Po ubiegłotygodniowym załamaniu cen na rynku amerykańskim mogło się wydawać, że jedynym argumentem przeciwko tezie o nieuniknionym krachu na Wall Street byłaby jego kwietniowa data (niestety do GPW ten argument się raczej nie stosuje). Spadek Nasdaq Composite poniżej kluczowego wsparcia na poziomie 3600 pkt. mocno podważył założenie o korekcyjnym charakterze ostatnich spadków i otworzył drogę do spadku indeksu o dalsze 25%. Późniejsze silne odbicie w górę ciągle jeszcze można traktować jako ruch powrotny. Rynki w Europie w dalszym ciągu reagowały na spadki w USA z dużą obojętnością, co pozwala mieć nadzieje, że nawet kolejne fale wyprzedaży w USA, nie doprowadzą do większych szkód na rynkach na Starym Kontynencie. Dopóki WIG przebywa powyżej wsparcia w strefie 17 600?18 600 pkt. ostatni 17-proc. spadek indeksu ciągle można traktować jako klasyczny ruch powrotny poprzedzający kolejną falę wzrostów. Czy wobec ewidentnego schyłku hossy na Wall Street, realnej groźby rezygnacji Fed z dotychczasowej polityki stopniowego zaostrzania polityki i coraz słabszych wyników polskiej gospodarki, liczenie na jeszcze jedną falę wzrostów jest rozsądne? To może za dużo powiedziane, lecz sądzę, że można liczyć na nieco irracjonalną dłuższą próbę inwestorów globalnych zmierzającą do zmniejszenia ryzyka poprzez geograficzną dywersyfikację portfeli w kierunku rynków najmniej uzależnionych od gospodarki amerykańskiej. Nie ma raczej takowych ani w Ameryce Łacińskiej, ani w Azji. I to pobożne życzenie chciałbym złożyć krajowym inwestorom z okazji Wielkanocnych Świąt.