Rząd amerykański w imieniu swoim oraz 19 stanów złożył do sądu federalnego wniosek o podzielenie giganta branży informatycznej. Ma to zapobiec stosowaniu przez tę firmę zarzucanych jej praktyk monopolistycznych. Sędzia Thomas Penfield Jackson, który już od dwóch lat prowadzi dochodzenie w sprawie nadużywaniaprzez koncern wiodącej pozycji na rynku, wkrótce ma wydać orzeczenie w tej sprawie. W listopadzie ub.r.wydał on wstępne orzeczenie, natomiast w kwietniu br. stwierdził, że Microsoft narusza zasady swobodnejkonkurencji.

Proces przeciw Microsoftowi rozpoczął się w 1998 r. na wniosek jego rynkowych rywali, którzy zarzucali mu, że posiadając 95-proc. udział w rynku systemów operacyjnych praktycznie zmusza klientów do nabywania aplikacji działających w systemie Windows. Przede wszystkim chodziło tu o przeglądarkę internetową Explorer, która jest głównym narzędziem Microsoftu w walce o pozycję w bardzo szybko rozwijającym się internecie.Według wniosku złożonego przez przedstawicieli rządu, Microsoft miałby zostać podzielony na dwie odrębne firmy, z których jedna zajmowałaby się wytwarzaniem systemów operacyjnych Windows, natomiast druga dostarczałaby na rynek różnego rodzaju aplikacje, takie jak m.in. przeglądarka internetowa Explorer czy Microsoft Office. Oba podmioty nie miałyby prawa do połączenia się przez najbliższe dziesięć lat. Zakłada się, że podzielą się one gotówką w wysokości 20 mld USD, jaką dysponuje obecnie firma. Podobny scenariusz miał miejsce w Stanach Zjednoczonych w 1984 r., kiedy zadecydowano o rozbiciu ówczesnego monopolisty na tamtejszym rynku telekomunikacyjnym ? koncernu Bell System ? na mniejsze firmy nazywane potocznie Baby Bells. Nawiązując do Billa Gatesa, teraz mówi się, że koncern informatyczny miałby podzielić się na tzw. Baby Bills. Jeszcze na początku stycznia Microsoft był największą na świecie spółką pod względem kapitalizacji, która zbliżała się do 600 mld USD, jednak toczący się proces spowodował, że tylko w tym roku akcje firmy staniały o 40%, i pod względem wartości rynkowej koncern ustąpił miejsca innym potentatom ? General Electric, Cisco Systems i Intelowi.Jeszcze się nie damy? Ten koncern, który tak dużo zrobił dla obywateli amerykańskich i dla amerykańskiej gospodarki, nie zostanie podzielony ? tak zareagował na wieść o wniosku złożonym do sądu Steve Ballmer, dyrektor generalny Microsoftu. Uważa on, że wprowadzenie tego planu w życie zaszkodzi klientom firmy. Z kolei Bill Gates, współtwórca koncernu, który w styczniu br. zrzekł się kierowania firmą na rzecz Ballmera, ostrzega, że rozpad Microsoftu zahamuje rozwój nowoczesnych technologii w Stanach Zjednoczonych. Przedstawiciele koncernu zapowiedzieli, że w razie potrzeby złożą apelację w sądach wyższej instancji. Na razie oczekuje się, że sędzia Jackson wyda wyrok w lecie. Dalsze przesłuchania w tej sprawie rozpoczęły się na początku maja. Wielu obserwatorów uważa jednak, że wyspecjalizowani prawnicy wynajęci przez koncern będą w stanie przedłużyć trwający proces nawet o kilka lat. Microsoft może też wygrać na dwa sposoby. Pierwszy, najprostszy z nich, to zwycięska apelacja. Może jednak też przekonać sądy, że skutki niekorzystnego wyroku będą miały negatywny wpływ na rozwój branży high-tech w Stanach Zjednoczonych. Wielu ekspertów uważa, że gigant informatyczny jest dobrze przygotowany do obrony w obydwu przypadkach. ? Nie należy zapominać, że branża informatyczna jest bardzo wrażliwa na wszelkiego rodzaju wstrząsy i rozbijając Microsoft w pewnym sensie możemy naruszyć jej podstawy ? twierdzi Ernest Gellhorn, profesor specjalizujący się w postępowaniach antymonopolowych z George Mason University.Jeśli jednak zapadłby ostatecznie wyrok nakazujący podział giganta, należy zastanowić się, jakie miałoby to konsekwencje dla amerykańskiej i światowej branży informatycznej. Rozpadłby się bowiem koncern będący przez wiele lat symbolem rozwoju branży high-tech, który dokonał się bez żadnych odgórnych zaleceń. Gdyby dalszy rozwój wydarzeń był zgodny z zakładanym scenariuszem, wówczas na rynku komputerów osobistych można się spodziewać wzmożonych działań ze strony rywali Microsoftu, chcących pogrążyć znienawidzoną od lat spółkę, co z kolei mogłoby zmusić do kolejnej interwencji, jednak tym razem w obronie koncernu. Zauważył to nawet kandydat na prezydenta USA, obecny wiceprezydent Al Gore, który dotychczas starał się za wszelką cenę unikać