Od kilku sesji można było wyczuć na giełdzie pewne napięcie. Rynek wyraźnie miał ochotę nieco urosnąć, po dogrywkach pozostawał niezrealizowany popyt, ale już na notowaniach ciągłych brakowało chętnych do płacenia wyższych cen. Zdecydowanie było to pokłosie ostatnich danych o deficycie obrotów bieżących i związanego z tym spadku kursu złotego do dolara. Nasza waluta umocniła się jednak i pewnie umocni jeszcze bardziej, zważywszy na przedstawione przez ministra Bauca rządowe prognozy dotyczące inflacji w kwietniu i PKB w pierwszym kwartale tego roku (odpowiednio: 0,5% i 6%). Są to dość pozytywne informacje i przy braku negatywnych sygnałów zza oceanu powinny spowodować kilkusesyjne ożywienie na WGPW. Warto również zwrócić uwagę na ponowne zainteresowanie trochę odsuniętym w cień sektorem IT. Trudno sobie teraz wyobrazić poważniejszy ruch indeksów (w którąkolwiek stronę) bez udziału spółek komputerowych, zatem uzasadnione są nadzieje na choćby częściowe odreagowanie spadków. Wydaje się, że to jeszcze nie będzie ta skala wzrostów, jakiej wszyscy z utęsknieniem wyczekują, ale według mnie w perspektywie średnioterminowej czas na zakupy jest dobry. Prawdopodobnie w maju rynek jeszcze się schłodzi i dopiero za jakieś trzy, cztery tygodnie nastąpi bardziej znaczący impuls wzrostowy. No, chyba że nieobliczalny rynek amerykański sprawi nam przykrą niespodziankę, czego, niestety, wykluczyć się nie da, albo powracający temat podatku giełdowego nie zabije wszelkiej aktywności na parkiecie.