Warszawski Indeks Giełdowy wzrósł w piątek o 5,1%, do 21 224,6 pkt., pokonując swojehistoryczne maksimum z 8 marca 1994 r. (20 760,3 pkt.). Spółki, które ogłosiły jakiekolwiekplany internetowe, zdrożały maksymalnie. Podczas notowań ciągłych nastąpiło schłodzenienastrojów.

Szał zakupów spółek IT przeniósł się z czwartkowych notowań ciągłych na piątkowy fixing. Niemal wszystkie firmy sektora teleinformatycznego notowane były z redukcją kupna (z wyjątkiem Apeximu, na którym ogłoszono ofertę kupna). Absolutnym liderem wzrostów był Szeptel, którego akcje po zniesieniu "widełek" zyskały na wartości ponad 47%. Nastroje podczas notowań ciągłych nie były już tak euforyczne. Większość akcji wprawdzie początkowo drożała, ale ostatecznie WIG20 zamknął się na poziomie 2096,8 pkt. (-1,5%).- W pewnym sensie wzrosty spółek związanych z internetem mają jakieś uzasadnienie. Są one wynikiem oczekiwań co do przyszłych zysków. Jeżeli porównać skalę wzrostów firm internetowych w USA, to polskie spółki tej branży mają jeszcze spore pole do popisu - twierdzi Sławomir Gajewski, doradca inwestycyjny CSFB Asset Management. Analitycy podkreślają jednak, że przy tym stanie emocji na rynku trudno przewidzieć, kiedy dojdzie do znaczącej przeceny przedsiębiorstw IT.- Nie ulega wątpliwości, że internet stworzy niesamowite możliwości i zrewolucjonizuje wiele dziedzin życia. Obecną sytuację można porównać do tej z lat 20., kiedy na rynku pojawiło się wiele firm oferujących tzw. nową technikę. Wtedy też mówiono o narodzinach nowej ekonomii - mówi Aneta Wyminko, doradca inwestycyjny ABN Amro Asset Management i analityk branży internetowej.Doradcy, z którymi rozmawiał PARKIET, są przekonani, że hossa na GPW została wywołana głównie przez inwestorów krajowych. - Moim zdaniem, w ostatnich wzrostach spółek IT w niewielkim stopniu uczestniczy zagranica. Zwyżki są głównie dziełem inwestorów krajowych, którzy odkupują od siebie akcje, akceptując coraz wyższe ceny - uważa Benita Mikołajewicz, doradca inwestycyjny ING Barings.Według S. Gajewskiego, jedyną reakcją inwestorów zagranicznych na wzrosty w Polsce było wycofanie zleceń sprzedaży. - Inwestorzy zagraniczni angażują się obecnie dość wybiórczo w polskie akcje. Sytuacja, kiedy zagranica pojawia się masowo na warszawskim parkiecie, zdarza się może dwa razy w roku. Teraz nic takiego nie ma miejsca - powiedział PARKIETOWI S. Gajewski.

- Na zagranicę podziałały niekorzystne informacje o wysokości deficytu obrotów bieżących. 7,6% to dużo. Inwestorzy pamiętają, że wiele kryzysów finansowych zaczynało się właśnie od wzrostu deficytu. W przypadku Polski nie jest on jednak taki groźny, z powodu dochodów z prywatyzacji i napływu zagranicznych inwestycji - twierdzi Sławomir Gajewski.Zdaniem Benity Mikołajewicz, inwestorzy wchodzący obecnie na polską giełdę korzystają w dużym stopniu z lewarów i odroczonej płatności za akcje. - Do spadku dojdzie w momencie, gdy ktoś uzna, że poziom cen jest za wysoki - mówi B. Mikołajewicz. Spowoduje to prawdopodobnie reakcję łańcuchową, której wynikiem mogą być spadki o jeszcze większej skali niż wcześniejsze wzrosty.O tym, że internetowa gorączka, która przeniosła się zza Atlantyku na warszawski parkiet, jest napędzana przez krajowych inwestorów, świadczyć może jej "lokalny" charakter. Na giełdach w Pradze i Budapeszcie nie wystąpiło bowiem - jak na razie - internetowe szaleństwo. W przeciwieństwie do Warszawy, na parkiecie budapeszteńskim nie ma np. zbyt wielu firm związanych z internetem, 80% całości obrotów zaś dokonywanych jest na spółkach Matav, OTP, MOL i Gedeon Richter, które z IT nie mają wiele wspólnego.- Uważam, że na naszym rynku mają szansę przetrwać tylko dwa portale internetowe - mówi Aneta Wynimko z ABN Amro. Jej zdaniem, szansę mają tylko te firmy, które będą bardzo dużo inwestować w budowę portali. - Polacy korzystają z internetu głównie w pracy, odwiedzając kilka wybranych stron. Jeśli zrażą się do jakiegoś portalu ze względu na jego niedoróbki i ograniczone możliwości, nigdy już go nie odwiedzą - twierdzi A. Wynimko.Uważa ona, że ewentualne niezależne wejście do Polski wielkich amerykańskich spółek internetowych, takich jak np. Yahoo! jest mało prawdopodobne. - W Polsce jest zbyt mało specjalistów od internetu. Dla Yahoo! korzystniejszym rozwiązaniem byłoby związanie się z którąś z istniejących już firm - mówi A. Wynimko.Czy hossa się utrzyma i jakie spółki przejmą rolę liderów wzrostu po internecie? Zdaniem S. Gajewskiego, zainteresowanie inwestorów może przenieść się z przewartościowanego IT na przemysł i mniejsze spółki (mid cap). - Firmy zaczną ujawniać swoje wyniki finansowe. Sądząc po ogłaszanych w listopadzie i grudniu wynikach produkcji przemysłowej, można spodziewać się wielu bardzo dobrych rezultatów - mówi S. Gajewski, podkreślając, że zjawisko "poszerzenia" rynku nastąpiło już w piątek.B. Mikołajewicz twierdzi, że zagranica będzie interesować się raczej wybranymi walorami. ING Barings odtajnił np. kilka dni temu rekomendację silnie kupuj dla Elektrimu, porównując tę spółkę do niemieckiego Mannesmanna. W piątek Elektrim zdrożał maksymalnie.

GRZEGORZ BRYCKI