Piątkowe załamanie głównych indeksów amerykańskiego rynku akcji, mające z uwagi na swój bezprecedensowy charakter wszelkie znamiona krachu, nie pozostawiło najmniejszych złudzeń co do poniedziałkowego zachowania giełd azjatyckich, otwarcia rynków zachodnioeuropejskich, wreszcie co do przebiegu sesji w Warszawie. Wczorajsze ponadośmioprocentowe ?oberwanie? indeksów GPW należy uznać za w pełni uzasadnione i adekwatne do zaistniałej sytuacji. A sytuacja tym bardziej prezentuje się nieciekawie, że nadzwyczaj słaby krajowy rynek akcji, znajdujący się w regularnym trendzie spadkowym, otrzymał z zewnątrz najgorszy z możliwych impuls, którego konsekwencje trudno jest już dziś dokładnie przewidzieć. W obecnym stanie rzeczy ewentualne spełnienie oczekiwań co do poprawy rodzimych wskaźników makroekonomicznych czy też kwartalnych wyników spółek raczej nie odegra istotnej roli w kształtowaniu koniunktury na GPW. Decydujące znaczenie w tym względzie będzie miało utrzymanie DJIA oraz Nasdaq Composite powyżej psychologicznych poziomów ? odpowiednio 10 oraz 3 tys. punktów. Ten, jak się wydaje, najbardziej prawdopodobny scenariusz umożliwiłby w końcu odnalezienie przez krajowy sektor IT wiarygodnego poziomu równowagi, co byłoby równoznaczne z zakończeniem spadku WIG w granicach 18-19 tys. punktów. W przeciwnym razie, sytuacja na warszawskim parkiecie może zacząć wkrótce przypominać przysłowiowy ?czas apokalipsy?, jednak jak na razie zdecydowanie brakuje wiarygodnych argumentów, uzasadniających nadejście aż tak dramatycznych czasów dla WGPW.