Globalne rynki kapitałowe
Jednym z najczęściej używanych ostatnio przez inwestorów słów jest ?globalizacja rynków?. Mówi się o niej w kontekście szybkich przepływów finansowych między różnymi rynkami ? akcyjnymi, obligacyjnymi czy walutowymi. Podkreśla się, że globalizacja jest możliwa dzięki dynamicznemu rozwojowi mediów z internetem na czele.
Analitycy i inwestorzy zapatrzeni w to, co się dzieje w Stanach Zjednoczonych, Brazylii, Japonii czy Niemczech starają się przełożyć zachowania ?stamtąd? na nasz rodzimy rynek. Tylko patrzeć, jak któregoś dnia modna (tzn. tłumacząca wszystkie ruchy na warszawskiej giełdzie) stanie się giełda w Australii lub RPA. Co ciekawe, po pewnym czasie naśladownictwa średniej Dow Jonesa, indeksu Nasdaq, CAC-40 czy DAX-a komentatorzy wykazują zniecierpliwienie takim stanem rzeczy i z zadowoleniem witają sesje, gdy zachowanie się cen na GPW różni się od tego, co wydarzyło się w Nowym Jorku czy Tokio. Mimo że każdy zerka na te rynki, większość powtarza: ?trzeba się wreszcie usamodzielnić?.Paradoksalny przykład to dwie sesje ? z 13 i 14 kwietnia ? kiedy mimo dużych spadków kursów akcji na świecie, na GPW ceny stały w miejscu. W tych samych dniach pojawił się raport mówiący o zmniejszającej się roli zagranicznych inwestorów na naszym rynku. Nastąpił wówczas prawdziwy wysyp komentarzy, że to bardzo dobrze, że już widać, że jesteśmy niezależni, że polscy inwestorzy nie poddają się tak łatwo panice. Jednak już na następnej sesji (17 kwietnia) oczekiwania te poddane zostały trudnej konfrontacji z rzeczywistością ? spadły ceny praktycznie wszystkich akcji.Czy rzeczywiście globalizacja rynków nastąpiła dopiero w ostatnich latach, czy wzajemne kopiowanie zachowań na rynkach jest charakterystyczną cechą nowoczesnych rynków? ?W najbliższej przyszłości stosunki w Stanach Zjednoczonych nadal będą wywierać rozstrzygający wpływ na międzynarodowe rynki kapitałowe? ? takie zdanie można byłoby przeczytać prawdopodobnie w wypowiedzi dowolnego komentatora rynku dla PARKIETU, ?Gazety Wyborczej? czy ?Rzeczpospolitej?. Nieco gorzej byłoby ze zdaniem: ?Gospodarki krajów oraz bankowość coraz bardziej się umiędzynaradawiają?. Określenie ?umiędzynaradawiają? zapewne zostałoby zamienione przez korektę.Oba zdania znalazły się jednak w tygodniku poświęconym sprawom finansów. Były to ?Wiadomości Finansowe? z... 23 maja 1928 r. i 16 stycznia 1929 r. Stany Zjednoczone stawały się wtedy rynkiem, wokół którego wszystko się kręciło lub ? mówiąc dzisiejszym językiem ? spoglądanie za ocean stawało się modne. Wcześniej taką rolę odgrywały giełdy w Niemczech i Francji, przede wszystkim z uwagi na ich silną rolę polityczno-ekonomiczną w Europie, jednak żaden z tych rynków nie był niezależny.Mimo że telegraf wydaje się dziś narzędziem archaicznym i nie potrafimy wyobrazić sobie, jak można działać bez dostępu do danych w czasie rzeczywistym, już wówczas żywa była dyskusja (również w polskiej prasie) nad możliwościami dokonywania transakcji arbitrażowych na złocie oraz meksykańskich obligacjach dzięki różnicom cen kruszcu w Londynie, Frankfurcie i Nowym Jorku.Początek lat 20.To, co działo się na giełdach na całym świecie, w tamtych czasach wiele się od siebie nie różniło. Jedną silną bessę rynki akcji miały już za sobą. Chaos gospodarczy, jaki zapanował po I wojnie światowej, ogarnął zarówno Europę, jak i Stany Zjednoczone. W 1921 r. na świecie zapanowała głęboka recesja, której skutki najbardziej odczuły Niemcy w następnych dwóch latach. Spadki cen akcji, które wówczas nastąpiły, były silniejsze niż na przełomie drugiej i trzeciej dekady. I ? co ciekawe ? w przypadku rynków europejskich ceny wróciły do wcześniejszych poziomów dopiero w latach 50.Rozpiętość czasowa formowania się szczytów w poszczególnych krajach była bardzo duża. Być może dlatego bessa