[b]Kilka miesięcy temu mówił pan na łamach „Parkietu”, że negocjujecie cztery kontrakty za ponad 100 mln zł każdy. Od tamtego czasu udało się podpisać jeden, wart 104 mln zł, z KGHM. Co z pozostałymi?[/b]
W jednym wypadku odwołano przetarg na blok opalany ekopaliwem, bo byliśmy jedynym oferentem. Kiedy zostanie rozpisany ponownie, znów złożymy ofertę i wydaje mi się, że mamy duże szanse go wygrać. Myślę, że rozstrzygnięcie zapadnie w tym roku. Reszta spraw jest wciąż otwarta, choć opóźniają się bardziej, niż oczekiwaliśmy.
[b]Elektrobudowa jest jedną z niewielu polskich firm, która ma tak duże doświadczenie przy budowie elektrowni atomowych. Montowaliście instalacje w tego typu obiektach w kilku krajach europejskich. Od dwóch lat pracujcie przy budowie bloku elektrowni jądrowej Olkiluoto w Finlandii. Jakiej wartości prace wykonacie tam w tym roku?[/b]
Powinno to być w sumie około 20 mln euro.
[b]A jak ocenia pan przygotowania do budowy elektrowni atomowej w Polsce?[/b]
Myślę, że im szybciej zapadnie decyzja co do budowy, tym lepiej. W Polsce nie zabraknie odpowiednich wykonawców, choć oczywiście żadne wyłącznie polskie konsorcjum nie byłoby jej w stanie wybudować. Szczególnie jeśli chodzi o kluczowe elementy, włączyć będzie się musiał potężny międzynarodowy gracz, który dysponuje odpowiednią technologią.
[b]Na jakiej wielkości zlecenia liczycie, kiedy już ruszy projekt polskiej atomówki?[/b]
Mamy dobrze rozwinięte kompetencje w tym zakresie, zdobyliśmy odpowiednie referencje i certyfikaty. Dużo zależeć będzie od skali prac, ale myślę, że możemy zdobyć zlecenia za minimum 100 mln euro. Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, to może to być nawet 300–400 mln euro w ciągu tych trzech–czterech lat, kiedy elektrownia będzie powstawać.
[b]Czy na tym projekcie będzie można zarobić lepiej niż na przykład na budowie autostrad?[/b]
Oczywiście. W wypadku dróg wynagrodzenia dla podwykonawców są tak niskie, że my praktycznie nie bierzemy udziału w ich budowie. Na takim kontrakcie zdecydowanie łatwiej stracić, niż zarobić. Przy energetyce jądrowej mówimy o zupełnie innym poziomie technologii, dlatego przy takim projekcie można wypracować zdecydowanie wyższe marże.
[b]Wiele spółek z branży oczekuje, że w najbliższych dwóch latach czeka je eldorado w budownictwie infrastrukturalnym związane z Euro 2012, a później na rynku nastąpi załamanie. [/b]
Ja w to nie wierzę. Myślę, że chociaż presja zbliżających się mistrzostw będzie duża, nie wpłynie to na podniesienie akceptowanych przez inwestorów cen. Pojawi się też duża konkurencja firm, które będą wykonywać zlecenia po kosztach. Lepszych czasów oczekiwałbym właśnie po Euro 2012 – w latach 2013–2014. Wtedy ruszą duże projekty w energetyce, które będą zdecydowanie bardziej rentowne.
[b]W przeszłości praktycznie co roku przychody Elektrobudowy mocno rosły, a zysk się podwajał. Ostatnie lata to jednak stagnacja – a w zyskach nawet regres. Prognoza na ten rok również nie zapowiada przełomu. Planujecie zarobić 48,6 mln zł przy 793 mln zł obrotów. Kiedy można się spodziewać wyższej dynamiki?[/b]
Nasze prognozy są dość ostrożne. Nie uwzględniamy w nich chociażby tych dużych przetargów, o których rozmawialiśmy na początku. W naszym budżecie zakładamy, że w tym roku poważnie urośnie nasz eksport, jego udział w obrotach powinien sięgnąć 25 proc., czyli ok. 200 mln zł. W samej Rosji osiągniemy sprzedaż rzędu 100 mln zł. To dla nas szczególnie ważne, bo nasz udział w krajowym rynku jest już tak duży, że dalsza ekspansja musiałaby oznaczać wojnę cenową. Poza tym za granicą można wypracować marże o prawie jedną trzecią wyższe niż w kraju.
Druga sprawa to inwestycje w technologię. Wybudowaliśmy właśnie nową fabrykę tzw. mostów szynowych używanych w elektrowniach.
To niszowy produkt, ale wysyłając go do kilkunastu krajów, można osiągnąć sprzedaż na poziomie kilkudziesięciu milionów euro przy wysokich marżach.
[b]Kiedy więc osiągniecie miliard złotych przychodów?[/b]
Nie wcześniej niż za dwa–trzy lata, choć może to być kwestia dwóch–trzech dużych zleceń. Zakładamy, że w tym roku nie wygramy żadnego dużego przetargu w energetyce. Jeśli jednak na koniec 2011 r. będziemy mieć portfel zamówień na 2012 r. wart 0,5–0,6 mld złotych, to poziom 1 mld złotych przychodów jest realny.
[b]
Czy wzrost ten byłby osiągnięty kosztem rentowności?[/b]
Zwiększanie obrotów nie jest naszym priorytetem – najważniejsze jest utrzymanie marży.
[b]Czy planujecie wypłatę dywidendy w tym roku?[/b]
Zarząd będzie rekomendował 4 zł dywidendy na akcję. To 0,5 zł więcej niż ostatnio, ze względu na mniejsze potrzeby inwestycyjne.
[b]Dziękuję za rozmowę.[/b]
[ramka][srodtytul]Elektrobudowa w rękach funduszy[/srodtytul]
Historia Elektrobudowy sięga 1953 r., kiedy powstało Przedsiębiorstwo Montażu Elektrycznego Elektrobudowa. Na warszawskiej giełdzie spółka zadebiutowała równo 15 lat temu. Na pierwszej sesji płacono za jej akcje 23,1 zł, dziś kosztują około 170 zł. Wartość rynkowa przedsiębiorstwa to około 800 mln zł. Spółka specjalizuje się w usługach budowlano-montażowych. Uczestniczyła w budowie większości polskich elektrowni, pierwszej linii warszawskiego metra, a obecnie pracuje przy budowie Stadionu Narodowego. Z giełdowych spółek Elektrobudowę wyróżnia skład akcjonariatu.
Wśród udziałowców z ponad 5-proc. pakietem akcji znaleźć można aż sześć funduszy emerytalnych, które w sumie mają prawie 60 proc. kapitału.
Na czele zarządu Elektrobudowy od jedenastu lat stoi Jacek Faltynowicz (wcześniej m.in. Alstom Polska). W tym czasie spółka potroiła przychody i dziesięciokrotnie zwiększyła zysk netto. Prywatnie Faltynowicz jest koneserem wina i znawcą historii współczesnej.[/ramka]