W 2030 r. energetyka węglowa nadal będzie stanowiła podstawę naszej struktury wytwarzania z udziałem 60 proc. Dziesięć lat później jej udział ma spaść 35 proc., o ile nie będzie Złoczewa. Około 2033 r. do systemu popłynie też prąd z elektrowni jądrowej. Moce pierwszej przewidziano na 1-1,5 GW. Docelowo w 2043 r. mamy mieć sześć bloków o łącznej mocy 6-9 GW. Gazu w energetyce ma być niewiele.

W 2030 r. 21 proc. w zużyciu końcowym ma pochodzić OZE , zapowiedziano też rezygnację z rozbudowy wiatraków na lądzie - ma ja zastąpić fotowoltaika, a od 2026 r. - offshore. Wsparcie dla OZE ma premiować dyspozycyjność - zapowiedziano w PEP

Obecny na konferencji wiceminister resortu Grzegorz Tobiszowski zapowiedział udostępnianie nowych złoża węgla kamiennego i obszarów wydobywczych.

Z kolei Krzysztof Tchórzewski powiedział, że PEP bierze pod uwagę oczekiwany wzrost zużycia energii w kraju. Projekt zakłada niezależność z jednej strony, z drugiej z drugiej zaś spełnienie oczekiwań KE w kwestii redukcji emisji - podkreślił minister.

Jak poinformował, projekt zawiera osiem głównych kierunków: optymalne wykorzystanie własnych zasobów energetycznych, rozbudowa wytwarzania i sieci, dostawy gazu, rozwój rynków energii, wprowadzenie atomu, rozwój OZE, ciepłownictwa i kogeneracji oraz poprawę efektywności energetycznej.

W PEP zapisano ograniczenie emisji CO2 do 2030 r. ma ono wynieść 30 proc. W tym samym roku 60 proc. prądu nadal będzie pochodziło z węgla, przy utrzymaniu rocznego zużycia na obecnym poziomie. Do 2040 r. spadek produkcji prądu z węgla zaplanowano na poniżej 30 proc. - napisano w dokumencie. - Dojście do projektowanego miksu będzie nas kosztowało 400 mld zł – powiedział na pytanie Rzeczpospolitej Tchórzewski.