Dostępne u krajowych TFI fundusze obligacji zagranicznych mają przeróżny charakter, ale w ostatnim czasie oferta rozwija się w kierunku mało zmiennych produktów, gdzie większy nacisk marketingowcy stawiają na ekspozycję walutową. To odpowiedź na utrzymującą, a nawet rosnącą popularność rachunków walutowych. Oszczędności zgromadzone w takich produktach sięgają kolejnych rekordów, podobnie zresztą jak oszczędności ogółem. 

Nauczka z wojny

Pamięć o inflacji sprzed kilku lat, którą podkręcił wybuch wojny na Ukrainie jest na tyle świeża, że wiele gospodarstw domowych na stałe zdecydowało się utrzymywać część swoich oszczędności w tzw. walutach twardych – euro czy dolarze. Udział tychże środków można szacować na około kilkanaście procent portfeli. Wraz ze wzrostem oszczędności do rekordowych poziomów, coraz więcej trzymamy także na rachunkach walutowych. Szacunki wskazują, że o ile przed pandemią znajdowało się tam między 100 a 120 mld zł, o tyle obecnie może to być nawet 200 mld zł.

Nic zatem dziwnego, że wreszcie sumy te dały do myślenia menedżerom towarzystw funduszy inwestycyjnych. W ostatnich miesiącach jak grzyby po deszczu wyrastają fundusze obligacji, które pozwalają oszczędzać także w USD czy EUR. Wygląda na to, że moment na takie biznesowe decyzje był całkiem dobry, bo właśnie teraz zachowuje się dość niepokojąco. W związku z ostatnimi, dość gołębimi sygnałami z Rady Polityki Pieniężnej z jednej strony, a jastrzębimi z głównych banków centralnych, na krajową walutę padł ciężar dostosowania się inwestorów do nowych realiów, w których do podwyżek stóp procentowych w USA jest bliżej niż w przypadku Polski. Przypomnijmy jednak, że historycznie PLN w czerwcu zachowywał się raczej neutralnie, z kolei w lipcu częściej się umacniał. Dopiero sierpień zwykle przynosił lekką słabość PLN , a wyraźnie słabiej krajowa waluta zachowywała się we wrześniu.

O ile jednak słabsze zachowanie złotego obecnie można wiązać częściowo z polityką monetarną, o tyle notowania obligacji skarbowych w ostatnim czasie temu przeczą. Rentowności polskich papierów dziesięcioletnich osunęły się we wtorek do poziomu najniższego od dwóch miesięcy, schodząc już niemal o 0,7 pkt proc. poniżej majowego szczytu. Podobnie zresztą zachowują się papiery skarbowe innych europejskich rynków, aczkolwiek obligacje USA wyłamują się z szeregu – w drugiej połowie miesiąca dochodowości są nawet powyżej zamknięcia maja. W przypadku inwestycji w amerykańskie papiery skarbowe w ostatnich tygodniach zadziałał czynnik walutowy, czyli umocnienie dolara.

Inwestycje w papiery skarbowe rozpatrujemy oczywiście w znacznie dłuższych horyzontach czasu, podobnie jak ekspozycję na waluty. Połączenie obu tych czynników daje produkt dla osób, które chcą trzymać część oszczędności w walutach obcych, ale jednocześnie nie pozostać biernym. Czy to obecnie ciekawe rozwiązanie?

