Jak podkreślają eksperci, pierwsze dwa tygodnie wojny nie były dobrym momentem na rozpoczynanie emisji crowdinwestycyjnej ale i nie tylko. Prace nad prospektem emisyjnym w oczekiwaniu na spokojniejsze czasy zawiesiła firma z branży IT Transition Technologies MS. Z kolei przenosiny z NewConnect na rynek główny GPW wstrzymał MedApp. Wydaje się jednak, że w miarę uspokajania się sytuacji, przynajmniej crowdfundingowi emitenci zaczynają myśleć o wznowieniu emisji.

W centrum uwagi Ukraina

Przyglądając się najpopularniejszym platformom crowdfundingowym widać, że cały czas wojna odgrywa dużą rolę. Na platformach Crowdway oraz Crowdconnect.pl nie trwa aktualnie jakakolwiek emisja. Z kolei na Find Funds obecnie jest jedna – producenta gier Spellarena. Najwięcej emisji trwa obecnie na Beesfundzie, bo aż pięciu emitentów. Widać jednak, że na razie inwestorzy mocno ograniczają wpłaty.

– Trwający konflikt wpływa na cały rynek kapitałowy, szczególnie inwestycje w młode biznesy zarówno na rynku crowdinwestycyjnym, jak i NewConnect. W dobie dużej niepewności inwestorzy skłaniają się ku odłożeniu decyzji inwestycyjnych w czasie. Emitenci również rozumieją, że nie jest to najlepszy czas na pozyskiwanie funduszy od społeczności, dlatego na podstawie naszej rekomendacji wstrzymali emisje – skomentował Marcel Rowiński, prezes Crowdwaya. – Koniec lutego, początek marca to czas wzmożonych inwestycji, ale w poczucie bezpieczeństwa naszych rodzin, i pomoc, wielką pomoc niesioną uchodźcom. Z danych Beesfund widzimy, że jest to najsłabszy I kwartał od trzech lat, ale dalej mówimy o blisko 0,6 mln złotych zainwestowanych w tym okresie. Na pewno wiele osób zastanawia się w tej chwili, co dalej i to powstrzymuje impulsywne decyzje inwestycyjne – dodał Arkadiusz Regiec, prezes Beesfunda.

W tym miejscu trzeba jednak podkreślić, że choć wojna z pewnością znacząco zachwiała rynkiem IPO czy emisji crowdinwestycyjnych, to jednocześnie spotęgowała widoczne już wcześniej trendy. – Zmienność nastrojów obserwowana od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę, powoduje, że faktycznie część spółek rezygnuje z przeprowadzenia emisji akcji czy obligacji i przekłada proces na późniejsze terminy. Warto jednak zaznaczyć, że ochłodzenie rynku IPO akcji nastąpiło już w zeszłym roku, kiedy sporo debiutów rozczarowało inwestorów. Wojna na Ukrainie oraz nałożone sankcje na Rosję mają ogromny wpływ nie tylko na sytuację geopolityczną, ale również makroekonomiczną. Zarządy i właściciele spółek mają na głowie nową rzeczywistość, z którą muszą się mierzyć: już bardzo wysoka inflacja, niedobór pracowników, brak dostępności surowców czy innych materiałów. Stąd ewentualne emisje przekładają na dalszy termin, a skupiają się na działalności operacyjnej biznesu – stwierdził Wawrzyniec Bąk, analityk w DM Prosper Capital.

Pierwsze jaskółki nadziei

Widać jednak, że mimo wojny zapał emitentów crowdinwestycyjnych nie słabnie. Dyskusja tyczy się raczej tego, kiedy najlepiej wznowić komunikację oraz rozpocząć gromadzenie środków. – Uwaga wszystkich – nas, emitentów i inwestorów – skoncentrowana jest teraz na wydarzeniach w Ukrainie i na koordynowaniu pomocy dla wojennych uchodźców w Polsce, więc całkowicie zawiesiliśmy komunikację sprzedażową. Co warto jednak podkreślić, żaden z naszych klientów się nie wycofał, a w ostatnich czterech tygodniach podpisaliśmy umowy z nowymi emitentami. Działania toczą się normalnie – stwierdził Dawid Paczka, prezes Emiteo. – Na pewno dwa pierwsze tygodnie wojny w Ukrainie to był zły moment na startowanie z emisją. Sytuacja wraca jednak do normy. Polscy przedsiębiorcy przeżyli szok pandemiczny i to ich nauczyło, że świat się nie kończy, trzeba działać i dalej się rozwijać. Z kolei inwestowaniu sprzyja wysoka inflacja, ponieważ w takiej sytuacji z pieniędzmi trzeba coś robić – dodał Regiec.

