Pilna ustawa o dopuszczalności pomocy publicznej nie zostanie prędko uchwalona. Posłowie z dwóch komisji sejmowych uzgodnili wczoraj z przedstawicielami Ministerstwa Gospodarki i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) zaledwie 5 z 48 artykułów. Ustalono tylko, że przedsiębiorstwa, które otrzymały mniej niż 100 tys. euro w ciągu 3 lat, nie będą musiały informować o wykorzystaniu przyznanej pomocy publicznej. Nadal nie wiadomo, czy możemy przyjąć niezgodne ze standardem UE kryterium, że pomoc regionalną mogą otrzymać województwa, w których średni PKB per capita jest niższy co najmniej o 25% od średniej krajowej (a nie od średniej w UE).Wojciech Katner, wiceminister gospodarki, uważa, że przedsiębiorstwa otrzymujące pomoc publiczną, czyli pieniądze podatników, mają obowiązek się z nich rozliczyć i nie może być to traktowane jako uciążliwość. Zdanie to podzieliła też Elżbieta Modzelewska-Wąchal, wiceprezes UOKiK. - To nie ceny ziemi ani infrastruktura zniechęcają do inwestowania w strefach, ale dodatkowa biurokracja - wyjaśniał negatywny stosunek przedsiębiorców do wymogów informacyjnych proponowanych w projekcie Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej SSE. Prof. Anna Fornalczyk przypomniała, że w Polsce 75% pomocy to raty, ulgi i odroczenia, podczas gdy subsydia stanowią 25%. W UE ta proporcja jest odwrotna. Bruksela ulgi uznaje za nieprzejrzyste i niechętnie je akceptuje.

B.Ż.