– Fundusze obligacji zagranicznych denominowane w walutach obcych mogą być aktualnie inwestycją wartą do rozważenia – twierdzi Radosław Wołyniec, z-ca dyrektora departamentu zarządzania aktywami i doradztwa inwestycyjnego, Ceres DI. Jak tłumaczy, rosnące prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w USA doprowadziło do wzrostu rentowności, co sprzyja funduszom opartym o papiery rządowe odznaczające się niskim poziomem duration. – Ponadto, pomimo deeskalacji sytuacji geopolitycznej obserwujemy aprecjację dolara i napływy do aktywów amerykańskich. W najbliższych miesiącach spodziewamy się dalszego umocnienia dolara – przewiduje Wołyniec. – Decydując się teraz na zakup funduszu w obcej walucie inwestującego w krótkoterminowe papiery amerykańskie, można oczekiwać korzyści wynikającej zarówno z atrakcyjnej rentowności, jak i wzrostu kursu dolara. Należy jednak pamiętać, że ewentualny dalszy wzrost dochodowości nie będzie sprzyjał obligacjom długoterminowym, których wycena spada wraz ze wzrostem rentowności. Wówczas, pozytywny wpływ kursu walutowego zostałby zniwelowany spadkiem papierów znajdujących się w funduszu – tłumaczy ekspert Ceres DI.

Jak działają fundusze dłużne z ekspozycją na walutę? Grzegorz Pułkotycki, dyrektor inwestycyjny Starfund zwraca uwagę, że dla funduszy obligacji zagranicznych wzrost rentowności obligacji posiadanych w portfelu oznacza spadek ich cen – tym głębszy, im wyższy parametr duration portfela. – Fundusze inwestujące w instrumenty w USD lub EUR, które wyceniają jednostkę w tej samej walucie nie odczują bezpośrednio wpływu zmian wartości walut. Tam jedyną zmienną pozostaje wycena portfela obligacji w walutach bazowych – mówi. – Nieco inna sytuacja ma miejsce w przypadku funduszy obligacji zagranicznych, które inwestują w np. obligacje dolarowe, nie zabezpieczają ryzyka walutowego, a jednostka funduszu jest w PLN. W takiej sytuacji ewentualne znaczne osłabienie się PLN do USD może z nawiązką zrekompensować straty na portfelu obligacji i w efekcie dać zysk posiadaczowi jednostek takiego funduszu – tłumaczy ekspert.

Spore stado jastrzębi

Na fundusz obligacji w walucie twardej zdecydowało się ostatnio postawić m.in. Erste TFI. – Największą zaletą tego funduszu jest to, że „poduszka bezpieczeństwa” w euro może zarabiać – tłumaczyła  Marta Stępień, zarządzająca funduszami Erste TFI. – To fundusz, który inwestuje wyłącznie w krótkoterminowe obligacje o ratingu inwestycyjnym. Oznacza to niewielką wrażliwość inwestycji na zmiany rynkowych stóp procentowych – wskazała.

Podobne argumenty wysuwają zarządzający ING TFI, które ruszyło z dwoma funduszami obligacji krótkoterminowych wycenianych w walutach obcych – euro i dolarze. – Na razie to tylko rozszerzenie palety o produkty, których nie mieliśmy wcześniej. W wyniku wybuchu wojny na Ukrainie Polacy trzymają część oszczędności w dolarze czy euro i fundusz bardzo niskiego ryzyka, wyceniany w twardej walucie, może być ciekawym rozwiązaniem dla takich osób – tłumaczył Radosław Sosna, członek zarządu Goldman Sachs TFI.

Zwłaszcza amerykańska waluta w tym tygodniu dotarła już do newralgicznych poziomów, które mogą zadziałać jak magnes dla kolejnych inwestorów. Mateusz Czyżkowski z XTB zwraca uwagę na czerwcowe posiedzenie FOMC pod przewodnictwem nowego szefa Fedu – Kevina Warsha, które okazało się punktem zwrotnym dla globalnych rynków walutowych. Komitet – zgodnie z oczekiwaniami i jednogłośnie – utrzymał stopy procentowe w przedziale 3,50-3,75 proc., jednak towarzyszący decyzji tzw. Dot Plot wykazał, że aż dziewięciu z osiemnastu decydentów uznaje podwyżkę stóp przed końcem roku za najbardziej racjonalne działanie. – To diametralna zmiana względem marcowych projekcji, gdy nikt w komitecie nie zakładał żadnych takich ruchów – przypomina Czyżkowski.