Opublikowany w czwartek deficyt na rachunku obrotów bieżących, za marzec tego roku, okazał się, mówiąc łagodnie, nie najlepszy. Tak dużego ujemnego salda, pomijając grudzień ubiegłego roku, nie mieliśmy w całej historii III RP. Można oczywiście doszukać się także akcentu optymistycznego, którym jest zapewne szybszy wzrost eksportu niż importu w marcu w porównaniu do lutego tego roku. Jednak porównując I kwartał tego roku z odpowiednim kwartałem roku poprzedniego można zauważyć, niestety, odwrotną zależność. Obserwowane od kilku tygodni znaczne osłabienie polskiej waluty, było w dużej mierze spowodowane oczekiwaniem na duży wzrost deficytu. Według mnie, jego wielkość znalazła już odzwierciedlenie w cenie złotówki, która raczej nie powinna już tak mocno tracić na wartości. Nie najlepsze ostatnio makroekonomiczne wskaźniki naszej gospodarki, jak np. inflacja oraz deficyt, skutecznie hamują napływ nowych funduszy na naszą giełdę. Do spadku zainteresowania warszawskim parkietem przyczyniła się też zła koniunktura na giełdach zachodnich, jednak w mojej opinii kluczowym warunkiem do powrotu inwestorów na polską giełdę jest poprawa wskaźników gospodarczych. Pamiętajmy o starej zasadzie, która mówi, że najlepsze zakupy robi się wtedy, kiedy na rynku nie ma już żadnego optymisty i wszystko wydaje się iść w złym kierunku.