Trzeba to sobie powiedzieć jasno: czwartkowa sesja nie wniosła w zasadzie nic nowego w obraz rynkowy. Nadal wiemy, że nic wiemy, a rynek tkwi między nadziejami na zakończenie albo chociaż złagodzenie wojny na Bliskim Wschodzie, a obawami związanymi z potencjalną eskalacją konfliktu.
Wszyscy więc ci, którzy po środowej sesji, która to przyniosła wyraźne wzrosty na GPW, uwierzyli w nowy impuls wzrostowy, po czwartkowych notowaniach mogą czuć rozczarowanie. Sesja stała bowiem pod znakiem koloru czerwonego, który świecił na naszym parkiecie od samego początku dnia. Już w pierwszej godzinie notowań WIG20 był około 0,8 proc. pod kreską. Wpisywało się to też w nastroje, jakie panowały na innych europejskich parkietach.
Później na warszawskim parkiecie mieliśmy do czynienia ze „starciem gigantów”. Obóz byków w gronie największych spółek reprezentowała firma LPP, której akcje w drugiej części dnia rosły w tempie dwucyfrowym. Przyczynkiem do tego ruchu okazały się wyniki finansowe spółki.
W drugim „narożniku” była spółka Orlen. Ta z kolei w drugiej części dnia znalazła się pod presją podaży. Powodem okazała się informacja o planowanym wprowadzeniu podatku od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych.
Czytaj więcej
Inwestorzy zaczęli wyprzedawać akcje Orlenu po informacji o planowanym wprowadzeniu podatku od nadmiarowych zysków koncernów paliwowych.