prawna dyskusji jest tylko z pozoru najłatwiejsza: wydaje się, że kwestię tę rozwiąże jedna ustawa, byle dobra - i już. Tymczasem procesy historyczne doprowadziły do skrajnego naruszenia naturalnego prawa własności. I gdyby reprywatyzacja miała się odbyć bez naruszania tego prawa, to w ogóle nie byłoby o czym dyskutować. Jednak taka groźba jest realna. Prawo, tworzone dla naprawienia zastarzałych krzywd, spowoduje powstanie katalogu krzywd nowych.Może więc nie oddawać rzeczy, tylko ich równowartość? Ale znów, jeśli tak, to pomysł prezydenta Wałęsy o 100 milionach dla każdego był najlepszym, jak dotąd, rozwiązaniem. Lecz każdy, kto prowadzi gospodarstwo domowe, wie, że aby wydać pieniądze, trzeba je zarobić lub pożyczyć. Państwo zatem musi kasę gdzieś skombinować. Oczekiwane roszczenia, zależnie od szacunków, mają mieć wartość od 60 do 120 mld złotych.Niemniej jednak może takie najprostsze rozwiązania są najlepsze? Na pewno są one najbardziej nośne politycznie. Kto wie, czy tych reprywatyzacyjnych supłów nie rozwiązano by wcześniej, gdyby nie były one narzędziem polityków, którzy - wykorzystując resentymenty wobec ziemiaństwa, Żydów i Niemców - grali swój własny koncert.Po tylu latach Polacy są dość wstrzemięźliwi w poparciu dla reprywatyzacji. Większość z nich nie liczy na korzyści z niej, ale ponad połowa uważa, że majątek, zagrabiony przez komunistów, zwrócić należy. Z pewnością jednak, gdyby badacze opinii przeszli od ogólnie sformułowanego pytania do kwestii szczegółowych, choćby tych kilku, które wymieniłem, poparcie dla reprywatyzacji okazałoby się daleko słabsze. Co innego idee, co innego zaś konkretne rzemienie, powiązane w supły. Kto je rozwiąże? Czy projekt rządowy usatysfakcjonuje zainteresowanych - wątpię.

Piotr Rachtan