W dalszych negocjacjach ws. rewizji EU ETS w 2026 r. – jak czytamy w raporcie FOEEiG – zasadna jest kontynuacja postulatu polskiego rządu już prezentowanego na forum UE dotyczącego możliwości wykorzystania kredytów węglowych (kredyty węglowe to mechanizm finansowy, który pozwala firmom kompensować swoje emisje gazów cieplarnianych poprzez inwestycje w projekty redukujące emisję dwutlenku węgla), także przez branże objęte EU ETS. FOEEiG rekomenduje podjęcie próby budowy szerszej koalicji przede wszystkim państw UE o dużym udziale przemysłu energochłonnego w PKB, jak Niemcy, Francja, Włochy. – Jednocześnie Polska powinna dążyć do zapewnienia zwiększenia mechanizmów kompensacyjnych dla państw uboższych po 2030 r. w postaci Funduszu Modernizacyjnego oraz Funduszu Innowacyjnego i zapewnić równowagę geograficzną w wykorzystaniu środków ze wszystkich unijnych źródeł finansowania dekarbonizacji przemysłu, w tym z Europejskiego Funduszu Konkurencyjności – wskazano w raporcie.
Rozszerzenie rekompensat dla branży energochłonnej
Komisja Europejska rozszerzyła listę sektorów kwalifikujących się do rekompensat pośrednich kosztów emisji w grudniowej rewizji wytycznych pomocowych w ramach EU ETS w grudniu 2025 r. W nowych wytycznych Bruksela zaproponowała rozszerzenie wykazu branż przemysłowych kwalifikujących się do rekompensaty o 20 nowych sektorów i dwa nowe podsektory obejmując m.in. produkcję chemikaliów organicznych oraz niektóre działania w sektorach ceramicznym, szklarskim i bateryjnym. Forum proponuje, aby rozszerzone rekompensaty z tytułu kosztów pośrednich emisji były w przyszłości możliwe do zastosowania dla sektorów objętych CBAM-em do czasu udowodnienia, że mechanizm ten w pełni neutralizuje przewagi konkurencyjne producentów spoza UE.
Wreszcie Polska, wzorem innych największych państw UE, powinna wypracować własny mechanizm limitów cen energii zwłaszcza dla sektorów przemysłowych, które nie zostaną objęte wsparciem z tytułu kosztów pośrednich i zostaną bez pomocy. – Jednym z potencjalnych źródeł jego finansowania mogą być zwiększone przychody państwa z tytułu aukcji drożejących uprawnień do emisji w ramach systemu EU ETS. Działania rządu w tym zakresie zostały rozpoczęte, lecz następnie zaniechane po rozwiązaniu Ministerstwa Przemysłu – czytamy w raporcie.
Elżbieta Rozmus, członek zarządu Izby Energetyki Przemysłowej i Odbiorców Energii, członek zarządu Forum Odbiorców Energii Elektrycznej i Gazu oraz pełnomocnik ds. energii PCC Rokita, podkreśla, że polskie firmy mają obecnie najwyższe w UE ceny energii. – Mamy do czynienia z paradoksem wyceny energii zielonej, która miała dać niższe rachunki za prąd. Dzisiaj tłumaczy się nam, że energia (pochodząca z OZE red.) będzie przekładać się na niższe ceny. Niema nic bardziej mylnego. Dzisiaj kupując energię, nabywamy ją z pełnym kosztem emisji pomimo, że pochodzi z OZE. To się nie zmieni dopóki nie będzie odrębnego mechanizmu wyceny lub odrębnej wyceny zielonej energii. KE nie wyraziła jednak na takie zmiany zgody. Postulujemy więc zmiany w mechanizmie merit order (kolejność wejścia do systemu energetycznego poszczególnych technologii, gdzie pierwszeństwo mają źródła o jak najniższym koszcie produkcji - red.).Chcemy odczarować prawdę o realnej cenie energii z OZE. Widzimy np. po morskiej energetyce wiatrowej, że ceny są bardzo wysokie i to bez kosztów bilansowania - dodaje Elżbieta Rozmus, która podkreśla, że firmy nie mogą być też zaskakiwane wzrostem innych opłat składających się na opłaty dystrybucyjne (jakościowa czy mocowa) tak jak miało to miejsce w roku poprzednim.
Henryk Kaliś wskazuje przy tym na szkodliwą – jego zdaniem – zmienność i wysokość cen energii elektrycznej dla gospodarek UE. – Jest ona skutkiem stosowanej obecnie metody wyceny energii elektrycznej na rynku hurtowym, która w 100 proc. przenosi wahania cen kosztów zmiennych produkcji – paliw i uprawnień do emisji CO2 (EUA) na odbiorców końcowych – mówi prezes Forum. By tego uniknąć, przemysłowi odbiorcy energii elektrycznej od lat postulowali, by wyłączyć instytucje finansowe z możliwości prowadzenia obrotu na rynku uprawnień do emisji CO2 i przywrócić mu pierwotny charakter rynku towarowego, którego uczestnikami powinny być jedynie podmioty kupujące uprawnienia na własne potrzeby. – Niestety, z możliwości tej UE nigdy nie chciała i nie chce nadal skorzystać, woli wprowadzać rozwiązania być może potrzebne, ale niesprawdzone, niepewne i ryzykowne – kończy gorzko Kaliś dodając, że dla przemysłowych odbiorców energii elektrycznej, ważniejsze od ograniczenia zmienności cen EUA, jest redukcja ich wysokości, a instytucje finansowe windują te ceny, spekulując na tym rynku.