Inflacja PPI w styczniu wyniosła 2,9%, a bazowy PPI wzrósł miesiąc do miesiąca o ponad 0,8%. Inflacja PCE, tj. „ulubiony wskaźnik Fed”, również wyniosła 2,9%, a w ujęciu bazowym aż 3%. W najnowszym odczycie ISM dla przemysłu indeks cenowy wyniósł zawrotne 70,5 pkt, najwyżej od 2022 roku. „Lepiej” wygląda dzisiejszy odczyt ISM dla usług, jednak w dalszym ciągu indeks cenowy pozostaje wyraźnie powyżej 60 pkt, co sygnalizuje przegrzanie w wybranych sektorach gospodarki.
Należy spojrzeć prawdzie w oczy: inflacja wraca w sposób rzeczywisty i namacalny. Wraca ona już na podstawie danych ze stycznia i lutego, zebranych jeszcze zanim wojna w Iranie się zaczęła. Dziś ropa wzrosła wyraźnie powyżej 70 dolarów i dopóki trwa konflikt, trudno sobie wyobrazić, by miała spaść (poza kilkudniowym epizodem w połowie 2025 roku związanym z poprzednim atakiem na Iran). Rynek nie widział tak wysokich cen ropy od końca 2024 roku.
Co gorsza, cieśnina Ormuz to nie tylko ropa czy gaz. Przez cieśninę transportowane są ogromne ilości aluminium, niezbędnego w niezliczonych gałęziach przemysłu. W regionie produkowane są też specjalistyczne produkty petrochemiczne, takie jak paliwa lotnicze.
Nawet jeśli Europie i USA uda się uniknąć pełnego wpływu wzrostu cen surowców energetycznych, to ich brak w Azji wróci na rynki rozwinięte pod postacią wyższych cen dóbr przemysłowych. To wszystko dzieje się w realiach inflacji, która była na ścieżce wzrostowej, zanim większość rynku zaczęła traktować możliwość konfliktu w Iranie poważnie. Fed albo będzie musiał drastycznie zredefiniować oczekiwania rynku wobec ścieżki stóp procentowych, albo inflacja może na długie kwartały zagościć znacznie powyżej 3%, a nawet 4%. Korekta oczekiwań będzie musiała wywrzeć znaczną presję na rynek akcyjny i jednocześnie wzmocnić dolara.
Znacznie trudniej przewidzieć reakcję rynku na kardynalny błąd, jakim byłoby dalsze obniżanie stóp przez Fed w obecnym otoczeniu makroekonomicznym.