NBP zaostrzy politykę pieniężną?
Analitycy Pekao SA nie sądzą, by wysoki deficyt obrotów bieżących (8,3% PKB) oraz słabnący złoty skłoniły RPP do podwyższenia stóp procentowych. Jednak prezes NBP Hanna Gronkiewicz-Waltz zapowiedziała w piątek, że RPP omówi bieżącą sytuację gospodarczą już w poniedziałek, 8 maja, i dodała, że ?RPP utrzyma restrykcyjne nastawienie w polityce monetarnej?.
Iwona Pugacewicz-Kowalska i Witold Chuść z CDM Pekao SA twierdzą, że podniesienie stóp procentowych NBP byłoby niebezpieczne dla równowagi gospodarczej. Ich zdaniem, najbardziej potrzebne jest teraz zaostrzenie polityki fiskalnej. Dodają jednak, że nie będzie to łatwe w chwili, gdy wkraczamy w okres wyborów prezydenckich i parlamentarnych.Liczni ekonomiści podkreślają, że słabnący złoty może osłabić tendencję spadku inflacji. Głównie dlatego, że zdrożeją importowane dobra konsumpcyjne i inwestycyjne. Już od dawna wiadomo, że cel inflacyjny wyznaczony przez NBP na 2000 r. (inflacja liczona rok do roku w granicach 5,4?6,8%) jest zagrożony. Najnowsze osłabienie złotego jeszcze bardziej zmniejsza szanse sprowadzenia inflacji z 10,4% w tej chwili do 6,8% w końcu grudnia 2000 r. Dlatego wypowiedź prezes NBP o ?utrzymaniu restrykcyjnego nastawienia? może być zapowiedzią podniesienia stóp dla ratowania realizacji celu inflacyjnego. Tymczasem doradca wicepremiera Leszka Balcerowicza, prof. Witold Orłowski z Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych, nie jest zwolennikiem podnoszenia stóp. Powiedział w piątek, że bank centralny nie może skupiać się tylko na celu inflacyjnym. Dodał, że wysokie stopy procentowe były w ostatnim roku jedną z przyczyn aprecjacji złotego, a ta z kolei hamowała eksport.O kursie złotego H. Gronkiewicz-Waltz wypowiadała się w piątek z dużym spokojem. Przypomniała, że co prawda zanotowano tego dnia około 2-procentowe odchylenie kursu po jego stronie deprecjacyjnej, jednak jeszcze niedawno (przed uwolnieniem złotego) przyjmowano 15-procentową granicę tolerancji. Prof. Edmund Pietrzak z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową jest zdania, że wstępem do kryzysu walutowego mogłaby być jedynie spekulacyjna wyprzedaż aktywów w złotych, która spowodowałaby spadek kursu o ponad 20% w ciągu dwóch dni.Prezes NBP podkreśla, że osłabienie złotego w ostatnich dniach nie byłoby tak wyraźne, gdyby inwestorzy nie wzmacniali naszej waluty w marcu wbrew już wtedy nie najlepiej wyglądającym niektórym wskaźnikom makroekonomicznym. H. Gronkiewicz-Waltz dodaje, że na deprecjację złotego ma także wpływ brak w ostatnim czasie dużych transakcji prywatyzacyjnych. Prof. Witold Orłowski twierdzi, że złoty nadal jest przewartościowany wobec euro i marki niemieckiej o około 10%. Jego zdaniem, kurs złotego zacznie rosnąć mniej więcej w połowie roku, kiedy sprzedawany będzie pakiet akcji Telekomunikacji Polskiej SA.Analitycy Pekao SA nie wykluczają, że w najbliższych miesiącach może nastąpić nawet 10-procentowa dewaluacja złotego wobec euro i dolara. Przewidują też, że ?historycznie słabe euro? sprawi, iż nie poprawią się znacząco nasze obroty handlowe z krajami UE. W rezultacie deficyt obrotów bieżących może wzrosnąć pod koniec 2000 r. nawet do 9,0% PKB. Członkowie RPP (m.in. Hanna Gronkiewicz-Waltz i Grzegorz Wójtowicz) nie są takimi pesymistami. Zapowiadają spadek deficytu poniżej 8,0% PKB.
JACEK BRZESKI