NIK o łamaniu dyscypliny budżetowej
W 1998 r. nastąpiła eksplozja inwestycji instytucji budżetowych, na które nie było pieniędzy. Efekt to wzrost o ponad 130% wymagalnych zobowiązań, zaciąganych głównie przez służbę zdrowia i mniejsze o 795 mln zł wpływy z podatków, co było rezultatem stosowania przez wierzycieli tzw. kompensat.
Wszystkie jednostki budżetowe, które skontrolowała NIK, zaciągały zobowiązania nie ujęte w planach finansowych. Jak powiedział wiceprezes Izby Jacek Jezierski, celowały w tym zwłaszcza zakłady opieki zdrowotnej (ZOZ) i inne placówki służby zdrowia. Gwałtowny przyrost wartości zobowiązań nastąpił w 1998 r. W 1997 r. zobowiązania wymagalne były warte ok. 3 mld zł. Rok później już 6,9 mld zł. ? Szefowie ZOZ-ów wiedzieli, że po 1 stycznia 1999 r. przestaną być one publiczne, a zaciągnięte przez nich długi przejdą na Skarb Państwa. Poza tym czuli się bezkarni. Jeśli już wymierzano im kary za łamanie dyscypliny budżetowej, to kończyło się na upomnieniu lub naganie ? mówił J. Jezierski.Wraz ze wzrostem długów sfery budżetowej wierzyciele coraz częściej korzystali z tzw. kompensat. Polegało to na tym, że ich zobowiązania podatkowe wobec Skarbu Państwa były pokrywane zobowiązaniami budżetu wobec podatników z tytułu nieopłaconych inwestycji. Wartość nie zrekompensowanych potrąceń podatkowych rosła wraz z wierzytelnościami. W 1997 r. było to niemal 478 mln zł, rok później kwota ta wzrosła prawie do 795 mln zł. O tyle zmniejszyły się wpływy podatkowe do budżetu państwa.Dzięki kontroli w 4 przypadkach sprawy inwestycji nie mieszczących się w budżecie trafiły do prokuratury. ? Jeden z dyrektorów szpitala zlecił firmie wybudowanie kotłowni za 2 mln zł. Szpital nie miał czym zapłacić, więc wynegocjował z innym przedsiębiorstwem spłatę wierzyciela, a w zamian za to mogło ono korzystać z kotłowni przez określony czas. Mimo że dług został spłacony, pierwsza firma wystąpiła o kompensatę. Prawo do niej poświadczył dyrektor szpitala. Dopiero kontrola NIK przerwała ten proceder. Przedsiębiorstwo zdążyło wyłudzić 700 tys. zł ? opisywał jedną ze spraw wiceprezes J. Jezierski.Kontrolerzy NIK sprawdzali też, jak urzędy skarbowe przyznają ulgi uznaniowe. W ocenie Izby brak jednolitej metodologii stosowania ulg i umorzeń podatkowych grozi korupcją. Jak powiedział J. Jezierski, mimo poprawy sytuacji nadal niejasne są kryteria, jakimi kierują się urzędnicy w ich przyznawaniu. ? Ten sam urząd skarbowy w identycznych sprawach wydawał różne decyzje. To podważa zaufanie podatnika do aparatu skarbowego. Zdarzały się też przypadki, w których urzędy skarbowe przydzielały ulgi sobie samym lub podmiotom świadczącym usługi na ich rzecz. Umarzano też podatki ze względów społecznych, co jest niezgodne z prawem ? mówił J. Jezierski.
M.CH.