Rynki zagraniczne

Na czołowych rynkach zagranicznych trwa zacięta walka między bykami i niedźwiedziami, czego efektem są trendy boczne. W Europie zdecydowanie najsilniejsza jest giełda paryska, gdzie we wtorek indeks CAC-40 ustanowił rekord wszech czasów. Po dość silnych spadkach koniunktura poprawiła sięnieco na emergings markets i na japońskim rynku akcji.

AmerykaDow Jones w dalszym ciągu jest mocno rozchwiany. Po wzrostach pod koniec zeszłego miesiąca, teraz kontrolę nad rynkiem sprawują niedźwiedzie, ale generalnie trend krótkoterminowy ma kierunek boczny. Nie jest wykluczone, że w najbliższym czasie na Wall Street ponownie dojdzie do zwrotu, ponieważ wykres wskaźnika zbliża się do strefy wsparcia w obszarze 10-10,3 tys.W perspektywie długoterminowej również panuje równowaga sił popytu i podaży. Zamknięcie sesji czwartkowej wyniosło 10 412 pkt., co oznacza, że wartość indeksu była niższa niż rok temu o 400 pkt. W dalszym ciągu na wykresie wskaźnika budowana jest dość tajemnicza formacja rozszerzającego się trójkąta, której wymowa pozostaje niejasna. Być może jej oznaczenie nie jest prawidłowe i należy ją pomijać w prognozach. Dow Jones pozostaje wewnątrz już prawie pięcioletniego kanału wzrostowego, którego dolna linia znajduje się na poziomie 10,1 tys. pkt. Dopiero gdyby bykom udało się ją przełamać, Wall Street będzie zagrożona poważnym spadkiem.Bardzo podobnie wygląda sytuacja S&P 500. Na wykresie tego indeksu również widać krótkoterminowy trend boczny, ale wskaźnik jest wyraźnie silniejszy od Dow Jonesa w długim terminie, ponieważ jeszcze pod koniec marca ustanowił rekord wszech czasów i stracił od tamtej pory zaledwie 10 proc. Najbliższe wsparcie, na którym korekta powinna zakończyć się, znajduje się na wysokości 1380 pkt. Jeśli niedźwiedzie doprowadzą do spadku poniżej tego poziomu, może dojść do zakończenia długoterminowej tendencji wzrostowej.Umiarkowanie dobra koniunktura panuje w krótkim terminie na amerykańskim rynku elektronicznym. Od dołka z połowy kwietnia indeks Nasdaq Composite zyskał ponad 10%, a przejściowo był nawet 20% wyżej. Generalnie jednak lekki trend wzrostowy sprawia wrażenie jedynie korekty wcześniejszych spadków, a jej zasięg nie powinien przekroczyć 4000-4100 pkt. Na wykresie indeksu kształtuje się formacja klina zwyżkującego, która, jeśli występuje w trendzie spadkowym, stanowi jego korektę. Dlatego najbardziej prawdopodbny rozwój wydarzeń w perspektywie najbliższych tygodni to powrót do niekorzystnej dla posiadaczy akcji tendencji i zniżka wskaźnika Nasdaq Composite przynajmniej do poziomu 3,3 tys. pkt.EuropaPrognozy dla głównych rynków europejskich określić można jako umiarkowanie korzystne. Francuski CAC-40 ustanowił we wtorek rekord wszech czasów, a FT-SE 100 i Xetra DAX lekko rosną w ramach trendów bocznych.Giełda w Paryżu już od dłuższego czasu utrzymuje miano najsilniejszego rynku europejskiego. Potwierdzeniem supremacji francuskich akcji była sesja wtorkowa, którą CAC-40 zamknął na poziomie 6562 pkt., o 4 pkt. wyższym od poprzedniego rekordu z początku marca. Ponieważ jednak na kolejnych sesjach wartość indeksu spadała, na rynku utrzymał się trend boczny, którego górnym ograniczeniem jest właśnie rekordowy poziom z wtorku, a wsparcie stanowi wysokość 6 tys. pkt. Zasięg ruchu po wybiciu z konsolidacji można zatem oszacować na 600 pkt., a w tej chwili