67 proc.

tyle wyniosła skuteczność emisji crowdinwestycyjnych w 2021 r. Była ona o 1 pkt proc. mniejsza od tej z 2020 r. Widać znaczący skok względem 2019 r. gdy skuteczność była poniżej 60 proc.

Z pewnością ważnym aspektem, który wybadać będą musieli emitenci, jest skłonność do inwestowania w niepewnych geopolitycznie czasach. – Największą obawą, która jest wskazywana przez spółki, jest trudność w odczytaniu zachowania się inwestorów na giełdzie i ich chęci inwestowania. Przyszłość zależy od rozwoju sytuacji związanej z wojną w Ukrainie: nie tylko kiedy ale i jak się zakończy. Jeżeli sankcje nałożone na Rosję wywołają długotrwały kryzys gospodarczy w Europie to można spodziewać się odpływu środków z rynków finansowych, pogłębiania spadków i ogólnej niechęci do inwestowania – skomentował Bąk.

123,7 mln zł

tyle kapitału zgromadziły spółki w ramach emisji crowdinwestycyjnych w 2021 r. Było to o 46 proc. więcej niż w 2020 r. i o 157 proc. więcej niż w 2019 r

Wydaje się więc, że kluczowe będą najbliższe tygodnie, które pokażą, czy inwestorzy powrócą do normalności, czy nadal informacje z frontu w Ukrainie będą wywoływać duże emocje. – Wybuch wojny był szokiem, ale ludzie procesują takie wydarzenia i przechodzą do nowej normalności. Bardzo podobny proces obserwowaliśmy nieco ponad dwa lata temu, kiedy rozpoczęła się pandemia. Nie oceniam tego etycznie, to po prostu cecha ludzkiego umysłu – jesteśmy w stanie znormalizować każdą anomalię w naszej rzeczywistości, jeśli wystarczająco długo ona potrwa. Wydaje mi się więc, że także i nasz rynek będzie stopniowo wracał do równowagi – aczkolwiek już w nowym świecie. Część biznesowych pomysłów nie będzie już pewnie miała racji bytu, ale pojawią się nowe – mówi prezes Paczka. – Rynek ofert crowdfundingowych jest i będzie powiązany z sytuacją na szerokim rynku kapitałowym i ogólnie w gospodarce (w skali makro i mikro). Co prawda dzisiejsza sytuacja jest szczególna – wojna wywołana przez Rosję niesie za sobą realną tragedię – ale z perspektywy naszej wieloletniej działalności na rynku kapitałowym wiemy, że koniunktura powróci. Małe i średnie spółki będą szukały finansowania, a inwestorzy będą chcieli inwestować – uzupełnił Sebastian Huczek, wiceprezes DM INC, spółki prowadzącej platformę crowdinwestycyjną CrowdConnect.pl

Rynek w ciągłym rozwoju

Z najnowszego raportu Związku Przedsiębiorstw Finansowych wynika, że spółki we współpracy z platformami crowdfundingowymi zgromadziły w ubiegłym roku 123,7 mln zł, o 46 proc. więcej niż w 2020 r. i 157 proc. więcej, niż w 2019 r. Skuteczność emisji utrzymała się niemal na poziomie z 2020 r. i sięgnęła 67 proc. Widać również, że emitenci w Polsce są bardzo zróżnicowani i ciężko znaleźć jedną, dominującą branżę. Patrząc pod względem wartości, najwięcej funduszy zgromadziły spółki z branży gier (21,8 proc.). Na drugim miejscu znalazły się spółki konopne (16 proc.), a trzecim – te działające w branży aplikacji mobilnych, e-commerce czy usług IT (13,3 proc.). Przyglądając się statystykom, można również dostrzec, że większość spółek decydujących się na emisję crowdinwestycyjną w planach ma debiut na giełdzie. W 2022 r. na NewConnect zamierza pojawić się 29 emitentów, a w latach 2023–2024 – 22. Trzeba jednak pamiętać, że przynajmniej tegoroczne plany pokrzyżować może wojna w Ukrainie. Eksperci nadal podkreślają, że obecnie największym hamulcem rozwoju rynku staje się brak ustawy o finansowaniu społecznościowym, która da nowe możliwości, m.in. zwiększenia limitu emisji czy utworzenia tablicy ogłoszeń do handlu akcjami. Przed wojną rynek spodziewał się, że ustawa pojawi się jeszcze w I kwartale 2022 r. Obecnie jednak nad projektem pracuje komisja prawnicza.