Parkiet TV

Bez strategicznej wizji hutnictwo się zwinie

Gościem Barbary Oksińskiej w Parkiet TV był Stefan Dzienniak, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.
Foto: parkiet.com

Pierwszy kwartał okazał się znakomity dla firm hutniczych – wzrósł popyt, ale też ceny stali, co mocno podbiło wyniki firm. Czy II kwartał jest równie dobry dla branży?

Wiele wskazuje na to, że tak. Trwa trzeci miesiąc drugiego kwartału i jak dotąd sytuacja jest porównywalna do tej z początku roku. Tak więc mamy dobre całe I półrocze 2021 r.

Spodziewał się pan tak silnego odbicia?

Nie, podobnie jak nikt nie przewidział kryzysu w 2020 r., który wywołała pandemia. Oczywiście odbicia można było się spodziewać, jednak szybkość i skala tego zjawiska zaskoczyła wszystkich producentów – nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Warto tu jednak zaznaczyć, że już od 2019 r. obserwowaliśmy w Polsce nierównowagę między popytem a podażą na rynku stali. W 2019 r. zużycie wyrobów stalowych spadło o 1,3 mln t wobec rekordowego roku 2018, kiedy to zużyliśmy niemal 15 mln t stali. Potem przyszła pandemia i rok 2020 zakończyliśmy z kolejnym, tym razem 6-proc. spadkiem. Wiele branż, takich jak motoryzacyjna czy AGD, żądało od hutnictwa obniżenia lub zaprzestania dostaw zamówionych towarów. Trwał rajd w dół cen wyrobów stalowych, który od kwietnia 2019 r. do września 2020 r. sięgnął około 30 proc. Tak więc w latach 2019–2020 zużycie stali w kraju skurczyło się w sumie o 2 mln t w porównaniu z 2018 r. Następnie w 2021 r. przychodzi gwałtowne ożywienie, a mimo to wciąż obserwujemy nierównowagę pomiędzy popytem i podażą.

Jaki więc może być cały ten rok dla hutnictwa?

Każdy układ dąży do równowagi i wydaje się, że to jest tylko kwestia tygodni, kiedy będziemy obserwować zbliżanie się do tego stanu. To może nastąpić już w III kwartale, co wcale nie znaczy, że dojdzie do spadku cen wyrobów stalowych, bo na całym świecie widzimy duże zapotrzebowanie na te produkty. Niepokojące jest to, przed czym już dawno przestrzegaliśmy, a co dziś już obserwujemy – wyprowadzanie się przemysłu stalowego z UE. W ciągu ostatnich dziesięciu lat zdolności produkcyjne UE zmniejszyły się o prawie 50 mln t na rok. W Polsce w 2020 r. moce wytwórcze w biznesie stalowym spadły o 2 mln t i nie jest możliwe w krótkim czasie ich zwiększenie, bo w hutnictwie łatwiej się niszczy, niż buduje. To przemysł niezwykle energo- i kapitałochłonny.

Ale czy w ogóle będzie wola inwestorów, by te moce rozbudowywać?

Zielona transformacja w UE obciąża hutnictwo dodatkowymi kosztami, których nie ponoszą nasi konkurenci z innych rejonów świata. Zresztą geografia hutnictwa w ciągu ostatnich 30 lat mocno się zmieniła. Chiny systematycznie zwiększają moce i w roku ubiegłym odpowiadały już za 57 proc. światowej produkcji stali. Do tego marszu dołącza kilka innych azjatyckich krajów – Wietnam, który 20 lat temu nie miał hutnictwa, a dziś produkuje stali więcej niż Polska, swój potencjał rozbudowują Indie, Iran, kraje arabskie. Jedyny region, gdzie zdolności wytwórcze maleją to UE. W Polsce w sposób szczególny, bo mamy najdroższą energię elektryczną dla przemysłu spośród krajów unijnych. A w przypadku stalowni elektrycznych, energia stanowi drugi koszt po zakupie wsadu do produkcji stali. Dlatego w Polsce są relatywnie gorsze warunki do prowadzenia tego biznesu niż w innych krajach UE. Polska energetyka stoi u progu wielkiej transformacji, ale nie wiadomo, czy i kiedy będziemy mieli tańszą energię.

Jak firmy mogą poradzić sobie z rosnącymi kosztami emisji CO2 i zakupu prądu?

Szukamy na to sposobu. Rozmawiamy np. z Polskim Stowarzyszeniem Energetyki Wiatrowej, bo dziś najtańszym źródłem energii są farmy wiatrowe na lądzie. Potężnym obciążeniem dla nas od 1 stycznia jest rynek mocy – to 76 zł dodatkowego kosztu do każdej megawatogodziny energii zużytej między godz. 7 a 22, pięć dni w tygodniu. Hutnictwo pracuje siedem dni w tygodniu na trzy zmiany, tak więc ta opłata mocowa bardzo mocno dotknęła naszego sektora. Staramy się, żeby rząd wywiązał się z obietnicy, że przemysł energochłonny będzie płacił niższe opłaty. Ale jak dotąd tak się nie stało.

Czy zapowiadane wprowadzenie w UE tzw. podatku węglowego na towary importowane pomoże branży?

Bierzemy udział w tej dyskusji. To jednak bardzo trudne, boimy się tego rozwiązania. Mamy bowiem smutne doświadczenia, np. z omijaniem podatku VAT. Do dziś leczymy rany po oszustwach VAT-owskich i obawiamy się, że tu też mogą powstać mechanizmy obchodzenia tego unijnego podatku. Może się na przykład okazać, że nagle cały import stali do UE to jest stal wyłącznie zielona. Importerzy znajdą w swoich krajach tyle źródeł zielonej energii, że stwierdzą, że oni dostarczają do UE wyłączenie produkty nieobciążone emisjami CO2. Czy ktoś z Komisji Europejskiej będzie jeździł do Rosji, Chin czy Wietnamu, by sprawdzić, z jakiej energii korzystają w hutach? Nie wydaje mi się.

A więc pomimo obecnej znakomitej koniunktury, hutnictwo w Polsce się zwija?

Tak, przemysł stalowy już zredukował swoje moce, a jednocześnie zredukowaliśmy też zużycie stali. A więc część branż wykorzystująca stal też się przeniosła w inne miejsca. Hutnictwo europejskie czeka głęboka przemiana. Zmierzamy do Zielnego Ładu, do redukcji emisji CO2 i jeśli chcemy się z tego wywiązać, to czekają nas gigantyczne inwestycje. Musimy odejść od technologii opartej na wielkich piecach, rudzie żelaza i koksie i przejść na inną – zapewne wodorową. Jeśli ta technologia przetrwa, to wejdzie na dużą skalę w latach 30. Natomiast w okresie przejściowym będziemy musieli wprowadzać dalszą elektryfikację hutnictwa. A ponieważ w Polsce prąd jest drogi, to warunki do przebudowywania hut nie są tu najlepsze. Bez strategicznej wizji rozwoju przemysłu stalowego, możemy być świadkami zmniejszenia mocy wytwórczych o kolejne 4–5 mln ton w ciągu dekady.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.