Drastyczna przecena akcji na giełdzie nowojorskiej w piątek nie pozostawiła złudzeń, w którym kierunku w najbliższym czasie podąży rynek amerykański. Dane o wyższym niż się spodziewano wzroście cen hurtowych w USA sprawiły, że obawy o trzecią z kolei podwyżkę stóp procentowych Fed graniczą niemal z pewnością. Nikogo przy tym chyba nie trzeba przekonywać, jaki wpływ na światowe rynki ma koniunktura na Wall Street. Jest zatem bardzo prawdopodobne, że słabość giełdy za oceanem skutecznie powstrzyma, a na pewno mocno ograniczy inwestycyjny zapał polskich graczy. Trudno zresztą powiedzieć, by był on teraz duży. Fundamentalna słabość naszej gospodarki już od pewnego czasu kładzie się cieniem na wynikach warszawskiej giełdy. Opublikowane w ubiegłym tygodniu przez GUS dane dotyczące wrześniowej inflacji pokazały, że nawet tak priorytetowy cel (inflacja na koniec roku 6,6-7,8%) najprawdopodobniej nie zostanie osiągnięty. Pozytywne informacje o wzroście produkcji przemysłowej w ubiegłym miesiącu o 9,5% w stosunku do sierpnia (o 8,9% do września 1998 r.) nieco poprawiają ten dość pesymistyczny obraz. Pytanie tylko, czy symptomy ożywienia gospodarczego w zestawieniu z kiepską inflacją nie skłonią RPP do podjęcia decyzji o podwyżce stóp procentowych w NBP. Nie są jeszcze znane wyniki w handlu zagranicznym, ale narastanie ujemnego salda znacznie zwiększy prawdopodobieństwo takiego posunięcia. Do czasu wyjaśnienia tych kwestii na WGPW w najlepszym razie będzie panował trend boczny.

.