Parkiet TV

Rynek pracownika nie wróci w tym roku

Gościem Grzegorza Siemionczyka w środowym wydaniu „Prosto z parkietu” był Łukasz Tarnawa, główny ekonomista Banku Ochrony Środowiska.
Foto: parkiet.com

Produkcja przemysłowa w marcu podskoczyła o 19 proc. rok do roku, sprzedaż detaliczna o 15 proc. To częściowo efekt niskiej bazy odniesienia sprzed roku, ale nie tylko, bo po tych danych ruszyła fala rewizji prognoz dla polskiej gospodarki. Ekonomiści, którzy spodziewali się dotąd odbicia PKB w 2021 r. o niespełna 4 proc., dziś oczekują wyniku sporo lepszego. Tych kilka liczb faktycznie mocno zmieniło perspektywy gospodarki?

Wyniki produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej były bardzo dobre. Nie był to jedynie efekt niskiej bazy. Po okresie umiarkowanego pesymizmu związanego z tym, że mamy do czynienia z trzecią falą epidemii i przedłużaniem obostrzeń, marcowe dane dają przesłanki na rzecz zmiany szacunków PKB w I kwartale. My oczekiwaliśmy dotąd spadku o 1,8 proc. rok do roku, teraz widzimy zniżkę o 1,5 proc. rok do roku. To może prowadzić do rewizji prognoz na cały rok. Z drugiej strony, w naszych prognozach zakładaliśmy, że otwarcie gospodarki nastąpi w trakcie kwietnia. Dziś wiemy, że nastąpi to kilka tygodni później. To jest czynnik, który skłania nas do pewnej ostrożności. Nasza prognoza wzrostu PKB w całym 2021 r. to 3,6 proc. Będziemy ją w najbliższym czasie weryfikować. Mówiąc językiem agencji ratingowych, perspektywa jest pozytywna, ale jest też kilka znaków zapytania. Jednym z nich jest to, jak szybko odbiją inwestycje infrastrukturalne, czy nastąpi to jeszcze pod koniec tego roku, czy dopiero w przyszłym.

Agencja S&P ocenia, że już w tym roku unijny Fundusz Odbudowy może podbić tempo wzrostu PKB w Polsce o 0,6 do 2 pkt proc., a w 2022 r. o 1,7 do 2,1 pkt proc. Biorąc pod uwagę dotychczasowe prognozy agencji, to mogłoby oznaczać wzrost PKB w br. o ponad 5 proc., a w 2022 r. o ponad 6 proc. O samym Funduszu i o Krajowym Planie Odbudowy nie wiemy wystarczająco dużo, żeby formułować takie oceny?

To, że Fundusz Obudowy będzie w perspektywie kilku kwartałów stymulował wzrost gospodarczy, nie budzi żadnych wątpliwości. Kwestią otwartą pozostaje to, w jakiej skali te środki zdołają wejść do gospodarki jeszcze w tym roku. Doświadczenia z uruchamianiem tradycyjnych funduszy unijnych każą zachować ostrożność. Naszym zdaniem kumulacja tych funduszy nastąpi w 2022 r. Zgadzam się jednak, że może to być źródło niespodzianek.

Czy boom w polskim przemyśle ma jakiś związek z pandemicznymi zmianami w strukturze popytu? Należy oczekiwać, że wraz z otwieraniem światowej gospodarki, przemysł straci impet?

Zgadzam się, że fenomenalne odbicie produkcji ma podłoże m.in. w zmianach struktury gospodarki w czasie pandemii, czyli wzroście popytu na dobra trwałego użytku, takie jak sprzęt RTV, AGD i meble, kosztem popytu na usługi. To się skończy w trakcie 2021 i 2022 r. Będziemy odrabiali zaległości związane z podróżowaniem, spotykaniem się. To spowoduje spowolnienie wzrostu produkcji, ale nie jej załamanie. Spodziewam się, że dynamika produkcji wróci do poziomu jednocyfrowego.

Czynnikiem, który część ekonomistów skłonił do rewizji prognoz, był też marcowy wyskok płac w sektorze przedsiębiorstw. Biorąc pod uwagę to, że kolejna fala obostrzeń nie pociągnęła za sobą wyraźnego spadku zatrudnienia, można to uważać za przejaw dobrej koniunktury na rynku pracy. Czy pańskie ostrzeżenia, że ta koniunktura może się jeszcze popsuć, gdy wygasać zaczną tarcze, pozostają aktualne?

Faktycznie wskazywaliśmy, że na bazie tego, jak łagodnie przechodzimy przez pandemię, nie należy wieszczyć rynku pracownika zaraz po tym, jak obostrzenia zostaną zniesione. Podtrzymujemy tę opinię. Euler Hermes podał ostatnio, że w I kwartale liczba niewypłacalności przedsiębiorstw podwoiła się. Przed nami jest okres wygasania pomocy publicznej, który może przynieść odroczone w czasie upadłości i restrukturyzacje. Firmy będą próbowały bronić wyników przez redukcję kosztów pracy, zmianę organizacji itp. Nie jesteśmy więc w sytuacji, aby oczekiwać, że 8-proc. wzrost płac będzie trwały. W najbliższych miesiącach może się powtórzyć, ale potem wyhamuje do 5–6 proc. Zatrudnienie zamiast spadać zacznie się stabilizować, ale nie oczekujemy gwałtownego wzrostu zapotrzebowania na pracowników. Procesy dostosowawcze nie pozwolą na gwałtowne ożywienie na rynku pracy.

Stabilna sytuacją na rynku pracy i oszczędności, które gospodarstwa zakumulowały w ostatnim roku, mogą poskutkować skokowym wzrostem popytu po otwarciu gospodarki. To rodzi obawy, że inflacja na długo wzrośnie powyżej 3,5 proc., czyli górnej granicy pasma dopuszczalnych odchyleń od celu NBP.

W bazowym scenariuszu przewidujemy, że inflacja w okolicy 4 proc., którą zobaczymy w kwietniu i maju, nie utrzyma się w drugiej połowie roku. Oczywiście, gospodarka się odradza, jest pula oszczędności, która może być wydana. Pamiętajmy jednak o tym, że w ub.r., gdy w rozwiniętych gospodarkach inflacja bazowa gwałtownie malała, u nas z różnych powodów była cały czas wysoka. Ktoś może powiedzieć, że skoro nawet w pandemii była w okolicy 4 proc., to teraz podskoczy do 5 proc. Ale moim zdaniem będzie inaczej. Istnieje wysoka baza odniesienia, która będzie inflację bazową obniżała. Dodatkowo, wzrost cen żywności będzie umiarkowany. A to sprawi, że inflacja w II połowie roku spadnie w kierunku 3 proc.

Co powinna zrobić w takiej sytuacji RPP?

W krótkim okresie układ czynników ryzyka w gospodarce jest taki, że bank centralny w Polsce podobnie jak w innych gospodarkach powinien być ostrożny z zacieśnianiem polityki pieniężnej. Gospodarka potrzebuje wsparcia w okresie wychodzenia z kryzysu. W najbliższych miesiącach zaostrzanie byłoby przedwczesne.

Powiązane artykuły


REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.