Przy konstruowaniu budżetu na 2000 r. przyjęto kilka podstawowych celów, wynikających ze średniookresowych założeń polityki gospodarczej. Jednym z nich były: zwiększenie wpływów z eksportu o 14%, wzrost wypłat za import o 8,9% i relacja ujemnego salda obrotów bieżących bilansu płatniczego do produktu krajowego brutto nie wyższa niż 6,1%.
Wyniki, jakie uzyskano w I kwartale, znacznie odbiegły od tych założeń. Drugi kolejny rok zamiast wzrostu wpływów z eksportu notujemy ich wyraźny spadek. Wyższe natomiast niż przed rokiem są wydatki za import. Wpływy z eksportu zmalały prawie o 10%, a wypłaty za import wzrosły o 3,4%, co uniemożliwiło poprawę tradycyjnie już ujemnego salda płatności towarowych, które wzrosło z 2,8 mld USD w I kwartale 1999 r. do 3,8 mld USD w I kwartale br., tj. o 36%.Poza saldem płatności towarowych, w bieżącym roku pogorszyły się także wszystkie pozostałe pozycje, decydujące o rachunku bieżącym bilansu płatniczego. Przede wszystkim o ponad połowę powiększył się deficyt płatności usługowych, głównie z tytułu usług transportowych, budowlanych, ubezpieczeniowych i finansowych.Również znacznie (do 0,7 mld USD, tj. prawie o 9%) spadło dodatnie saldo nie sklasyfikowanych obrotów bieżących, których główną pozycję stanowią wpływy z handlu przygranicznego i bazarowego. W całym ubiegłym roku saldo to wyniosło 3,6 mld USD, wobec 6 mld USD przeciętnie rocznie w latach 1997?1998. Warto przypomnieć, że rekordowe wpływy z tego tytułu notowano w 1995 r., kiedy osiągnęły one prawie 7,2 mld USD i stanowiły 31% wartości rejestrowanego eksportu. W I kwartale br. relacja między nieoficjalnym a oficjalnym eksportem pogorszyła się do 11,5%.Rezultatem niekorzystnych zmian poszczególnych pozycji bilansu płatniczego jest szybko zwiększający się deficyt obrotów bieżących. W I kwartale br. wyniósł on 3,6 mld USD i był o 60% wyższy niż przed rokiem, a jego relacja do PKB wzrosła do 8,4%, należąc do najwyższych wśród krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Warto przypomnieć, że w 1998 r. relacja ta wynosiła 4,4%, w 1997 r. ? 3%, w 1996 r. ? 0,9%, a przecież jeszcze w 1995 r. notowano nadwyżkę w obrotach bieżących, przekraczającą w porównaniu z PKB 4%. Niekorzystne jest przy tym to, że coraz mniejsza część deficytu (42% w I kwartale br., wobec 50% przed rokiem i 72% w 1998 r.) jest finansowana przez napływ długoterminowego kapitału w formie bezpośrednich inwestycji zagranicznych.Wynikiem zmian w nie rejestrowanych kontaktach handlowych był spadek podaży i popytu na waluty wymienialne. W porównaniu z I kwartałem 1999 r. o ponad 15% zmniejszył się ogólnokrajowy skup walut, przy spadku ich sprzedaży o 4,5%.Wymiana nie rejestrowana i związany z tym obrót walutami koncentrują się aktualnie w rejonach granicy zachodniej, przy stałym i systematycznym spadku salda skupu w okręgu centralnym i granicy północno--wschodniej.Głównymi przyczynami pogarszania się wyników handlu przygranicznego były dewaluacja rubla i hrywny oraz spadek realnych dochodów ludności krajów WNP, zmniejszające atrakcyjność zakupów w Polsce. Zdecydowanie natomiast zwiększyła się opłacalność sprzedaży w naszym kraju tanich towarów, przewożonych przez granicę głównie przez obywateli Rosji, Białorusi i Ukrainy. Za uzyskane w ten sposób pieniądze nabywane są przede wszystkim dolary, na które popyt systematycznie rośnie.Sytuacja w obrotach handlowych z zagranicą ? oficjalnych i tych nie rejestrowanych ? jest coraz bardziej niepokojąca. Nie można żyć złudną nadzieją, że ożywienie gospodarcze w krajach, będących naszymi największymi partnerami handlowymi, pozwoli na znaczące zdynamizowanie polskiego, mało konkurencyjnego eksportu. Z niektórych analiz wynika, że przyspieszenie tempa wzrostu gospodarczego krajów Unii Europejskiej, a szczególnie Niemiec, o 1%, zwiększa nasze możliwości eksportowe o 4%. Tak mogłoby rzeczywiście być, ale pod warunkiem że wzrost gospodarczy tych krajów wynikałby z silnego popytu wewnętrznego. Realia są całkowicie odmienne. Gospodarki te przyspieszenie rozwoju zawdzięczają wzmagającej się ekspansji eksportowej. U nas wartość eksportu na jednego mieszkańca to zaledwie 0,7 tys. USD ? w Niemczech 6,6 tys. USD, a w krajach Unii Europejskiej ? 5,4 tys. USD. Daleko w tyle zostawili nas też Węgrzy, Czesi i Słowacy.W tej sytuacji wyraźnie słabnące tempo inwestowania, będące skutkiem m.in. wysokich stóp procentowych, nie wróży nic dobrego dla poprawy konkurencyjności naszej oferty towarowej. Na krótką metę pozytywny wpływ na nią może mieć obserwowana ostatnio deprecjacja złotego. Ale nie jest to na pewno jedyny i najwłaściwszy środek. Priorytetem polityki monetarnej i fiskalnej muszą stać się decyzje promujące działalność eksportową ? prowadzące do ograniczenia deficytu obrotów bieżących. Jego dalszy wzrost to odpływ kapitału portfelowego oraz radykalne zmniejszenie napływu inwestycji bezpośrednich, a w konsekwencji nadmierne osłabienie złotego i wzrost cen. Nie grozi to jeszcze kryzysem walutowym. Definiuje się go zazwyczaj jako skokową deprecjację waluty, utratę rezerw dewizowych, a także towarzyszący temu gwałtowny wzrost stóp procentowych w celu obrony kursu krajowego pieniądza. Rezultatem zazwyczaj jest ? poza wysoką inflacją ? recesja lub drastyczne zwolnienie wzrostu gospodarczego. W naszych warunkach utrzymywanie dużego deficytu umożliwiają wpływy z prywatyzacji, przekładające się na relatywnie wysokie rezerwy dewizowe, zarówno w relacji do zadłużenia krótkoterminowego, jak też do wypłat za import. Pamiętać jednak należy, że z każdym rokiem będziemy mieli coraz krótszą listę zyskownych przedsiębiorstw, które będzie łatwo sprzedać cudzoziemcom za waluty obce. Ten swoisty wentyl bezpieczeństwa przestanie działać. A przecież szybko zbliżamy się do okresu, w którym gwałtownie wzrosną nasze obciążenia z tytułu spłat odsetek i rat kapitałowych od zaciągniętego w poprzednich latach długu zagranicznego.
TADEUSZ CHROŚCICKIAutor jest dyrektorem Departamentu Monitorowania i Analiz Rządowego Centrum Studiów Strategicznych