z początku wieku nie przykuła uwagi historyków. W Anglii rynek zanotował szczyt już w lutym 1900 r. W połowie 1920 r. maksima osiągnęły Indie, Japonia, Holandia. Najdłużej trzsię rynki akcji w Polsce i Austrii. W pierwszym przypadku szczyt nastąpił w lipcu 1923 r., w drugim ? sześć miesięcy później.Polskie akcje okazały się za to liderem spadków ? od szczytu ceny spadły średnio o 96,9% (chęć rodaków do nagłego wyzbywania się papierów w czasie spadków pozostała chyba do dziś). Na kolejnych miejscach znalazły się Niemcy (89,9%), Holandia i Norwegia (po 86,4%). Większość rynków w 1922 r. zanotowała dno i koniunktura powoli zaczęła się poprawiać. W tabeli 1 pokazano czas formowania się szczytów hossy z początku lat 20. i kiedy poszczególne rynki zanotowały dno.To, co nastąpiło w drugiej połowie lat 20., było konsekwencją rewolucji przemysłowej i wzrostem zysków przedsiębiorstw działających w nowo powstających gałęziach przemysłu: samochodowym, radiowym, filmowym i elektrotechnicznym. Polityczno-gospodarcze zawirowania w Europie spowodowały, że ?nowa ekonomia? zaczęła najmocniej rozwijać się w Stanach Zjednoczonych.Mimo wszystko wzrost cen akcji w drugiej połowie lat 20. był imponujący i najsilniejszym wcale nie był rynek amerykański (średni wzrost cen akcji 394%), lecz niemiecki (od listopada 1922 r. do lipca 1928 r. +1088%). Na dalszych miejscach znalazły się: Francja (+417%), Belgia (+404%) i Polska (+374%). Inne rynki wypadły bardzo ?blado? ? wzrosty nie przekraczały 300%. Mimo takiej hossy, tylko na czterech giełdach ceny akcji przekroczyły poziomy ze szczytów sprzed kilku lat ? w Belgii, Francji, Włoszech i Hiszpanii.Choć wzrost cen akcji w Niemczech był imponujący, nadal pozostawały one poniżej szczytu z 1918 r. (średnio o 29,6%). Szczyt ten został pokonany dopiero w czerwcu 1959 r. Niestety, brak takich informacji na temat rynku polskiego, gdyż po wojnie w naszym kraju giełdy jako siedlisko kapitalizmu zostały zamknięte.Wielu współczesnych inwestorów zwraca uwagę na to, w jakich gazetach pojawiają się teksty o ponadprzeciętnych możliwościach giełdowych zysków. Czy zajmuje się tym tematem tylko prasa finansowa, czy też tematyka dotarła już na łamy tzw. pism kobiecych? Często jest to sygnał zbliżającego się szczytu koniunktury. Cytowane wcześniej ?Wiadomości Finansowe? były tygodnikiem poświęconym ogólnym zagadnieniom gospodarczym. W kilku egzemplarzach dostępnych w warszawskich bibliotekach widać, że jeszcze w 1928 r. informacje o rynkach akcji pojawiały się tam dość sporadycznie. W 1929 r. częstotliwość pojawiania się komentarzy omawiających sytuację na giełdach w Europie i Nowym Jorku wyraźnie wzrosła, a pod koniec tego roku była już stała rubryka z punktowymi wskaźnikami cen akcji. Akcje zaczęły gościć coraz częściej w umysłach; szkoda tylko, że rynki najlepsze dni miały już wtedy za sobą.Czytając dzisiaj komentarze dotyczące tamtych wydarzeń nie sposób nie dostrzec pewnego podobieństwa z wydarzeniami na GPW z 1994 r. czy też z najnowszą sytuacją. 23 stycznia 1929 r., czyli na początku okresu, gdy giełda w USA rozpoczynała 4-miesięczną konsolidację w okolicach 300 pkt. Dow Jonesa, dziennikarz ?Wiadomości Finansowych? pisał: ?Kryzys gospodarczy, który wpłynąłby na zwolnienie ekspansji przemysłowej, nie wydaje się prawdopodobny. Choć jest możliwe chwilowe załamanie się kursów, to nie ma żadnych danych, aby wystąpiła katastrofalna zniżka?. Autor tych słów rzeczywiście nie pomylił się. W okresie od czerwca do września 1929 r. Dow Jones wzrósł z 300 do 380 pkt.Na rynkach europejskich sytuacja wyglądała nieco gorzej. W Polsce rynek szczyt miał już za sobą ? wystąpił on w kwietniu 1928 r. Podobnie było w Belgii, Niemczech, Austrii, Francji. Tego ówcześni inwestorzy nie mogli jednak wiedzieć. Jak mawia Alexander Elder, ?mieli ten kłopot, że