Okiem sceptyka

Czytelnicy moich felietonów zapewne wyobrażają mnie sobie jako osobnika chronicznie niezadowolonego ze wszystkiego i wszystkich, a zwłaszcza ze swojego domu maklerskiego. Nie jest to prawda, bo tym razem chciałbym odnotować zmiany na lepsze.Zacznę od poprawy standardu obsługi w moim POK-u. Na ogół nie miałem podstaw do narzekania na personel maklerski, teraz poprawił się poziom organizacyjny i techniczny. Jest wydzielone stanowisko, które obsługuje wyłącznie transakcje giełdowe i teraz, aby złożyć zlecenie na dogrywce lub na ciągłych, nie trzeba się przepychać wśród klientów kupujących obligacje. Są do dyspozycji dwa duże telewizory, więc w czasie ciągłych można porównać aktualne notowania z ceną akcji na fixingu. Inwestorzy mogą korzystać z dwóch komputerów, jednego z serwisem Reutersa, drugiego z TSG i już nie trzeba sobie przypominać, gdzie kurs którejś ze spółek ma opór albo wsparcie.Mój dom maklerski stara się zintegrować środowisko inwestorów. Średnio raz w miesiącu odbywają się spotkania z udziałem przedstawicieli zarządów spółek, raz prezentował się departament analiz i doradztwa inwestycyjnego. Wreszcie mogę się poczuć dowartościowany, bo od dawna narzekałem, że nie robi się czegoś takiego.Ucieszyła mnie "inicjatywa ustawodawcza" Związku Maklerów i Doradców, zmierzająca do zmiany artykułów ustawy o publicznym obrocie papierami wartościowymi, dotyczących wezwań. Szkoda że proponowane zmiany nie znalazły się we wspomnianej ustawie wcześniej, może wtedy wartość mojego portfela byłaby większa niż jest w tej chwili.Na marginesie chciałbym przypomnieć, że epidemia wezwań wybuchła na początku roku, a na przełomie marca i kwietnia nie było w Polsce gazety z kącikiem giełdowym, która nie pisałaby o wezwaniach. Polski rynek kapitałowy szczyci się instytucją, do której statutowych obowiązków należy "nadzór nad przestrzeganiem reguł uczciwego obrotu i konkurencji" oraz "przygotowanie aktów prawnych, związanych z funkcjonowaniem rynku papierów wartościowych". KPWiG, bo o niej mowa, będąc urzędem centralnym ma znacznie większe możliwości techniczne i formalne nowelizacji aktów prawnych. Gdyby KPWiG przedłożyła propozycje zmian ustawy wtedy, gdy zjawisko zaczęło być groźne dla rynku, nowelizacja byłaby możliwa jeszcze przed wakacjami. Teraz propozycje przeleżą w KPWiG, po wakacjach parlamentarnych być może wejdą do porządku obrad Sejmu i zanim przejdą cały proces legislacyjny, będziemy mieć połowę przyszłego roku.Z panem prezesem Grabowskim zwykle różnimy się w poglądach, ale tym razem muszę wyrazić uznanie dla związku, któremu prezesuje. ZMiD wykonał bardzo pożyteczną pracę, która w sumie do niego nie należy, a KPWiG nie stanęła na wysokości zadania.Znów nie udało mi się utrzymać do końca tego tekstu klimatu pogodnego i optymistycznego, w jakim go rozpoczynałem. Rozstrzygnięcie, czy wpłynął na to mój wredny charakter, czy grzech zaniechania ważnej instytucji polskiego rynku kapitałowego, pozostawiam Czytelnikom.

Aleksander Weksler