Faksem z Gdańska

Gospodarka przechodzi kolejny test odporności na politykę. Na razie lepiej znosi faktyczne wyjście ministrów Unii Wolności z rządu niż zapowiedzi rezygnacji Balcerowicza w toku zeszłorocznych bojów podatkowych. Najbardziej czułe barometry ? kurs złotego i giełda papierów wartościowych ? znajdują się w pozycji wyczekującej. Jest to wyczekiwanie na nazwisko premiera i skład rządu, a potem na kształt budżetu. Odpowiedzialność za budżet staje się w tych warunkach, bardziej niż kiedykolwiek, odpowiedzialnością za państwo. Nie będzie łatwo dźwigać tego ciężaru, gdyż przyszłoroczny budżet powinien być ? jak w każdym cyklu normalnej, zachodniej demokracji ? budżetem wyborczym, a zapowiada się jako budżet nadzwyczajnych wyrzeczeń. Jeśli jednak bieżąca polityka nie zaszkodzi pracom budżetowym, można być optymistą co do przyszłego kursu gospodarki. Trzeba tylko zmienić przy tej okazji kalendarz wyborczy w Polsce, trwale przesuwając wybory na wiosnę, by kampania i nieodłączna od niej demagogia nie zakłócały przygotowań budżetowych oraz ustalić jasny związek zwycięzców z nowym budżetem (w miejsce dziedziczonych budżetów Osiatyńskiego i Belki, stwarzających alibi dla nowej koalicji). W tym scenariuszu zagrożenia gospodarcze wydają się mniejsze niż groźba opóźnienia naszych negocjacji z Unią Europejską. Jest to więc scenariusz opóźnienia członkostwa, a nie gospodarczej destabilizacji. Tak rozumuje większość analityków, oceniających obecny splot polityki z gospodarką z punktu widzenia bezpiecznego lokowania pieniędzy w naszym kraju. Ale to nie wszystko. Bowiem rząd w naszej części Europy to nie tylko strażnik makroekonomicznej równowagi, lecz także organizator zmiany ustrojowej. Tu zaś nieciągłość i destabilizacja gabinetów zawsze sporo kosztują. Odchodzi kolejny minister, zanim ruszył program budowy autostrad i rozpoczęła się naprawa PKP. Nie będzie odważnych, by wymuszać restrukturyzację górnictwa i prywatyzować cukrownie. Maleją szanse na jakąkolwiek reformę podatkową. Wstrząs był potrzebny, by dać szansę odnowienia zdolności skutecznego działania. Jeśli się to nie uda, scenariusz wyborczy, czyli perspektywa zahamowania reform, staje się pewny, co jeszcze bardziej utrudni nasze dostosowanie do standardów Unii Europejskiej, ale niekoniecznie oznacza makroekonomiczną destabilizację.

Janusz Lewandowski