Cały dzień inwestorzy spędzili na nasłuchiwaniu doniesień z Brukseli, gdzie na wieczór zaplanowano najważniejszy w ostatnim czasie szczyt w sprawie Grecji. Przez ostatnie dni europejscy decydenci zapewniali, że będzie on kluczowy, jeśli chodzi o rozwiązanie kryzysu w eurolandzie. Tak też było jeszcze wczoraj przed południem. To m.in. przez to gracze nadal wykazywali optymizm, kontynuując zwyżkę z ostatnich dni i łudząc się, że za moment poznają strategię wychodzenia z kryzysu.
Wystarczyło jednak kilka godzin, by okazało się, że osiągnięcie kompromisu wciąż jest trudne i szczegółowe rozwiązania mające uzdrowić strefę euro mogą być znane dopiero za kilka lub kilkanaście dni – po kolejnych spotkaniach ministrów finansów. Pojawiły się też doniesienia, że wciąż brakuje kompromisu w rozmowach z bankami na temat tego, jaką część greckiego długu będą musiały one spisać na straty.
Zdeprymowało to inwestorów, którzy postanowili wykorzystać okazję i zrealizować część ostatnich zysków. W efekcie pod kreską wylądowały m.in. DAX i CAC40.
W trakcie notowań giełdom w Europie pomogły też dość korzystne dane makroekonomiczne zza Atlantyku.
Na początku sprzyjały one także notowaniom na samych giełdach nowojorskich. Jednak później oddalająca się wizja porozumienia w eurolandzie przez pewien czas wpływała i na graczy z Wall Street. Ostatecznie jednak tamtejsze indeksy zakończyły sesje wzrostami. Inwestorzy liczyli, że Europie pomogą Chińczycy.
Sygnały wskazujące na duże problemy z osiągnięciem antykryzysowego kompromisu w strefie euro sprawiły, że odżył popyt na złoto.
Wczoraj na rynku nowojorskim kruszec drożał o 1,2 proc. i kosztował już 1721,8 USD za uncję. Poprzednio tak wysoką cenę notowano 23 września.
Na inne surowce zaostrzenie sytuacji w eurolandzie nie ma większego wpływu. Ich notowania reagowały wczoraj na zupełnie inne czynniki.
Miedź bardzo silnie zdrożała – w Londynie jej cena poszła w górę o 4,5 proc., do 7868 USD za tonę – i osiągnęła najwyższą cenę od czterech tygodni za sprawą spekulacji, że wzrośnie na nią popyt z Chin. Miałoby się to stać dzięki ożywieniu tamtejszej gospodarki w wyniku potencjalnej obniżki stóp procentowych, jaką zasygnalizował tamtejszy premier.
Ropa naftowa z kolei dość silnie wczoraj taniała – w Nowym Jorku nawet o ponad 2,5 proc., do 91 proc. za baryłkę – po tym jak Departament Energii USA ogłosił dane wskazujące na zwyżkę amerykańskich zapasów surowca. Wzrosły one w minionym tygodniu o 4,74 mln baryłek.