wszystko wskazuje na to, że będzie to ruch w górę, co pozwoliłoby na osiągnięcie przez CAC-40 poziomu 7200 pkt.W miarę optymistycznie rysuje się również najbliższa przyszłość niemieckiego Xetra DAX. Na wykresie wskaźnika ukształtowana została formacja klina zniżkującego, która obejmowała ostatnie dwa miesiące notowań. Zgodnie z analizą techniczną, jeśli figura taka pojawia się w trendzie wzrostowym, to najczęściej stanowi jego korektę, a nie początek nowej tendencji. Wprawdzie po wybiciu z formacji wartość indeksu Xetra DAX rośnie dość niemrawo, ale nie ulega wątpliwości, że byki w dalszym ciągu mają lekką przewagę. Na naiższych sesjach można spodziewać się kontynuacji zwyżki i osiągnięcia przez wskaźnik poziomu 8 tys. pkt., skąd rozpoczynał się trend spadkowy.Najsłabiej spośród najważniejszych giełd europejskich prezentuje się londyński rynek akcji, ale również tam najbliższe sesje powinny upłynąć pod znakiem zwyżki. W połowie kwietnia FT-SE 100, po dość silnych spadkach, po raz kolejny osiągnął wsparcie w okolicach 6 tys. pkt., co zakończyło niekorzystną tendencję. Od tamtej pory jego wartość wzrosła tylko o 6%, a jak pokazuje historia, po zwrocie rynku w okolicach 6 tys. pkt. skala wzrostu zawsze przekraczała 10%. W perspektywie długoterminowej FT-SE 100 prezentuje się identycznie jak Dow Jones, z którym jest bardzo silnie skorelowany. Na zamknięciu sesji piątkowej wskaźnik miał wartość 6200 pkt., ok. 300 niższą niż dokładnie rok temu.Emergings marketsOstatnie tygodnie nie są zbyt udane dla inwestorów grających na emergings markets. Wprawdzie po silnych spadkach koniunktura nieco poprawiła się, ale indeksy odrobiły tylko niewielką część poniesionych strat.Po trwającej trzy miesiące dystrybucji, w trendzie spadkowym pogrążył się węgierski BUX. Od szczytu z początku marca (10 471 pkt.) wartość indeksu spadła już o 14% i na razie nic nie wskazuje na to, żeby niekorzystna tendencja zakończyła się. Wykres wskaźnika przełamał przyspieszoną linię trendu, a właściwe wsparcie znajduje się dopiero na poziomie 7,5 tys. pkt. Wprawdzie ostatni tydzień upłynął na giełdzie w Budapeszcie pod znakiem przewagi byków, ale zwyżka sprawia wrażenie jedynie korekty poprzedzających ją spadków.Jeszcze gwałtowniej przecenione zostały akcje na giełdzie w Hongkongu. Tamtejszy indeks Hang Seng stracił od końca marca 20% swojej wartości, ale byki wciąż walczą o utrzymanie długoterminowego trendu wzrostowego. Wykres wskaźnika znajduje się niemal dokładnie na głównej linii trendu, która wyznacza tempo zwyżki od sierpnia 1998 roku. Jeśli indeks spadnie poniżej jej poziomu, będzie to równoznaczne z pogłębieniem spadków.Giełda w Warszawie prezentuje się bardzo podobnie do dwóch przedstawionych rynków, a WIG od szczytu z końca marca spadł o 15%. Jednak najważniejsze jest to, że generalnie emergings markets wypadają w ostatnim czasie słabiej od giełd rozwiniętych, co zresztą nie powinno dziwić. Jako bardziej dynamiczne rynki, generalnie gwarantują wyższą stopę zwrotu w czasie hossy, jednak kiedy nadchodzi niedźwiedź, silniej spadają. Ponieważ w krótkim terminie prognozy dla największych giełd są w miarę optymistyczne, również notowania na emergings markets powinny rosnąć, ale jeśli tylko indeksy rynków w Nowym Jorku czy Frankfurcie znajdą się w trendach spadkowych nie ma się co łudzić, że giełda w Warszawie to wytrzyma.

TOMASZ JÓŹWIK