WIG zalicza kolejne roczne minima

WIG spadł wczoraj o 1,6%, notując kolejne roczne minimum na poziomie 16 462 pkt.Część inwestorów decydujących się na zajęcie pozycji próbuje ?trafić w dołek?.

Przyspieszenie spadków cen akcji skłania wielu inwestorów do poszukiwania odpowiedzi na pytanie, czy akcje na GPW zbliżyły się już do tzw. twardego dna. ? Pojawi się ono wtedy, gdy nie będzie już fundamentalnych przesłanek do dalszych spadków cen akcji. Wydaje się, że daleko nam jeszcze do takiej sytuacji ? mówi Włodzimierz Giller, analityk Erste Securities. Spodziewa się on raczej w średnim terminie testowania kolejnych poziomów oporu. ? Wysokie stopy procentowe duszą firmy. Zyski spółek będą mniejsze od ubiegłorocznych, które również były słabe ? mówi.Według Andrzeja Tabora, dyrektora Private Equity Ephesus Capital Partners, od kilku sesji na warszawskiej giełdzie zwiększoną aktywność przejawia krótkoterminowy polski kapitał spekulacyjny, który usiłuje ?trafić w dołek?. ? Wiele osób próbuje kupić akcje na mocniejszych spadkach, obserwując przy tym uważnie wydarzenia na Nasdaq ? mówi A. Tabor. Jednak dalsze ?obsuwanie się? cen akcji i indeksów pokazuje, że jest to równie niebezpieczna strategia, jak kupowanie akcji na dłużej. Mimo to, zdaniem doradcy inwestycyjnego Rafała Gębickiego, strategia ?buy on weakness? (kupowanie na spadkach i odsprzedawanie z niewielkim zyskiem) jest teraz jednym z nielicznych sposobów na zarobek na giełdzie. ? O tym, jak mało atrakcyjne są obecnie inwestycje w akcje, świadczy najlepiej zwiększony popyt na bony skarbowe ? mówi R. Gębicki.Według Andrzeja Tabora, adekwatnej do inwestorów indywidualnych aktywności nie wykazują natomiast instytucje. Ich wstrzemięźliwość wynika m.in. ze spodziewanych wydarzeń na rynku kapitałowym. W najbliższym czasie odbędą się posiedzenia rady Europejskiego Banku Centralnego oraz Banku Anglii (wczoraj spotkał się Fed).Warszawska giełda może ustabilizować się przy WIG na poziomie 16 tys. pkt., uważa Andrzej Tabor. Za takim scenariuszem przemawia np. zniechęcenie inwestorów. Obecnie ? według A. Tabora ? teoretycznie bardziej korzystnie przedstawia się sprawa inwestycji dla instytucji finansowych, które działają w horyzoncie długoterminowym. ? Wiosną tego roku menedżerowie funduszy emerytalnych i innych instytucji kupowali często akcje na szczytach, aby dopasować skład portfeli do tego, co robi konkurencja ? mówi Andrzej Tabor, podkreślając, że w podejściu tym było więcej psychologii niż racjonalności.

Analogicznie sytuacja przedstawia się teraz, kiedy instytucje patrzą sobie na ręce, ale wstrzymują się z decyzjami inwestycyjnymi z obawy przed dalszymi spadkami.Według Rafała Gębickiego, powściągliwość ta jest uzasadniona, jeśli spojrzeć na makroekonomiczne otoczenie (np. niebezpieczny wzrost deficytu, problemy z budżetem, niebezpieczeństwo skokowej dewaluacji złotego, wysokie stopy procentowe) oraz polityczne (nadchodzące wybory). ? Trudno dziwić się zagranicznym inwestorom, którzy nie chcą kupować polskich akcji, kiedy czytają w depeszy agencyjnej o tym, że premier i minister finansów mogą stanąć przed Trybunałem Stanu. Inwestor w USA nie zastanawia się nad tym, czy jest to realne, nie analizuje kontekstów. Po prostu sprzedaje polskie akcje ? mówi R. Gębicki.Jego zdaniem, nawet gdyby nagle okazało się, że podstawy makroekonomiczne polskiej gospodarki są bardzo dobre ? na co, zdaniem doradcy, się nie zanosi ? to i tak upłynie kilka miesięcy (zasada inercji), zanim zagranica odkryje na nowo polski rynek kapitałowy.

GRZEGORZ [email protected]