komentarzy na temat toczącego się procesu. ? Potencjalne następstwa podziału koncernu wykraczają daleko poza problem stosowania praktyk monopolistycznych i mogą mieć wpływ na całą gospodarkę USA ? powiedział Al Gore w jednym z wywiadów.Czy rozpad giganta pobudzi zdrową konkurencję w branży?Zadając sobie to pytanie przedstawiciele spółek rywalizujących z Microsoftem zdecydowanie twierdzą, że tak się stanie. ? Podział tego giganta to będzie cudowna sprawa ? uważa Jean Louis Gassee, dyrektor generalny niewielkiej firmy produkującej oprogramowanie komputerowe ? Be Inc. Przewiduje on, że ?diabelskie bliźnięta?, jak określa spółki, które ewentualnie powstaną w wyniku rozpadu Microsoftu, szybko zaczną rywalizować ze sobą, co pozwoli mniejszym firmom, takim jak kierowana przez niego, zdobyć solidną pozycję w jednym z segmentów rynku.Ponadto podmiot, który miałby zająć się dostarczaniem aplikacji i nie musiałby już respektować dominującej roli systemów operacyjnych Windows, mógłby zająć się produkcją oprogramowania działającego w innych systemach, takich jak robiący ostatnio zawrotną karierę system Linux. ? Rzeczywiście podział Microsoftu byłby dla nas bardzo dobrą okazją do zdobycia rynku ? przyznaje dyrektor generalny spółki Red Hat, która zajmuje się dostarczaniem Linuxa.Koniec dominacji Microsoftu miałby też ogromny wpływ na rynek usług informatycznych dla dużych koncernów. Dostarcza on obecnie specjalny pakiet oprogramowania o nazwie Exchange, który obsługuje m.in. sieć poczty elektronicznej. Z tego produktu korzysta większość czołowych korporacji na świecie, a działa on oczywiście tylko w środowisku Windows NT, czyli szybkiego systemu operacyjnego stworzonego specjalnie dla dużych klientów. Dzięki rozpadowi monopolisty mogłyby powstać inne wersje tego programu, współpracujące z innymi systemami operacyjnymi, takimi jak np. Unix, który jest dość popularny, zarówno wśród klientów korporacyjnych, jak i użytkowników internetu.Nie wszyscy jednak uważają, że podział Microsoftu ograniczy dominację tego koncernu. Niektórzy obawiają się, że Baby Bills i tak pozostaną monopolistami w swoich segmentach rynku i toczący się proces jest tylko stratą czasu. Wskazują przede wszystkim na to, że już wkrótce oprogramowanie stosowane teraz w komputerach osobistych będzie głównie wykorzystywane w globalnej sieci komputerowej i na rynku powtórzy się scenariusz sprzed pięciu lat.1995 r. był przełomowy dla Microsoftu, kiedy to udało mu się skutecznie wprowadzić nową aplikację Office, działającą tylko w systemie Windows. Dzięki temu praktycznie zmonopolizował on rynek oprogramowania komputerów osobistych. Jednak w dobie internetu, kiedy to pecety ustąpią miejsca innym platformom przenoszenia danych, takich jak np. telefon komórkowy, czy telewizja kablowa, będzie to miało mniejsze znaczenie. ? Cały ten proces jest sprawą spóźnioną o kilka lat ? uważa Gordon Eubanks, dyrektor ds. internetu w Oblix Inc. Wszyscy walczą z dominacją tracącego na znaczeniu systemu operacyjnego Windows, podczas gdy Microsoft pracuje już nad nowym oprogramowaniem, które ma być wykorzystywane w internecie. Wskazuje tu na fakt tajemniczej rezygnacji Billa Gatesa z kierowania koncernem na początku roku. Zapowiedział on wówczas, że skoncentruje się na tworzeniu nowych produktów, stery w firmie zaś oddaje Stevenowi Ballmerowi.Butna postawa zarząduKomentator ?Business Week? Mike Francy uważa, że podczas toczącego się procesu ważną rolę będzie odgrywał również inny, bardziej psychologiczny aspekt. Chodzi tu o bardzo butną, agresywną postawę zarządu Microsoftu, który przy każdej nadażającej się okazji daje do zrozumienia, że nic sobie nie robi z trwającego postępowania i jest pewien zwycięstwa. Steven Ballmer wdał się ostatnio w ostrą polemikę z amerykańskim prokuratorem generalnym Janet Reno. Z kolei prezes William Gates III rozzłościł przesłuchujących go przedstawicieli prokuratury, prosząc o wyjaśnienie definicji m.in. takich słów, jak ?żądanie? czy ?konkurencja?.Wszystko to sprawia, że osoby prowadzące postępowanie przeciw koncernowi będą się starały za wszelką cenę doprowadzić sprawę do korzystnego dla nich finału. Tym bardziej że ostatnio oliwy do ognia znów dolał Steven Ballmer, który powiedział: ? Martwi mnie perspektywa pięcio- czy dzięsięcioletniego użerania się z tymi facetami, którzy i tak ostatecznie nie dostaną tego, czego chcą.

ŁUKASZ KORYCKIopr. na podst. ?Business Week?