nie znali prawej strony wykresu?.Bessa lat 1929?32Nadzieje na kontynuację superhossy były tak duże, że 8 września 1929 r. ?Wiadomości Finansowe? napisały: ?Przepowiednie tedy, że krach z 5 września rb. jest początkiem długotrwałego przesilenia, okazały się zupełnie chybione. Obniżenie kursów było raczej skutkiem chwilowej realizacji i nie miało wpływu na ogólną koniunkturę giełdową?. Interesujące, że zniżka, o której pisze autor, nie była wielka ? Dow Jones znalazł się zaledwie 11 pkt. poniżej szczytu sprzed tygodnia (380 pkt.).W ciągu następnych dwóch miesięcy Dow Jones znalazł się na poziomie 200 pkt. Wówczas zaczęły pojawiać się głosy wątpiące w ?nieustającą i niezmienną prosperity Stanów Zjednoczonych?, choć nie były one zbyt częste. Tymczasem rynki w Europie pogrążały się w coraz większym chaosie. Giełdy, na których ceny akcji najsilniej rosły ? w USA, Belgii, Kanadzie i Polsce ? najszybciej też spadały. Jak pisał wydawany w Królewcu biuletyn Ostbank, sytuacja finansowo-gospodarcza Polski była coraz gorsza: ?Opinja publiczna w Polsce, która dotychczas doskonale zdawała sobie sprawę z depresji gospodarczej, obecnie łudzi się, że czynny w lipcu 1929 r. bilans handlowy jest zapowiedzią rozpoczynającej się poprawy sytuacji. Otóż stwierdzić należy, iż ten optymizm niema uzasadnienia choćby już dlatego, że rynek pieniężny i kapitałowy w Polsce wciąż jeszcze znajduje się w ciężkim położeniu? (pisownia oryginalna).Dla większości rynków europejskich epizod z końca lat 20. pozwolił na utworzenie drugiego szczytu, często niższego od tego sprzed kilku lat. Przez trzy lata na światowych rynkach zapanował niedźwiedź, który zrujnował rzesze inwestorów. Tabela 2 pokazuje zasięg i czas trwania spadków w różnych krajach.Jak widzimy na podstawie danych z tej tabeli, globalizacja rynków już wówczas była faktem. Na większości giełd dołki uformowały się latem 1932 r. Szansa, iż był to tylko przypadek, jest niewielka. Zanim jednak rynki osiągnęły dno, nadzieje na szybką poprawę coraz bardziej gasły.Już w połowie 1930 r. pojawiły się głosy wątpiące w przepowiednie optymistów, iż recesja będzie jedynie chwilowa. Zaczęto coraz częściej poszukiwać przyczyn obecnego załamania i zastanawiano się, dlaczego spadają ceny akcji na wszystkich rynkach, a zwłaszcza we Francji, w której bardzo dobrze trzymała się gospodarka. Wytłumaczenie tego faktu było prozaiczne i podobne do tego, co dzieje się obecnie. Prof. Irving Fischer opublikował w ?Nieuwe Rotterdame Courant? tekst, który cytują również ?Wiadomości Finansowe? ? wynika zeń, że przyczyną spadków na wszystkich giełdach była próba ratowania pozycji przez londyńskich inwestorów, którzy wiele stracili na rodzimym rynku. Niewiele różni się to od obecnego postępowania współcześnie działających funduszy spekulacyjnych: gdy zniżka ogarnia rynek w Meksyku, zaczynają one zamykać pozycje w Brazylii, Japonii, Rosji i na kolejnych rynkach (zgodnie ze strefami czasowymi), aby uratować dotychczasowe zyski.Globalizacja rynków nie jest niczym nowym, rozwój przemysłowy na świecie trwa, stale przechodząc fazy wzrostu i spadku. Określenie ?nowa ekonomia? znane było również przed wojną i dotyczyło spółek związanych z dopiero powstającymi mediami. Nawet zawieszenie spłat kredytów przez Rosję nie jest niczym nowym ? także wtedy banki amerykańskie walczyły z rządem sowieckim, próbując odzyskać choćby część udzielonych wcześniej kredytów, gdy w tym samym czasie ?kierownik Sowieckiego Banku Państwa? Szeinman jeździł do Stanów Zjednoczonych, aby zabiegać o kolejną pożyczkę. Miejmy tylko nadzieję, że zbieżność wydarzeń z ostatnich miesięcy z tymi sprzed 70 lat nie zakończy się spadkiem WIG-u do 1000 pkt.
Grzegorz ZalewskiDziekuję Panu Brayanowi Taylorowi ? prezesowi Global Financial Data ? za udostępnienie danych o rynkach światowych.