Z tego artykułu się dowiesz:
- Jak groźby amerykańskiego prezydenta wpłynęły na europejskie rynki finansowe?
- Dlaczego wyprzedaż japońskich obligacji wywołała niepewność na globalnych rynkach?
- Jakie są potencjalne skutki eskalacji sporu handlowego między USA a Unią Europejską?
- Jakie są konsekwencje działań prezydenta Trumpa dla amerykańskiego i europejskiego rynku obligacji?
- Dlaczego inwestorzy obawiają się zaostrzenia polityki handlowej USA?
Przez europejskie giełdy przetaczała się we wtorek fala wyprzedaży. Niemiecki DAX tracił po południu 1,6 proc., a paneuropejski indeks Stoxx Europe 600 spadał wówczas o 1,4 proc. Cena złota – kruszcu zaliczanego tradycyjnie do aktywów z „bezpiecznej przystani” – ustanowiła kolejny rekord, przebijając poziom 4700 USD za uncję. Rynkowy niepokój został podsycony przez zachowanie amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa. Ujawnił on korespondencję SMS-ową dotyczącą prób rozwiązania sporu o Grenlandię z francuskim prezydentem Emmanuelem Macronem i Markiem Rutte, sekretarzem generalnym NATO. Zagroził też Macronowi, że może nałożyć 200-proc. cło na francuskie wina i szampany w ramach odwetu za to, że Macron odmówił przystąpienia do tworzonej przez Trumpa Rady Pokoju, mającej zarządzać Strefą Gazy. Akcje LVMH, francuskiego giganta z branży dóbr luksusowych, traciły więc we wtorek po południu o ponad 2 proc., a papiery firmy Remy Cointreau spadały o 1,5 proc. Groźba tych alkoholowych ceł sama w sobie nie mogłaby mocno wstrząsnąć rynkami, ale inwestorzy obawiają się szerszego załamania relacji między USA a Unią Europejską, którego skutkiem może być wojna handlowa. Wszak Trump zagroził w weekend 7 krajom UE i Wielkiej Brytanii podwyżkami ceł wiązanymi ze sporem o Grenlandię.
Powrót chaosu
Temat ceł i Grenlandii był i będzie poruszany na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Trump ma tam wygłosić w środę przemówienie. Zapowiedział też, że dojdzie w Davos do spotkania dotyczącego Grenlandii. Nastroje próbował łagodzić Scott Bessent, amerykański sekretarz skarbu. – Można powiedzieć, że mamy do czynienia z podobną histerią, jaka była 2 kwietnia zeszłego roku. Doszło wtedy do paniki. (...) Tym, do czego wzywam wszystkich jest to, by trochę poczekali, wzięli głęboki oddech i pozwolili sprawom się rozegrać – powiedział Bessent. Przypomniał, że nawet konflikt handlowy USA z Chinami udało się załagodzić.
– Bezpieczeństwo w Arktyce może zostać osiągnięte tylko wspólnie. Dlatego zaproponowane przez USA cła są wielkim błędem – stwierdziła natomiast Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej. Przypomniała, że w lipcu UE zdołała wynegocjować z USA umowę handlową, którą administracja Trumpa teraz chce naruszyć. – Umowa to umowa. Gdy przyjaciele podają sobie ręce, musi to coś znaczyć – mówiła von der Leyen.
Transatlantycki spór jak na razie bił przede wszystkim w akcje europejskie, które mocno zyskiwały w pierwszych tygodniach 2026 r. Beata Manthey, strateg Citigroup, obcięła rekomendację dla akcji europejskiej z „przeważaj” do „neutralnej”. W zeszłym roku była w gronie analityków, którzy bardzo wcześnie dostrzegli duży potencjał wzrostowy tych akcji. „Nasz cel nadal wskazuje na zwyżkę indeksu Stoxx Europe 600 do końca 2026 r., ale widzimy na innych rynkach bardziej atrakcyjne nagrody za ryzyko” – napisała Manthey.